Od nędzy do pieniędzy – Tad Witkowicz. Refleksje Krzywego po lekturze książki

Od nędzy do pieniędzy – Tad Witkowicz. Refleksje Krzywego po lekturze książki

Czy znasz Tada Witkowicza? To pozornie zwykły facet w średnim wieku. Pozornie, bo w gruncie rzeczy jest to jeden z najskuteczniejszych przedsiębiorców z obywatelstwem polskim, jacy do tej pory stąpali po Ziemi. Gdy dowiesz się, jak bardzo jest bogaty, być może pomyślisz: „Taa, udało mu się. Miał szczęście, i tyle.” Nie, nie w jego przypadku. Tad to doskonały strateg i tytan pracy. Przeczytaj jego książkę (tu ją kupisz), a zrozumiesz, o czym mówię. A żeby Cię do niej zachęcić, napiszę słów kilka po jej lekturze. Zaczynajmy. 

Faktycznie: od nędzy do pieniędzy 

Tytuł należy w tym przypadku rozumieć całkiem dosłownie. To nie są dywagacje teoretyka, który rozwodzi się nad osiąganiem sukcesu w biznesie. To biografia człowieka, który ze skrajnej biedy doszedł do wielomilionowego majątku. Mieszkał w chacie z klepiskiem zamiast podłogi, a wejście do niej prowadziło przez… kurnik. Tadeusz „Tad” Witkowicz (choć wolałbym zwracać się do niego per „Pan” – z szacunku do wieku i osiągnięć – to będę pisał po prostu „Tad”, dla uproszczenia i wygody) urodził się w Kodniu w 1949 roku. Słyszałeś o tej wsi kiedykolwiek? Ja też nie. Biedne dzieciństwo Tada jest o tyle ważne, że to właśnie ono zrodziło w nim niegasnące pragnienie „Nie chcę być biedny!” Życie w biedzie było najsilniejszą motywacją do zmiany tego stanu rzeczy. Dodajmy: do radykalnej zmiany. Tad po prostu chciał być bogaty. I osiągnął to. Choć nie bez wysiłku, olbrzymiego wysiłku. 

Tad Witkowicz

Niczym powieść sensacyjna 

Książkę Tada Witkowicza czyta się z wypiekami na twarzy. Aż ciężko uwierzyć, że jest to biografia. Zmiany akcji, ciekawe sytuacje, porażki i nagłe sukcesy, chwile zwątpienia, a innym razem olbrzymiej euforii. 

Od nędzy do pieniędzy - książka Tada Witkowicza

Tad nie miał w życiu łatwo. W zasadzie przez sporą część życia miał bardzo pod górkę. Pochodził z biednej rodziny, ze wsi, zatem kompleksy i nieśmiałość były wręcz czym oczywistym. Miał jednak ambicję bycia kimś lepszym. I po prostu starał się. Starał się bardziej od innych. Jak sam o sobie pisze, niemal zawsze zaczynał jako outsider, poza „peletonem”. Musiał włożyć mnóstwo pracy (np. w szkole lub na studiach), by dojść peleton. Ale nie poprzestawał na tym. Jego starania były nagradzane, odnosił kolejne małe sukcesy. A to zwiększało stopniowo jego pewność siebie. Zaczynał wierzyć, że może osiągnąć w życiu naprawdę wiele. A kluczowa w jego przypadku okazała się: 

Emigracja

W 1966 roku udało się jego rodzinie wyemigrować do Kanady. Początki na obczyźnie nie były łatwe. Na chleb zarabiali jako „zbieracze robaków”. Jednak z czasem było coraz lepiej. Mama dostała lepszą pracę, Tad dobrze radził sobie w gimnazjum. Później studia (fizyka) na uniwersytecie w Toronto. W 1971 Tad wrócił do Polski studiować. Miał wysokie stypendium, finansowo sobie radził. Poznał swoją przyszłą żonę, Elżbietę. Ela mieszkała w Stanach, a on w Kanadzie. Po ślubie zamieszkali w Toronto (w końcu Tad osiadł w USA). Tad skończył studia, w sumie dwie specjalności. Właśnie jego zamiłowanie do fizyki i elektroniki zaważyło na dalszych jego losach. Choć patrząc na to, w jaki sposób osiągnął sukces w biznesie, śmiem rzucić tezę, że Tad osiągnąłby sukces w dowolnej dziedzinie, którą by obrał

Same sukcesy?

Historia Tada to obraz olbrzymiej wręcz pracy i poświecenia. Moim zdaniem, zbyt dużego poświęcenia. Jak sam Tad przyznaje, „zorientował się”, że ma dzieci i wypadałoby się nimi zajmować czasami, gdy starszy syn miał 14 lat, a młodszy 8. W życiu wszystko ma swoją cenę. Olbrzymi sukces w biznesie Tad okupił zaniedbaniem rodziny. Gdy dotarło do niego, że synowie niemal go nie znają, postanowił to zmienić. Spędzał z nimi więcej czasu, jeździł na wycieczki, uczył życia. Dalej dużo pracował, ale przynajmniej miał już kontakt z synami.

Złote myśli Tada Witkowicza

Nie będę Ci oczywiście streszczał książki. Gdy po nią sięgniesz, poznasz życiorys Tada Witkowicza dość dobrze. Podam Ci za to kilka cytatów z książki, takich złotych myśli autora, które warto zapamiętać. Dodam do nich własny komentarz. 

  • # Harówka
    Tad uważa, że w biznesie tylko w 5% liczy się pomysł, a pozostałe 95% to ostra harówka. Sam jest tego żywym przykładem. Potrafił pracować po 80 godzin tygodniowo (pewnie czasem nawet więcej), jeśli wymagała tego sytuacja. Tad łamie obecnie panującą modę na „pracowanie mądrze, a nie ciężko”. Trzeba pracować mądrze, ale i ciężko. Sukces sam się nie zrobi – trzeba go wypracować w pocie czoła. „Sukces osiąga się działaniem. Tak jak w sporcie, talentem nie zdobywa się medali. Do tego konieczne jest zaangażowanie, poświęcenie i nieludzka praca, bo ludzi z talentem jest dużo więcej niż tych, którzy potrafią swoje zasoby wykorzystać i pokonać konkurentów.
  • # Dobry PR
    Lądowanie promu kosmicznego i nasz udział w transmisji stały się wizytówką naszej firmy.” Tad zwraca wiele razy uwagę, jaką rolę ma dobry PR (public relations) w biznesie. Dzięki temu można zyskać niekiedy trampolinę marketingową, na której oprze się firma. W innym miejscu wspomina: „Disney kupił od nas w ciągu dwóch lat sprzęt za ponad milion dolarów. To była dla nas wspaniała reklama, doskonała referencja (…).
  • # Specjalizacja
    Duży producent ma wiele produktów, rzadko więc jest postrzegany jako specjalista; nie można być specjalistą od wszystkiego.” Potwierdzają się kolejny raz słowa Jack’a Trout’a i innych specjalistów od biznesu: liczy się specjalizacja. Obecnie możemy obserwować odchodzenie wielu firm i marek od specjalizacji na rzecz rozszerzania asortymentu. Czy słusznie? Moim zdaniem, najczęściej nie. Czas pokaże, kto ma tutaj rację. 
  • # Właściwi ludzie
    Przywiązywałem dużą wagę do osobowości kandydata. Szukałem osób inteligentnych, energicznych i pracowitych, z entuzjazmem podchodzących do swojej pracy, dla których celem jest kariera życiowa.” Dodam, że szukał głównie młodych ludzi. Dla Tada nie liczył się „papierek” z uczelni. Liczył się człowiek. Niemal wszystkiego można się nauczyć. Ale charakteru zmienić się (prawie) nie da. W innym miejscu, Tad pisze: „Już nigdy później nie zatrudniłem nikogo bez spotkania się – równocześnie – z nim i z jego żoną. Miałem w ten sposób okazję sprawdzić, które z nich jest szefem. Jeśli była nim żona, wiedziałem, że kandydat jest słaby i uległy.” Widać, że Tad szukał silnych ludzi, o mocnym charakterze. Możesz myśleć, co chcesz, o takim sposobie rekrutacji, ale skoro w jego przypadku to działało (budował doskonałe zespoły), to coś w tym jest. 
  • # Nienasycenie
    Miałem 36 lat, kilka milionów dolarów w banku, a banki płaciły wtedy po 8-9 procent, czyli rocznie samych odsetek było ponad kilkaset tysięcy (…). Można żyć beztrosko i spokojnie. (…) Niedługo tak sobie pożyłem. Życie bez pracy zaczęło mnie nudzić.” Mógł już wtedy odpuścić pracę i do końca życia odpoczywać, bawić się, być z dziećmi i żoną. Nie potrafił. To nienasycenie pchało go do biznesu. Mało tego: do ryzykownej gry, w której mógł wiele stracić. Dopiero z biegiem lat zmienił się. Być może nieco wypalił się, nieco zmęczył, „wyszumiał biznesowo”. To pokazuje dwie rzeczy. Po pierwsze, trzeba mieć w sobie ocean pasji, by w biznesie osiągać szczyty. Po drugie, to pewnego rodzaju uzależnienie – często ryzykujemy oszczędności, własne zdrowie i relacje z rodziną, by dogonić sukces, coraz większy sukces. Nie potrafię jednoznacznie ocenić, czy to źle czy dobrze. Z jednej strony w życiu powinniśmy dążyć do równowagi, a szaleństwo i uzależnienie od biznesu jest dalekie od tego. Jednak powstaje pytanie: czy bez tego szaleństwa można osiągnąć sukces? A nawet jeśli tak (co by potwierdzały przypadki – co prawda niezbyt liczne – takiego „zrównoważonego sukcesu”), to czy bez tego uzależnienia nie zmniejszamy lawinowo szansy na sukces w biznesie? Jak zwykle w życiu: coś za coś. Nie ma nic za darmo. I nie ma uniwersalnej drogi dla wszystkich. Każdy musi znaleźć ścieżkę optymalną dla siebie. 
  • # Strategia, głupcze!
    Planując biznes, zawsze starałem się zgadnąć, w jakim kierunku podążać będzie rynek i przyszłość moich produktów na tym rynku, i w jakim tempie to nastąpi. Pragnąłem wszystko zaplanować od początku do końca, potem przetestować i ruszać z pełną produkcją dopiero wtedy, gdy wszystko byłoby w porządku.” Tad to urodzony strateg. Wszystko planuje. Nie rozstaje się z arkuszem kalkulacyjnym. Jest przerażony, jak wielu ludzi działa bez planu. Na przykład planując biznes nie robią biznesplanu. Z takimi ludźmi Tad nie chce współpracować. Nie widzi w nich przyszłości. 
  • # Wyróżnij się, albo zgiń. 
    Ktoś, kto szuka swojej niszy, musi sobie zadać pytanie: w czym różnię się od innych? W czym jestem od nich lepszy?” Dziś dalej większość przedsiębiorców nie zadaje sobie trudu odpowiedzi na to pytanie. Zakładają biznesy podobne do innych i próbują z nimi rywalizować. Gdy nie ma różnicy, dla Klienta liczy się tylko cena. A wojna cenowa to droga donikąd. Tad to doskonale rozumiał i NIGDY nie walczył ceną. 
  • # Uczciwość bez kompromisów
    Ludzie czują, kiedy ktoś fantazjuje albo kłamie. Wolą prawdę, nawet jeśli jest ona niewygodna. Dlatego bez uczciwości nie ma sukcesu. Nigdzie.” Tad ma stalowy kręgosłup moralny. Gdy przyłapie kogoś na kłamstwie, kończy z nim współpracę. Takie podejście jest w dzisiejszym świecie wymagające, ale finalnie wygrywające. 
  • # Zasłużony odpoczynek 
    Po przeszło trzydziestu latach pracy wziąłem urlop. I to od razu roczny. Przez całe swoje życie nie byłem, łącznie, nawet roku na urlopie.” To jest dobre podsumowanie tej książki. 

Konkluzja

Po lekturze książki Tada Witkowicza „Od nędzy do pieniędzy” mam mieszane uczucia. Oczywiście Tad wzbudził we mnie jeszcze większy szacunek do niego. Jestem wręcz jego fanem. Mam nadzieję, że niedługo go poznam. Choć wiele nas dzieli, to równie dużo łączy. W tym to, że obydwaj jesteśmy wykładowcami w ASBIRO Kamila Cebulskiego. Zatem nasze spotkanie i poznanie się jest tylko kwestią czasu. Tad potwierdził moje wewnętrzne przeczucie, że upór, konsekwencja i nieludzka praca w końcu prowadzi do sukcesu (odrobina szczęścia, albo przynajmniej braku pecha jest mile widziana). Oczywiście nie każdy go osiągnie, bo czynników sukcesu jest więcej, jednak te są absolutnie kluczowe i bazowe. Zatem powtórzmy to jeszcze raz: tytaniczna praca = sukces finansowy. 

A teraz popatrzmy na cenę tego sukcesu. „Po przeszło trzydziestu latach pracy wziąłem urlop.” „Najstarszy syn miał już czternaście lat, drugi osiem, nie miałem dla nich czasu, wcale ich nie znałem, byli wychowywani przez matkę.” Te słowa kołaczą mi się po głowie. Cała biografia Tada to ciągła biznesowa walka. Nieustanny stres. Powstają w mojej głowie dwa pytania:

  1. Czy każdy z nas byłby w stanie pracować tak ciężko jak Tad Witkowicz? Nie mam na myśli zaangażowania i motywacji, bo tutaj nie mam wątpliwości: nie, nie każdy jest w stanie tak się zaangażować i poświęcić. W zasadzie mało kto to potrafi. Zastanawia mnie w tym miejscu to, czy psychicznie i fizycznie Ty czy ja dalibyśmy radę. Stres, nieprzespane noce, nadludzki wysiłek. Moim zdaniem, Tad ma bardzo silną psychikę i organizm. Dzięki temu wytrwał: bez zawału, depresji (mam nadzieję), zapaści zdrowotnej. Czy zatem rada „pracuj ponad siły przez wiele lat, a sukces nadejdzie” obowiązuje każdego z nas? Nie ma chyba łatwej odpowiedzi na to pytanie. 
  2. Czy warto poświęcić 30 lat życia dla wielomilionowego majątku? Z jednej strony odpowiedź wydaje się oczywista: jasne, że tak! Przecież niemal każdy z nas przez większość życia pracuje. Wielu z nas nawet ciężko. Niektórzy bardzo ciężko. A większość zarabia jedynie na przetrwanie, na codziennie wydatki. Zatem warto nieco przycisnąć, poświęcić się, by zebrać po 30 latach sowitą nagrodę, czyż nie? No własnie nie wiem. Bo to „przycisnąć, poświęcić się” nie oznacza dylematu typu: „Albo będę pracował 8 godzin 5 dni w tygodniu i zarabiał na przeżycie i drobne przyjemności, albo będę pracował przez 30 lat 10 godzin dziennie przez 6 dni w tygodniu i zarobię fortunę.” W przypadku Tada te lata pracy oznaczały CAŁKOWITE poświęcenie się biznesowi. To oczywiste, że on to kocha, że sprawia mu to ogromną satysfakcję, że spełnia się dzięki temu. Jednak cena jest bardzo wysoka – głównie myślę o braku czasu dla najbliższych.  

Pomimo powyższych dylematów i wątpliwości, uważam, że lepiej poświęcić się pasji, niż przeżyć życie na 20, 30 czy nawet 50% swoich możliwości. Jednak osobiście podchodzę do tego nieco inaczej niż Tad. Najwyższym priorytetem jest dla mnie rodzina. Działam intensywnie w biznesie, bardzo dużo pracuję, nie tracę czasu na głupoty, ograniczam leniuchowanie, umiem odmawiać sobie doraźnych przyjemności, myślę strategicznie, prę do przodu jak walec. Jednak zawsze znajduję czas dla żony i dzieci. Owszem, z racji mojego zaangażowania w biznes tego czasu poświęcam im w tej chwili mniej niż bym chciał (tym bardziej niż oni by chcieli), jednak nie można powiedzieć, że ich zaniedbuję. I gdybym stanął przed wyborem: „rodzina albo biznes” – bez sekundy namysłu wybrałbym rodzinę. Nawet kosztem sukcesu w biznesie. Bo rodzina jest moim największym skarbem i sukcesem życiowym. 

Polub i udostępnij ten wpis, jeśli uważasz go za wartościowy. Niech Twoi znajomi też mają szansę go przeczytać.

Paweł Krzyworączka i recenzja książki Tada Witkowicza

Szkolenie z e-biznesu

6 komentarzy

  1. Dzis mlodzi ludzie czesto mowia o „balanced life” czyli rownowaga miedzy kariera a rodzina i zyciem prywatnym. Uwazam ze takie myslenie to najwyzej remis a najczesciej przgrana w karierze.

    Mozna poswiecic sie karierze i byc dobrym ojcem/mama. Dzieci jak dorosna docenia nas nie wedlug czasu ktorym je poswiecilismy ale wedlug tego co wnieslismy do ich zycia. Beda wspominac nie to ze bylismy z nimi co dzien kilka godzin lecz to co bylo wyjatkowe i pouczajace.

    Kiedys przyjechalem z mlodszym synem do Krakowa na pare dni. Zakochal sie w Krakowie i juz tam byl 4 razy sam lub ze swoja dziewczyna. To tak zwany high impact event i na tym sie koncentrowalem.

    Odpisz
  2. Swietnie opisales moja historie.

    Odnosnie rodziny i poswiecenia pracy:

    Po pierwsze nie uwzgledniles roli mojej zony. Ona zadbala o to aby wychowac synow dobrze i aby zaangazowac mnie przynajmniej na krotkie i wazne dla dzieci chwile. Zona tez byla zaangazowana w moja pierwsza firme zajmujac sie cala administracja (HR, buhalteria, kupowanie czesci, wysylki do klientow, obdzwanianie klientow aby placili z zmywaniem lazienek wlacznie jak mi to czesto przypomina).

    Pomimo tego ze zadko bywalem w domu to bardzo wczesnie uswiadomilem sobie ze relacje z dziecmi mozna zrobic na dwa sposoby: byc z nimi na codzien albo zorganizowac unikalne ewenty ktore sa nie do zapomnienia. A wiec, wycieczka na ryby do polnocnej Kanady z starszym syem ktora do dzis pamieta bo lapalismy metrowej dlugosci szczupaki. Bylo takich pare. Wycieczka rowerowa (250km) poprzez Gory Skaliste z mlodszym, i pare innych podobnych, tez tego nie zapomnie.

    Zawsze wierzylem ze pamietamy nie ciaglosc zycia lecz unikalne i wyjatkowe zdarzenia. Dlatego postanowilem skoncentrowac sie nad ewentami z dziecmi bo na to moglem przezaczyc czas. Ja pamietam ojca jak kiedys raz zagral z nami w siatkowke i pare razy jak zaprosil mnie na ryby. To byly wyjatki. Oczywiscie byl zawsze z nami ale malo z tego pamietam.

    Odnosnie ciezkiej pracy: Dla mnie to nie byla praca lecz fantastyczne i pasjonujace hobby, i okazja stworzenia czegos co ma znaczenie. A ma znaczenie i wartosc tylko wtedy kiedy klienci za to placa. To mnie pedzilo. Oczywiscie liczylem na sukces finansowy bo to bylo jak wynik meczu. Grac wspaniale to nie wszystko, trzeba strzelac gole aby wygrac. Gole to wyniki finansowe.

    Dzialalem na 100+% do czasu kiedy to mnie pasjonowalo. Poswiecalem wszystkie mozliwe godziny na prace bo to sprawialo mi przyjemnosc. Tworzylem, rozwiazywalem problemy, dzialalem, wszystko to bylo niesamowitym zastrzykiem Adrenaliny. Ale w kazdej z trzech firm doszlo do tego ze moja pasja z roznych powodow zmalala lub zniknela i zaczela sie katorga pracy. Wtedy sprzedalem firme chociaz finansowo nie trzeba bylo.

    Pozdrawiam

    Tad Witkowicz

    Odpisz
    • @Tad Witkowicz,
      Dziękuję za komentarz! Bardzo mi miło gościć Pana na moim blogu.
      Cieszę się, że wyklarował Pan w komentarzu kilka spraw. Myślę, że powinny znaleźć się w książce (być może w kolejnej, odświeżonej edycji). Nie pisałem w recenzji o roli Pana żony, gdyż mi ona po prostu umknęła. Dlaczego? Bo w książce jest owa rola ledwo wspomniana, dlatego umyka. To Pana biografia i wydaje się oczywiste, że skupia się głównie na Panu. Jednak chyba warto byłoby nieco rozszerzyć „wątek żony”. Właśnie po to, by rozwiać pewne wątpliwości, lepiej naświetlić Wasze relacje, jej wpływ na Wasze życie – także biznesowe.

      „Zawsze wierzylem ze pamietamy nie ciaglosc zycia lecz unikalne i wyjatkowe zdarzenia.” – całkowicie zgadzam się z tymi słowami. ALE: codzienne życie jest nie mniej ważne. Też bywam takim ojcem z doskoku. Np. teraz, gdy są wakacje. 2/3 wakacji dzieci spędziły z moją żoną, daleko ode mnie. Bywały okresy, że przez 2 tygodnie ich nie widziałem. Oni na urlopie, a ja w mojej firmie. Zresztą zawsze wakacje traktuję jako okres budowy przewagi konkurencyjnej – inni odpoczywają na całego, a ja dużo pracuję (choć urlop także sobie robię). Po takich przerwach dzieci są strasznie spragnione taty. I potrzebują mnie nie tylko na wypady weekendowe. Chcą mnie codziennie. Do zabawy, do nauki, do normalnych czynności (jak np. wspólne jedzenie). Życie składa się z detali. Jasne, że pamiętamy głównie „mocne” wydarzenia z życia, ale kształtujemy się w olbrzymiej mierze przez zwykłą codzienność. A w niej potrzebni są obydwoje rodzice, by dziecko dobrze się rozwijało, było kochane, szczęśliwe.
      Raz jeszcze powtórzę: niech Pan nie czuje się przeze mnie oceniany czy krytykowany pod tym kątem. Sam cały czas szukam tej równowagi między rodziną a biznesem. I daleki jestem od wyrokowania, kto ma rację i jak to powinno wzorcowo wyglądać. Po prostu cały czas się uczę: zarówno na własnej skórze, jak i na obserwacji innych (w tym Pana).

      Odpisz
    • Za każdym sukcesem mężczyzny stoi jakaś kobieta

      Odpisz
  3. Tak… poświęcenie się pasji to właśnie życie na 100%. Dla wielu marzenie poza zasięgiem, choć ponoć to wola rządzi naszym sukcesem.

    Myślę, że krokiem „zero” jest odkrycie, czego się chce, znalezienie swojego miejsca tu i teraz. Dla Tada, jak wnioskuję z recenzji, cel życiowy został zdefiniowany już bardzo wcześnie, a zdeterminowała go bieda.

    Bardzo ważne jest, by nasze najbliższe otoczenie, szczególnie rodzina, była dla nas wsparciem, a my dla niej / dla niego. Najważniejszy temat, poruszony w tej recenzji, to ten dylemat właśnie: jak podzielić się między pasją a rodziną, pracując na pełnych obrotach… Gdybym został postawiony przed podobnym dylematem, też wybrałbym rodzinę…

    Dzięki za recenzję. Po książkę na pewno sięgnę 😉

    Odpisz
    • @Włodzimierz,
      Całkowicie się zgadzam z Twoim komentarzem.
      Niestety właśnie owo odkrycie, czego się chce, do czego najlepiej się nadajemy, w czym spełnimy jest chyba najtrudniejsze. Gdyby każdy z nas dostawał taką informację do ręki, pewnie sporo osób by z niej skorzystało (choć nie wszyscy…). Dodam, że samo szukanie też jest super!
      Tad w sumie też wybrał chyba rodzinę, ale dopiero wtedy, gdy „wyszumiał się biznesowo”. Ty i ja robimy inaczej. Każdy szuka własnej drogi.

      Odpisz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Uwaga: zasady rozsądnego komentowania.
1. Daruj sobie komentarze typu "Dobry wpis", "Gratulacje! link.pl" itp.
2. Komentuj tak, jakbyś chciał, aby u Ciebie komentowano.
3. Podawaj w formularzu Twój prawdziwy adres e-mail (jest bezpieczny!)
4. Link do Twojej strony WWW (w podpisie) pokaże się dopiero wtedy, gdy napiszesz 5-ty komentarz na ebiznesy.pl. Pamiętaj jednak, aby zawsze podawać ten sam adres mailowy (komentarze zliczane są właśnie po mailu).

Komórki w Excelu
Jak robić rzeczy niemożliwe? Wyburzanie, doktorat i pistolet przy skroni

Można by rzec, że będzie to drugi z rzędu wpis z cyklu "jak robić rzeczy niemożliwe". Ostatni mój artykuł tyczył budowy domu z drewna. Wywołał mnóstwo komentarzy i polubień na Facebooku. Wszystkim bardzo za to dziękuję. Cieszę się, że tamten wpis wywołał takie zainteresowanie. Wspominam w nim o przełamywaniu własnych barier w różnych obszarach. Zbudowanie […]

Zamknij