Nie ma boga

Nie ma boga

Tytułem wstępu

Wiem, wiem – przegiąłem z tytułem. Czy tak uważasz? Hmmm, zaraz wyjaśnię, co mam na myśli pisząc, że nie ma boga (celowo z małej litery tutaj). Aczkolwiek przyznam, że tytuł tego artykułu celowo jest prowokujący. Prowokujący do myślenia i dyskusji.
Nie chcę nikogo obrazić ani urazić. Nie chcę naśmiewać się, szydzić, kpić. Jeśli moje słowa odbierzesz w ten sposób – przepraszam, ale nie taki był mój zamysł i widocznie nie dość klarownie przelałem me przemyślenia na ekran.
Pamiętaj, że mogę się mylić, bo mylę się często. Niemniej tekst ten nie powstał w ciągu godziny czy dwóch; to wynik setek godzin przemyśleń. Zatem zanim puścisz wodze krytyki, miej to na uwadze.

Poniższy tekst będzie bardzo subiektywny. Mam do tego prawo, z którego bez ogródek dziś skorzystam.

Co chcę przekazać tym tekstem?

Wiem, że zabrzmi to bynajmniej dziwnie i skieruje na mnie falę krytyki. Nie szkodzi. Muszę to napisać: wiem, jaki jest sens ludzkiego istnienia. Oczywiście każdy z nas rozumuje w tym temacie nieco inaczej. I każdy ma swoje zdanie i przemyślenia. Dlatego proszę Cię: jeśli masz inny punkt widzenia, widzisz nieścisłości w moim rozumowaniu – napisz to w komentarzu. Proszę Cię o merytoryczne podejście, bo stanowisko typu „bo tak” zbytnio mnie nie interesuje.

Moje słowa można by zakwalifikować jako popularno naukowe, choć to pewnie za dużo powiedziane. Nie chcąc zbytnio wchodzić w szczegóły pewnych zagadnień (dla skrócenia tekstu), używam często skrótów czy samych niemal haseł. Jest tak dlatego, ponieważ jest to tylko artykuł – nie książka. Muszę więc oszczędzać miejsce i Twój czas.
Chcę Ci przekazać mój punkt widzenia, jeśli chodzi o sens życia człowieka.

Czy naprawdę nie ma boga (lub Boga)?

Nie ma boga, w jakiego chce wierzyć większość ludzi. Nie ma starego dziadka, z długą siwą brodą i dobrodusznym spojrzeniem. Nikt nie rządzi Wszechświatem, nie kieruje, nie gra w szachy naszym życiem. Większością zjawisk rządzi czysty przypadek. Dlaczego napisałem większością? Ponieważ Prawo Przyciągania działa. Mamy wpływ na nasze życie w pewnym zakresie. Nasze życie nie jest nigdzie zapisane. A nawet gdyby tak było, tzn. jeśli byśmy się przenieśli w czasie (wtedy czas by się cofnął, zatem to, co miałoby nastąpić, byłoby nam – podróżującym w czasie – znane), to trwalibyśmy w czymś w rodzaju alternatywnej rzeczywistości. Toczyłaby się zgodnie „z planem” (czyli tak, jak byśmy się spodziewali, znali ją), jednak moglibyśmy ją zmienić. Zatem nie ma znaczenia, czy czas „już się wydarzył” i ewentualnie „jak daleko zaszedł”. Bo i tak tu i teraz mamy wpływ na to, co się dzieje wokół nas (na nasze emocje, kontakty z innymi ludźmi, codzienne decyzje, wybory); a na część zdarzeń nie mamy wpływu (np. na ewentualną awarię samolotu, którym lecimy). Nie ma zatem boga. Jesteśmy natomiast my, nasze świadome wybory i… przypadek.

Dlaczego chcemy wierzyć w boga?

Jest wiele powodów. Główne z nich to:

  • Strach. Nie chcemy, żeby życie doczesne było jedynym naszym bytem, istnieniem. Nie chcemy umrzeć i zniknąć. Zatem ze strachu – wierzymy. Tak jest nam łatwiej.
  • Potrzeba sensu. No właśnie: chcemy, aby nasze życie miało sens. Wręcz na siłę chcemy mu je nadać. I jeśli nie potrafimy odnaleźć tego sensu w inny sposób – uciekamy się do wiary.
  • Zaprogramowanie. Większość z nas żyje w pewnym „środowisku religijnym”. Nasi rodzice i dziadkowie w coś wierzą. Nasi znajomi, przyjaciele, małżonkowie. Od dziecka większość z nas jest pojona jakąś religią. Niekiedy jesteśmy tak mocno zaprogramowani (podobnie jest np. z kompleksami), że ciężko jest nam się z tego wyrwać. Niektórzy nigdy się nie wyrywają. Pamiętam, jak mój kuzyn kiedyś powiedział (na moje słowa na temat boga): „Nie mogę w to uwierzyć, że tyle milionów ludzi miałoby być robionych w bambuko!”. No właśnie: nie może uwierzyć…

Czy zatem uważam wiarę za głupotę? Oczywiście, że nie! Mądra wiara niesie wiele dobrego:

  • Uspokaja osobę wierzącą. Pozwala jej funkcjonować.
  • Sprawia, że ludzie gromadzą się, poznają, rozmawiają, modlą.
  • Prawdziwa wiara przenosi góry – tak, to prawda. Prawdziwa modlitwa, szczególnie wspólna modlitwa większej grupy osób, potrafi czynić „cuda” (wziąłem w cudzysłów, bo nie ma cudów – są tylko rzeczy, których na razie nie pojmujemy). Tak: wspólne myślenie nad jednym celem gromadzi energię, która może realnie wpływać na rzeczywistość. Tyle tylko, że żaden stary dziadek nas wtedy nie słucha…

Zatem religie powstały z potrzeby ludzkiej. To ludzie dla ludzi wymyślili religie. I nadal wymyślają. Nawet niektórzy na tym zarabiają, ale to jeszcze inna sprawa – dla tego tekstu nieistotna.

Kim zatem jest bóg? Jeśli jest…

Nie kim, ale CZYM.
Pamiętam, jak kiedyś na imprezie u nas w domu rozmawialiśmy przy piwie o bogu właśnie. Lubię wypytywać znajomych, jakie mają zdanie w tym temacie. Gdy kumpel spytał mnie, kim jest dla mnie bóg, odpowiedziałem: „Bóg jest energią.” A on na to: „Hehe, typowo inżynierskie podejście.” ;-) Fakt faktem – jestem inżynierem.
Tak: Bóg jest energią. Mógłbym napisać, że Bóg jest wszędzie, że jest w każdym z nas i w każdym przedmiocie, zwierzęciu itd., jednak to tylko różne formy energii. Bo w ostatecznym rachunku wszystko sprowadza się do energii. Nawet nasza dusza, jaźń, świadomość – czy jak byśmy tego czegoś nie nazwali.

Zatem nie ma nieba ani piekła. Jest ruch energii w przyrodzie. Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz. Dokładnie tak. Zamienisz się w energię. Wszystko jest energią. Czy jednak „energią bez sensu”, działającą na ślepo, w ciągłym przypadku, chaosie? Hmm, zastanówmy się nad tym przez chwilę.

Czym jest Wszechświat?

Nie jestem alfą i omegą. Nie myśl, że będę się chwalił, iż wiem, jak działa Wszechświat. Oczywiście, że nie wiem. Nikt nie wie w tej chwili. Jako gatunek ludzki jesteśmy na początku POZNANIA. Niedawno odkryliśmy siłę atomu. Także niedawno spenetrowaliśmy przestrzeń wokół naszej planety (dodajmy: bliską przestrzeń). Gdzie nam do poznania duszy, ciemnej materii we Wszechświecie, wykorzystywania energii galaktyk.
Jednak sporo już wiemy (przynajmniej na jakimś tam niskim poziomie).
Dodam, że zastanawianie się, czy jesteśmy sami we Wszechświecie, jest również niecelowe. Bo po co? Z jednej strony, prawdopodobieństwo istnienia życia we Wszechświecie jest bliskie 1 (czyli 100%). Przecież istnieją miliardy miliardów planet podobnych do naszej. Ile z nich może mieć podobne warunki do rozwoju życia? A przecież jesteśmy tylko jedną z form życia. Jest wielce prawdopodobne, że OBCY są niepodobni do nas, inaczej są zbudowani, być może są tylko jakąś formą niewidzialnej energii. Z drugiej strony, życie jest cudem (tzn. nie wiemy do końca, jak powstaje życie jako takie – zatem nazwijmy na teraz je cudem). Zatem jest możliwe, że jesteśmy sami we Wszechświecie. Tylko jakie to ma znaczenie??? Aaa, właśnie: wiara. Jeśli naukowcy udowodnią, że miliony lat świetlnych od nas istnieje jakaś tam obca cywilizacja, to… lepiej się poczujemy. W tym wielkim, zimnym, bezdusznym Kosmosie (piszę z wielkiej litery, jako synonim Wszechświata) nie będziemy sami! Oczywiście nigdy tych obcych nie zobaczymy, nie poznamy. Ale to przecież bez znaczenia: wystarczy nam wiara, że gdzieś tam istnieją.
Nie mówię, żeby zaniechać penetracji Kosmosu. Przeciwnie. Rozwój nauki, poznania – to nasz cel istnienia. Jednak nie traćmy czasu na kłótnie, czy jesteśmy sami we Wszechświecie. Szkoda czasu.

Cel egzystencji człowieka

No właśnie: taki jest cel tego tekstu. Po co żyjemy (my – jako ludzie)?

Spójrz na Wszechświat jak na jeden wielki organizm. Czy zgodzisz się ze mną, że to dobre porównanie? Podobno na początku był Wielki Wybuch: niewielka kulka o nieprawdopodobnej gęstości wybuchła. Wszystko zaczęło się rozszerzać: niczym fale na jeziorze po wrzuceniu doń kamienia. Tworzyły (i tworzą) się galaktyki, gromady galaktyk, układy planetarne. Ok, być może właśnie taki był początek wszystkiego. A może takich początków było już wiele? A może jest wiele Wszechświatów? A może istnieje nieskończona liczba alternatywnych rzeczywistości, czyli… Wszechświatów? Hmm, może. Ale czy to ma teraz, dla Ciebie i dla mnie, jakieś większe znaczenie? Praktycznie – nie ma.

Zgadzasz się jednak (mam nadzieję), że cała materia (czyli my także) jest pewną formą, postacią energii, prawda? Gdy nasz układ planetarny zestarzeje się, gdy Słońce dokona swojego żywota, urośnie, wciągnie kolejno planety Układu Słonecznego, w tym Ziemię, co wtedy się stanie? Wszystko zmieni tylko swoją postać. Atomy pozostaną atomami (lub nie, ale to tutaj bez znaczenia). Zatem jest tylko energia. Możemy rozmawiać na różne tematy, spierać się. Jasne. Ale chyba nikt nie będzie polemizował z tymi słowami: wszystko jest energią. Ok, idźmy dalej.

Wszechświat żyje. Nie mam tutaj na myśli życia np. na Ziemi. Mam na myśli Kosmos jako całość. Żyje, tzn. przeobraża się, porusza. Czyli powiedzmy umownie: żyje. Energia zmienia się w materię, materia w energię. Planety, gwiazdy powstają – i umierają. Wszystko się zmienia, przeobraża. I tutaj jest chyba jedyny (moim zdaniem) moment, gdzie możemy się spierać: czy należy traktować Wszechświat jak organizm, czy jako bezmyślną formę (energii, materii, czasu – jakkolwiek). Jest jednakże jeden niepodważalny fakt, albo raczej zjawisko, które sugeruje, że traktowanie WSZYSTKIEGO jako jednego wielkiego organizmu jest uzasadnione: ewolucja. Wszystko ulega ewolucji. Tak samo jak życie na naszej planecie, cały Kosmos ewoluuje. Jest to taka ewolucja w makro skali.
Jest jeszcze jedna sprawa: stałe fizyczne. Wszechświat wygląda tak, a nie inaczej, bo istnieją pewne stałe fizyczne (http://pl.wikipedia.org/wiki/Sta%C5%82e_fizyczne). Można się zastanawiać, czy stałe muszą być takie a nie inne, czy w innych wszechświatach (jeśli istnieją) są inne stałe fizyczne. OK. Ale „u nas” są takie a nie inne stałe fizyczne i tyle. I do tego wszechobecna EWOLUCJA. Wniosek? Wszystko w skali makro (w Kosmosie) funkcjonuje w sposób uporządkowany (wymuszają to stałe fizyczne). I ewoluuje. Wniosek? Wszechświat jest jednym, gigantycznym organizmem, który żyje, trwa i cały czas się zmienia. Ok, idźmy dalej.

Czym jest organizm?

Zastanówmy się teraz, czym jest organizm. Każdy organizm. To pewne zestawienie, zgromadzenie atomów (w organizmach żywych, lepiej mówić o komórkach). Organizmem jest dowolny robal, którego z obrzydzeniem rozgniatasz butem, organizmem jestem ja, organizmem jest nasza planeta. Kosmos także jest organizmem (być może częścią innego, większego organizmu).
Jak funkcjonuje dowolny organizm? Poszczególne komórki pełnią różne funkcje. Każda komórka „robi swoje”. Teraz dochodzimy do niezwykle ważkiej kwestii: wadliwych komórek. Każdy organizm lubi harmonię. W równowadze, zdrowiu – najlepiej się rozwija, funkcjonuje. Co się dzieje, gdy jakieś komórki szwankują? Są one usuwane, zamieniane zdrowymi, nowymi. Niekiedy wadliwe komórki (np. rakowe u człowieka) pokonują organizm i go zabijają.

Spójrz na Ziemię. Bez ingerencji człowieka, wszystko istniałoby w harmonii. Ziemia doskonale sama sobie radzi. Sama potrafi się naprawiać. Wszystkie ekosystemy działają w symbiozie albo przynajmniej obok siebie, niezależnie. Oczywiście Ziemię może spotkać jakieś wydarzenie z zewnątrz (np. uderzenie komety czy meteorytu). Może to nawet zakończyć jej istnienie. I takie działanie należałoby uznać za dzieło przypadku, bo trudno uznać, że kometa celowo trafiła w naszą planetę, by spełnić jakąś rolę dla Wszechświata. Podobnie jak na siłę próbujemy doszukać się sensu w wypadku, gdy autobus spadnie ze skarpy i zginą ludzie, tak samo absurdalne byłoby doszukiwanie się sensu uderzenia komety w Ziemię. Jedno jest ziemskim przypadkiem, a drugie kosmicznym. I tyle. Wszystko toczy się dalej.
Zatem dla każdego organizmu, w każdej skali ważne są komórki zdrowe, prawidłowo funkcjonujące. Wadliwe są niepożądane. Czy widzisz już, do czego zmierzam, Drogi Czytelniku?

Po co żyjemy?

Powyższy wywód miał na celu dojście do kluczowej kwestii: po co żyjemy.

Nie próbuj teraz na siłę nadawać swojemu życiu jakiś nadprzyrodzony sens, nie szukaj przez chwilę sensu w bogu (czy Bogu). Przez chwilę jeszcze idź moim tokiem rozumowania.
Skoro Wszechświat to organizm, skoro wszystko w NIM to organizmy, to jaka może być rola, sens istnienia dowolnego organizmu? Są tylko dwie opcje: albo dany organizm działa na korzyść ogółu (czyli organizmu nad sobą, do którego należy; w przypadku człowieka – do społeczeństwa, narodu i całej ludzkości), albo na niekorzyść.
Jeśli działa na korzyść – wspiera rozwój wszystkiego. Wszystkiego co jest ponad nim, lub inaczej: w czym się zawiera. Każdy z nas żyje w jakiejś społeczności – jesteśmy komórkami „społecznego organizmu”. Społeczność lokalna zawiera się w czymś większym (narodzie), dalej jesteśmy jako rasa ludzka, jako część planety – część Wszechświata.
Jeśli działa na niekorzyść – przeszkadza, jest intruzem, powinien zostać usunięty. Tak właśnie robimy z przestępcami: nie przestrzegają norm danej społeczności, więc są izolowani lub utylizowani. Jeśli ktoś popełnił niewielki, jednorazowy błąd – dajemy mu szansę. Jeśli jest to recydywa lub „niereformowalny” przypadek – kładziemy na nim lagę – idzie do kasacji (lub dostaje dożywocie i musimy go utrzymywać przez wiele lat).
Jaki jest zatem cel naszego istnienia? Wspieranie naszej społeczności, naszej planety, a patrząc całościowo – Wszechświata.
Wiem, że to trudne podejście, bo:

  • wiara w jednego boga, który nad nami czuwa nieustannie
  • wiara w spowiedź, na której zostaną nam wybaczone grzechy przeciw innym
  • wiara w niebo i piekło, w nagrodę i karę
  • wiara w życie wieczne

to wygodne podejście do życia. Nie potępiam ludzi, którzy w to wierzą. Dobrym człowiekiem może być katolik, ortodoksyjny Żyd lub muzułmanin, a także ateista.

3 płaszczyzny sensu życia

Mój wywód ma na celu jedno: pokazanie Ci mojego punktu widzenia, w którym żyjemy nie tylko dla siebie, ale także dla innych (przede wszystkim dla innych). Nie ma odpuszczenia grzechów. Nie ma spowiedzi. Nasze życie jest traktowane całościowo. Jeśli jesteś złym człowiekiem, w każdej chwili możesz się zmienić. I jeśli do końca swoich dni zrobisz więcej dobrego, niż złego – Twoje życie całościowo wyjdzie na plus. Ale nie myśl, że wystarczy refleksja przed śmiercią. Nie wystarczy. Każdy zły człowiek przed śmiercią robi w portki (być może nie każdy, ale wolę myśleć, że jednak każdy).
Zatem nasze życie spełniamy na trzech płaszczyznach – i to właśnie je uważam za sens życia ludzkiego. Kolejność jest tutaj dowolna – wszystkie są tak samo ważne. Oto one:

  1. Samorozwój. Samodoskonalenie i praca nad sobą. Nieustannie. Nie wiem, jakim Ty jesteś typem człowieka. Spójrz jednak na innych. Każdy człowiek, który ma cele i do nich dąży – jest szczęśliwy. Oczywiście samorozwój nie może być jedynym celem życia, jednak jest niezbędny, by nasze życie było spełnione. Tego nikt za nas nie zrobi. Pracując nad sobą, stajesz się coraz doskonalszym człowiekiem. Coraz lepiej funkcjonujesz, wykonujesz różne czynności, jesteś coraz bardziej przydatny dla innych, coraz więcej wnosisz do społeczeństwa. Jesteś potrzebny, wyjątkowy. Dąż do doskonałości. Każdy z nas urodził się z niezwykłym potencjałem. Naszym celem jest jego rozwój i jak najpełniejsze wykorzystanie. Niektóre religie mówią, że lenistwo jest grzechem. Cokolwiek byśmy przez to nie rozumieli, tak właśnie jest. Nie wykorzystanie potencjału, który w nas drzemie – to grzech, obraza Boga, obraza Natury, strata dla Wszechświata.
  2. Przekazywanie genów. A mówiąc inaczej: płodzenie potomstwa, jego wychowywanie i ukształtowanie. Przyroda w tym względzie niesamowicie nas wyposażyła. Mówię tu o popędzie seksualnym. Zauważ, że gdybyśmy płodzili potomstwo tylko z rozsądku, gatunek ludzki przestałby istnieć. To przez pożądanie robimy różne głupstwa, które niekiedy okazują się… naszym największym szczęściem ;-) Nie daj sobie wmówić, że można mieć spełnione życie np. spełniając się tylko zawodowo. To nieprawda. Znam ludzi, którzy się zapomnieli, przespali okres w życiu, kiedy mogli i powinni mieć dzieci, a teraz ich nie mają. Dzieją się z nimi różne rzeczy – ich psychika szuka substytutów. Popadają w nałogi, żyją w apatii, dewocieją itp. A przecież mogliby adoptować i uszczęśliwić małego człowieczka! Niestety rzadko wystarcza im na to odwagi. Tak, odwaga w życiu jest cechą niezbędną. Przekazując dalej życie (przez dzieci właśnie), ucząc nasze potomstwo jak żyć jeszcze lepiej i pełniej, niż sami to robimy, spełniamy się. Sam kiedyś nie przepadałem za dziećmi. „Jakie to niewygodne mieć takiego bachora!” – myślałem. Teraz nie wyobrażam sobie życia beż Ani i Tomka.
  3. Pomaganie innym. Ta pomoc ma oczywiście różnoraki charakter. Możesz być:
  • politykiem, który pomaga społeczeństwu lepiej żyć
  • stróżem, który pilnuje czyjegoś dobytku
  • nauczycielem, który kształtuje innych
  • robotnikiem, który stawia domy, by inni mieli gdzie mieszkać
  • naukowcem, które dąży do POZNANIA (nie do miasta Poznań ;-))
  • przedsiębiorcą, który dostarcza innym to, czego potrzebują do wygodnego życia

Nie ważne zatem, co robisz. Ważne, co dajesz innym. Czy wpływasz pozytywnie na życie innych? Czy inni są dzięki Tobie szczęśliwsi? Czy siedzisz za biurkiem i pierdzisz w stołek czekając na koniec dniówki, czy może angażujesz się w pracę wiedząc, że działasz dla dobra innych? Czy prowadzisz biznes czy e-biznes po to, żeby jak najszybciej się wzbogacić nawet kosztem innych, czy masz misję pomocy innym, a przy okazji chcesz wygodnie żyć? Zauważ, że ludzie, którzy prawdziwe pomagają innym, są szczęśliwi. Szczęście jest w pewnym sensie wyznacznikiem tego, czy dobrze żyjemy, czy się spełniamy.

Nie zrozum mnie źle! Wymienione przeze mnie powyżej 3 obszary sensu i spełnienia naszego życia są niejako ideałem, do którego powinniśmy dążyć. Jeśli nie masz możliwości spełnienia drugiego z nich, bo np. jesteś bezpłodny, absolutnie nie jest to żadną ujmą dla Ciebie! Po pierwsze, możesz adoptować dzieci. Tak naprawdę chodzi głównie o wychowanie i ukształtowanie dzieci – nie musisz koniecznie przenosić własnych genów. Przenieś na swoje dziecko Twoje serce, emocje, uczucia, miłość do ludzi, świata – to wystarczy.
A jeśli Ty, albo ktoś z Twoich bliskich jest np. upośledzony umysłowo, nie ma rąk, nóg czy jest niewidomy, pamiętaj, że życie każdego z nas ma sens. Nie szukaj wymówek, bądź silny. Spełnij swoje życie w takim zakresie, jakie masz tu i teraz możliwości.

Krótkie podsumowanie wywodów Krzywego

Na koniec przytoczę (po raz drugi na ebiznesy.pl) słowa Joe Weidera, trenera mistrzów kulturystki. Jego słowa są moim mottem życiowym. I idealnie pasują do tego tekstu.

„Staraj się dążyć do doskonałości, rób więcej niż możesz, kochaj przyjaciół, mów prawdę, bądź wierny oraz szanuj swojego ojca i matkę. Te zasady pomogą Ci osiągnąć mistrzostwo, uczynią Cię silniejszym, napełnią nadzieją i wskażą Ci drogę ku wielkości.”

A Ty, Czytelniku, jak uważasz???
Zdjęcie i podpis Pawła Krzyworączki

119 komentarzy

  1. Przy pierwszym czytaniu skupiłem się na tym co nas różni (o czym Ci napisałem), teraz kiedy myślę o Twoim tekscie z pewnego dystansu stwierdzam, że te różnice to tak na prawdę „detale”. Najważniejsze rzeczy o których piszesz (o sensie życia) są tym co nas łączy. Nie wiem czy wracasz jeszcze do tego tekstu więc nie będę się rozwodził dopowiem tylko, że na tle współczesnych ideologii możesz ze swoimi poglądami być uznawany za „świętego”. Pozdrawiam optymistycznie.

    Odpisz
  2. Nie chcę nikogo obrazić ale na to jak postrzegamy ten świat ma wpływ religia. Każda religia została stworzona aby kierować ludźmi. Czasami jest to dobre a w wielu przypadkach złe. Kościół wiele rzeczy ukrywa, wiele mówi nieprawdy aby trzymać ludzi w strachu.
    Na pytanie człowieka porwanego przez istoty z pozaziemskiej cywilizacji, czy mają oni religię podobną do naszej, człowiek ten uzyskał jedną odpowiedz. Że wierzą oni w coś co by można nazwać po ludzku Bogiem. A tym Bogiem dla nich jest Wszechświat.

    Odpisz
  3. Bóg w trzech osobach istnieje, Jezus istnieje, Matka Boża też. Wielokrotnie to doświadczyłem. Ostatnio pomógł mi wyjść z depresji i bezsenności, za co mu z całego serca dziękuję. Ja w Niego wieżę :)

    Odpisz
  4. Witaj Pawle (mam nadzieję, że nie jest nie na miejscu taki nieformalny zwrot).

    Cóż, poruszyłeś wiele kwestii i w zasadzie wpis aż prosi się o dłuższą dyskusję ale z uwagi na ograniczenia czasowe dorzucę swoje 3 grosze refleksji ‚z marszu’. Proszę natomiast również o to samo, o co apelowałeś na początku, a mianowicie o danie prawa do subiektywnego oglądu rzeczy i założenie, że nie jest moim celem jakakolwiek inwektywa.

    Na początek dziwi mnie, aż wbija w fotel, że człowiek rozumny (nie myślę wyłącznie o Tobie, ale ogólnie o takim podejściu), światły i sam odnajdujący w sobie głęboką potrzebę systematyzacji i porządkowania świata może uznać, iż cały ten cud jakim jest świat stworzony wywodzi się z ‚przypadku’ i nim się rządzi. Nie czuj się oceniany, zwyczajnie niepojęty jest dla mnie pewien dysonans poznawczy, który zauważam. Przecież cały świat jest oparty o inteligentną precyzję, której poziom przekracza ludzką wyobraźnię. Samo to powinno intrygować. Owszem, nie jest to dowodem stricte na istnienie Boga. Chciałbym, za Twoim apelem, by dało to chociaż do myślenia.

    Dalej, ciekaw jestem Twoich refleksji na temat osoby Michała Hellera, fizyka, astronoma, autora morza książek i artykułów, człowieka nietuzinkowego, ‚przypadkiem’ duchownego, laureata nagrody Templetona. Gdybyś znalazł kiedyś wolną chwilę obejrzyj proszę dowolny jego wykład wrzucany często na yt. Na prawdę ciekaw jestem Twoich refleksji.

    Trzecia myśl dotyczy tytułu, w którym jak piszesz prowokacyjnie używasz małych liter nie mając na celu inwektywy odnośnie przekonań światopoglądowych. Jest to jednak bardzo subtelnie dotkliwe dla osób, które z pojęciem Boga wiążą życiowe wartości a duża litera nie odjęłaby absolutnie nic z prowokacyjności artykułu. Wywołałaby taką samą dyskusję. To mój punkt widzenia i oczywiście nie musisz się z nim zgodzić.

    Ja trafiłem na artykuł tutaj oglądając Twój webinar na celeber.pl odnośnie motywacji. Prezentujesz tam m.in. zdjęcia rodziny i swojej żony. Nie wyobrażam sobie by gdzieś komentując czy wzmiankując ów materiał miałbym nie zaadresować Twojej żony inaczej jak z dużej litery czyli ‚Gosia’. To taka spontaniczna analogia ad hoc. Mówimy o sprawach wysoce wrażliwych i kluczowych dla innych ludzi i choć różnimy się w poglądach dajmy sobie nawzajem szacunek. Pisania z małej litery nie usprawiedliwia chęć prowokacji. Coś co jest niesmaczne jest niesmaczne.

    Bardzo zaintrygowała mnie Twoja wiedza i przede wszystkim prostolinijny przekaz, jaki prezentujesz. Oglądałem Twój wywiad i wiem, że jesteś również z nauczycielskiego środowiska stąd dodatkowy kredyt zaufania:) Uważnie słucham i czytam co masz do powiedzenia w temacie e-biznesu i trochę zły jestem na siebie, że jednak wdaję się w tę dyskusję bo z doświadczenia wiem, że są to tematy trudne i najlepiej zwyczajnie uszanować odmienne drogi do Boga.

    Tak jak nie przekonam Cię do istnienia Boga (zresztą po co?) tak nie udowodnisz Jego nie istnienia. Widzisz, w mojej filozofii, również widzącej w wartościach fundament spełnionego życia, centrum istnienia to Bóg – postać duchowa, niematerialna, miłująca nas absolutnie, czyt. dająca wolność do wyboru dowolnej drogi nawet po zaprzeczenie istnienia Stwórcy. Tylko prawdziwa miłość i afirmacja daje taką wolność. Bóg uosabia piękno, miłość, prawdę i zaszczepił to w naszych sercach stąd pęd do samorozwoju i światła. Dla mnie Bóg Ojciec jest źródłem całego stworzenia opartego na niewyobrażalnym ładzie, a nie przypadku.

    Jak obalisz mój punkt widzenia? Jest tak samo jedynie punktem widzenia jak Twój, stąd nie chciałbym aby mój przyczynek w tej dyskusji był odbierany jako jakaś apologetyka teologiczna ale chociaż apel o jednak tę dużą literę:)

    Na koniec, oglądając wspomniany webinar i słuchając Twojego stanowiska chociażby w kwestii miłości, rodziny muszę podzielić się z Tobą ostatnią ważną refleksją – w mojej optyce żyjesz bliżej Boga niż nie jeden zadeklarowany ‚church goer’ z pierwszej ławy. Piękne jest to, że nasze duchowe potrzeby są jednak wspólne i cel naszej ‚ziemskiej pielgrzymki na tej obczyźnie’ (za Św. Pawłem) bez względu gdzie widzimy ich źródło.

    Z pozdrowieniami,
    Joey

    Odpisz
    • @Joey,
      1) Jasne, jesteśmy na TY – taka forma komentowania tutaj obowiązuje.
      2) Nie twierdzę, że świat wygląda tak a nie inaczej przez przypadek. Wszechświat jest uporządkowany między innymi przez stałe fizyczne. Być może inne wszechświaty (jeśli istnieją, istniały lub będą istnieć) mają inne prawa fizyki, tego nikt z nas nie wie. Ale co do tego ma bóg / Bóg?
      3) Może kiedyś znajdę czas na Hellera, dzięki za podpowiedzenie jego osoby.
      4) A dlaczego mam pisać „bóg” przez duże „B”? Nie robię tego złośliwie, ale jednak celowo. Dlaczego? Bo uważam, że nikt nie ma prawa do zagarniania czegokolwiek. A słowo bóg / Bóg należy także do tego zbioru. Podobnie jest z biblią. Są osoby, które wypisały się z mojego newslettera, gdy dostały mailing o… „Biblii e-biznesu”. Bo ich zdaniem słowo „biblia” jest zarezerwowane. Oczywiście każdy może mieć swoje zdanie i poglądy i staram się je szanować, choć czasami wygląda to na coś w rodzaju obsesji. Zresztą niech takie osoby piszą do wydawnictw, które zezwalają na takie tytuły, a nie do mnie. Swoją drogą, jeden z „guru biznesu”, który obecnie trzewi pewne wartości, powiedzmy, chrześcijańskie, jakiś czas temu w nazwie swojego produktu użył słowa „biblia”. Ciekawe, czy dostał za to opieprz – w końcu miał 100% wpływu na własną nazwę.
      5) Nie porównuj imienia do „boga” – przecież nie ma tu analogii. Bóg ma na imię bóg / Bóg?
      6) Nie mam zamiaru niczego obalać. Nie obchodzi mnie, kto w co wierzy. Jakie to ma znaczenie? Dlaczego ma dla Ciebie znaczenie to, jakie mam przekonania? Mam wrażenie, że mało osób dostrzegło – wykrzyczany przecież!!! – mój przekaz w tym artykule. Przeczytaj, proszę, raz jeszcze ostatnie akapity. Piszę o celu życia człowieka, jego istnienia. Wymieniam 3 płaszczyzny. Jeśli ktoś dodaje do tego czwartą, którą jest życie dla boga / Boga, w którego sobie wierzy – nic mi do tego. Zważ jednak, że „moje” trzy płaszczyzny mają realny wpływ na rzeczywistość:
      a) samorozwój – lepszy człowiek lepiej wypełnia swoje role
      b) dzieci i rodzina – sprawa oczywista, podstawa wszystkiego
      c) pomoc innym – symbioza w społeczeństwie, realna wartość
      Po co mieszać do tego bogów? Jeśli ktoś będzie spełniał życie „po mojemu”, to czy ma jakiekolwiek znaczenie dla innych, w co ten ktoś sobie wierzy? Najwyraźniej wierzy w miłość, brak barier i ograniczeń. Gdy poznajesz człowieka, czyż nie to jest dla Ciebie najważniejsze? Czyli jego czyny, a nie wiara?

      PS Dzięki za miłe słowa. Sam widzisz, że to nie wiara czyni człowieka, a to, kim jest dla innych.
      PPS Ten artykuł ma różne ukryte cele, a jednym z nich jest pokazanie mojego punktu widzenia, w którym wiara jest usprawiedliwieniem. Przestańmy mówić o wierze, a mówmy o dobru i realnym wpływie na życie innych, jak i własne.

      Odpisz
      • Witaj Pawle,

        Ależ jasne, że wspólnym mianownikiem jest ostateczny kształt moralny naszego życia – to skąd wywodzimy wartości jest naszą indywidualną sprawą (tak z resztą ujmuje to nasza konstytucja). Jeśli jestem uczciwy wobec Ciebie a Ty wobec mnie to nieważne, że dla mnie motywacją jest poza odruchem serca dekalog. Pragniemy rozwoju na miarę naszego potencjału – ja uważam, że zaszczepił to we mnie Bóg ale czy zmienia to coś w fakcie, że obydwoje pracujemy nad samymi sobą?

        Natomiast co do analogii, to nie umieć się zgodzić. Jest dokładnie jak piszesz – ‚Bóg’ to imię w ujęciu chrześcijan. Dla izraelitów w ST miał imiona Jahwe, Adonai, Elohim. Chrystus odnosił się zawsze do Bytu Absolutnego, Stwórcy jako Boga Ojca i stąd jest to dla nas imię własne. Nie musisz podzielać przekonań mego znajomego buddysty ale pisząc o Sidarcie przez szacunek dla osoby owego kolegi napiszę ‚Budda’.

        Hmm, ciężko mi ustosunkować się do osób, które wypisały się z Twojej listy;) Jest wiele zjawisk w KK, z którymi się nie do końca utożsamiam i nawet nie wiem jak miałbym ich bronić. Jest wiele ignorancji i ksenofobii, braku umiejętności merytorycznej dyskusji. Nie uważam byś zachował się obraźliwie nazywając tak książkę. Chodzi przecież o pewną analogię a nie brak szacunku. Mawiali starożytni ‚nihil mirare nil indignare sed intelegere’ czyli niczym się nie unoś i nie gniewaj ale postaraj pojąć – apel do owych urażonych.

        Reasumując, myślę, że mamy wspólny mianownik – ważne JAK żyjemy, czy nie krzywdzimy innych i ile dobrego owocu wyda nasza chwilowa wędrówka na ziemi. Tego ostatniego życzyć nigdy za wiele, i Tobie i sobie:) Pozdrowionka.

        ps. przeglądałem Biblię E-biznesu w Empiku, ciężko działo;)

        pps. uśmiechnąłem się czytając o ‚ukrytych’ motywach. Po pierwszej lekturze się ich domyślałem.

        Odpisz
        • Współczesna choroba – brak czasu. Piszę na szybko i dopiero po publikacji widzę kilka literówek (np ciężkiE działo). Ogólnie chyba do zrozumienia:)

          Odpisz
  5. Mi rozum podpowiada coś innego. Skąd wzięła się owa energia? Energia jest wieczna?

    To dla mnie nie jest przekonujące.
    Dla mnie najważniejsze pytanie brzmi: „dlaczego tak jest, że w ogóle coś jest?” Dlaczego jest ta energia?

    Jest czas, przestrzeń, życie. Przecież to mi się wszystko nie zdaje. Słowem – dlaczego byt jest, a niebytu nie ma? Żaden wielki wybuch czy inna teoria związana z fizyką nie odpowiada na to pytanie, bo zajmuje się czym innym.

    Byt jest, ale człowiek nie wie dlaczego. Jest coś ponad naszym rozumem, co wyjaśnia kwestię bytu. Dla mnie jest to Bóg. Dlatego to nie tylko wiara, ale również pewna konsekwencja w myśleniu.

    Odpisz
  6. Ktoś kiedyś zapytał nieznajomego, czy jeżeli okaże się że twój bóg nie istnieje, to czy żyjąc zgodnie z jego zasadami, jesteś świadom tego ile tracisz nie korzystając z życia w pełni. Ten mu dopowiedział, możliwe, że go nie ma ale tracę tylko tyle, że jestem lepszym człowiekiem. Dodał również, a czy ty wiesz ile stracisz, jeżeli okaże się, że bóg istnieje… Nie wiem kto w co wierzy, ale ja osobiście przekonałem się o jego istnieniu. Każdą jedną rzecz i każdy zły uczynek, odpłacany jest mi również szybko jakimś problemem, który wyrasta niespodziewanie z pod ziemi. Natomiast żyjąc zgodnie z boskimi zasadami zawsze układa mi się wszystko w pozytywną całość. Testowałem to wiele razy, powiedziałbym, że setki razy i za każdym razem schemat się powtarza. Mój wniosek jest taki, czy bóg istnieje, czy też nie, to ja wolę żyć zgodnie z jego zasadami by nie doświadczać jakiejś dziwnej kary, która destrukcyjnie wpływa na moją egzystencję. Kiedyś miałem roczną przerwę w życiorysie i po długich modlitwach zmieniłem swoje życie, również prosiłem go o jakiś dar tworzenia pięknych przedmiotów, więc jeżeli ktoś nie wierzy w istnienie boga, to zapraszam na moją stronę, a dodam, że dwanaście lat temu byłem człowiekiem, któremu wszystko leciało z rąk, a moje życie było jałowe i schematyczne. Dodam również, że zawodu nikt mnie nie uczył. Zapraszam do obejrzenia galerii i wyciągnięcia wniosków, czy ludzie bez boga mogą posiąść dary twórcze, nie ucząc się tego co znajdziecie w mojej witrynie. Pozdrawiam niedowiarków.

    Odpisz
    • Słynny „zakład Pascala”.

      Odpisz
  7. Ciekawe sentencje na temat sensu życia można znaleźć w książkach Ericha Fromma:
    „Wolność i szczęście polegają na rozumieniu przez człowieka siebie samego i na jego wysiłku, by stać się tym kim jest potencjalnie”
    „Cel życia(egzystencja) to rozwiniecie mocy człowieka zgodnie z prawami natury”
    „Obowiązek życia jest tożsamy z obowiązkiem stania się sobą ..
    rozwinięcia swoich potencjalnych i indywidualnych cech”.
    „Dobrem w humanistycznej etyce jest afirmacja życia, rozwijanie mocy człowieka, cnotą – odpowiedzialność za własną egzystencję.
    Zło jest sparaliżowaniem mocy człowieka.
    Występek to brak odpowiedzialności za siebie.

    Odpisz
  8. Zgadzam się z Tobą w zupełności . A czemu inni tego nie czynią , bo niestety żeby nie wierzyli w Boga … to by zagubili się w swoim istnieniu tu i teraz . Ludzie potrzebują Boga , wiary , Piekła ,Czystsza itd bo w tych czasach w których teraz żyjemy po prostu by się zagubili . Ale przecież życie to cud , bo człowiek jako energia ma niesamowitą szansę na to by doznać za swojego życia cudownych doświadczeń jako część całej współistniejącej energii . Faktycznie ludzie potrzebują Boga i wiary i dla tego na naszej planecie jest aż tyle religii i Bogów , według wniemeń każdego z gatunku .Dziwne jest ze wierzymy w Boga , a zabijamy , tworzymy broń itd Ile łatwiejsze było by zycie bez wiary nawet w cudzych Bogów , ale w to że łatwiej jest zyć bez gniewu , zawiści itd we współpracy z innymi dla dobra wszystkich . Zaden Bóg tego nie wymyślił , tylko chciwośc , pazernośc samych ludzi . A przecież jak cudownie jest być z kimś – nawet ze swoim dzieckiem , kochać , być z tą osobą nie dla siebie a dla niej itd I naprawdę żeby wszyscy ludzie to sobie przyswoili , jak cudowne było by życie kazdego z nas tu i teraz , podczas tego naszego istnienia nie jako energi , ale energi w postaci człowieka . Czemu ludzie tego się boją , bo boja się nie choroby , winy , kary , tylko tego że wszystko w co człowiek wierzy to wymysł innych ludzi , by ich uzależnić . To tak jakby człowiek świadomie wybierał niewolę , a nie szczęście własne i szczęście innych . Ale jeszcze ludzie jako gatunek w swoim rozwoju są miliony lat za swoimi przodkami tz. ludzmi pierwotnymi . To tak jakby człowiek dostał muzg by zyć mądrze , a całe swoje zycie żyje i kombinuje jak by sobie i innym zatruć – zniszczyć życie itd Więc zacznijmy wierzyć w siebie , w to że nasze zycie to tu i teraz i żyjmy szczęśliwie dla innych i dla siebie , a wszystko będzie inne lepsze . Tylko co by tedy robili wszyscy księdzowie i im podobni …….

    Odpisz
  9. Mi tez rozum podpowiada, ze nasze zycie to przypadek, a konsekwencja przypadku jest niestety pewna doza przeznaczenia. Skoro urodziles sie jako w okuppowanej wraszawie podczas 2-giej wojny swiatowej to sorry, ale…ludzie stawali na rzesach by przezyc i nie przezyli. Nie mow tez, ze dziecko urodzone w domu dwoch polskich alkoholikowi i ojca, o niskim IQ, wrodzonej „impotencji emocjonalnej” bedzie kiedys zdolne pokierowac swoim zyciem. Przykladow mozna mnozyc: 12-ste dziecko biednych Palestynczykow mieszkajacych w bliskim sasiedztwie Izraela itp.
    Urodziles sie Pawle w oazie dobrobytu materialnego (w porownaniu do reszty swiata Europa i Polska tez to dobrobyt), funkcjonujesz wsrod ludzi o podobnym potencjale, dysponujesz rozwinietymi technologiami i masz wiedze ogolna. Czujesz, ze to Ty kreujesz zycie.
    No coz, mlodosc to sie nazywa, powiem krotko. Mam 40 lat i tez wciaz wierze, ze jestem kowalem wlasnego losu, ale tez i mam zyciowe doswiadczenie, ktore mowi mi, ze czasami, no coz… nie my, ale zycie dyktuje nam warunki i nie zawsze sie nam one podobaja.
    A z ta energia to sie zgadzam, jakbys postudiowal Konfucjanizm to tam podobnie sie tlumaczy zycie na ziemi. Tez przyznaje, ze religia spelnia wazna role jako spoiwo spoleczne, tylko ze w wykonaniu Kosciola… wlos mi deba staje, za taka nazistowska organizacja trzesie ludzmi. Tak, nazistowska – wykorzystywanie seksualne (czyt. zabijanie psychiczne; wykorzystywanie to eufemizm) dzieci z
    wykorzystaniem wlasnej „boskiej” pozycji to jest nazizm, a przynajmniej blisko nazizmu sie plasuje. Do tego ukrywanie prawdy czyli pozwalanie na kolejne przestepstwa, brr… I ja mam sie w Kosciele spowiadac, ze ukradlam jablko? Albo, ze na msze nie poszlam? Brrr… Skoro ja jestem grzesznica to Kosciol musi byc diablem.

    Odpisz
  10. Witam!

    Artykuł przeczytałem z zapartym tchem, był bardzo ciekawy. Zresztą, ja lubię dyskutować i słuchać dyskusji o tego typu filozoficznych pytaniach, nie tylko związanych z religią i Bogiem co również dotyczących samej istoty świata, człowieka czy świadomości. Oglądam na kanale Planete+ film dokumentalny „Bliżej prawdy: Wszechświat, Bóg i człowiek”. I jeśli ktoś lubi dyskusje na temat niewyjaśnionego z naukowcami, filozofami, religioznawcami i historykami to polecam. Również interesuję się zjawiskami nadprzyrodzonymi. Dlatego nie skreślałbym już na samym początku istnienia Boga bowiem uważam, że istnieje wiele paranormalnych zjawisk, które mogą dowodzić istnienia cząstki czegoś co nazywamy dzisiaj Bogiem. Być może to wszystko też są zjawiska przyrodnicze, których po prostu nauka jeszcze nie zna i możliwe że tak, jak mechanika kwantowa, rządzą się prawdopodobieństwem. Ja jednakże uważam podobnie jak Paweł, że Bóg to bardziej energia która jest w każdym z nas i wszędzie, w całym wszechświecie. Nie sądzę, żeby Bóg był istotą taką jak człowiek. Uważam też, że religia katolicka nie opisuje w całości prawdy o świecie ale trochę się do niej zbliża.

    Odpisz
  11. No więc, jestem osobą w Boga wierzącą , natomiast gdybym była człowiekiem opierającym się jedynie na własnym rozumie i kierującym się logiką, to uważałabym, że boga nie ma ;)
    Sądzę, że jakaś forma wiary w boga ma szanse zaistnieć u człowieka który tworzy sobie w głowie abstrakcje.
    Natomiast wiara prawdziwa, u takiego który w bezpośredni sposób poprzez działanie Ducha Świętego (w danej osobie) owego Boga doświadcza. I to nie poprzez doświadczanie jednego tylko aspektu działania Boga np. poprzez tzw. cuda ale również poprzez doświadczanie Samego Boga jako Osoby mądrej i kochającej ;)
    Nie oczekuję że ludzie którzy tego nie doświadczyli mi uwierzą, ponieważ jak już mówiłam, nie sądzę by człowiek mógł na prawdę uwierzyć w Boga sam z siebie, kierując się rozumem
    Energia która przybiera jakąś formę z powodu wiary osób modlących się, to niedorzeczna jak dla mnie teoria ;)
    Choćby dlatego, że osoby modlące się nie mają zazwyczaj pojęcia o co tak konkretnie się modlą , ludzie sami często nie znają swoich problemów, nie potrafią ich określić i nie wiedzą jak mieliby się od nich uwolnić.
    A oto kilka moich przemyśleń bazujących na doświadczeniu moim i na rozumowym podejściu, którym może i kogoś przekonam, ale wiary nikomu nie zapewnię.
    Podczas modlitwy osób w których przebywa Duch Święty często osoby te otrzymują poznanie na temat problemów natury psychicznej i fizycznej oraz związanych z nimi wydarzeń które je spowodowały i wówczas modlą się o konkretne rzeczy dla danej osoby często musi ona również komuś wybaczyć aby Duch Święty mógł w niej działać.
    Jeśli działa tu jakaś energia to jest ona osobowa i jest mądra ;) oraz kieruje się tzw. „dobrą wolą” Bóg nie ma prawdopodobnie osobowości za bardzo podobnej do naszej, ale to nie znaczy że nie ma jej wcale.
    Niby dlaczego miałby być jaj pozbawiony skoro świat wygląda na tak mądrze zaprojektowany?
    No i jeszcze kwestia miłości, doskonałości i absolutu Boga, wg mnie powinien dysponować jakąś formą doskonałej miłości która buduje rozwija pielęgnuje wszystko co stworzył. Gdyby był samą tylko inteligencją wówczas świat pozbawiony byłby tej wartości… byłby zimny, genialny, tylko po co miałby istnieć?
    Po co miałby w ogóle cokolwiek stwarzać, element motywacji i woli… cóż sądzę że są niezbędne ;)

    Odpisz
  12. Muszę przyznać, że wiele z twoich przemyśleń jest zgodnych z Biblią. Podałeś wiele zasad, zależności, które w rzeczywistością funkcjonują i stosowanie się do nich przynosi same korzyści. Co do sensu istnienia człowieka, warto cofnąć się do czasów Adama i Ewy i zastanowić się jakie polecenie dał im Bóg. Odsyłam też do księgi Kaznodziei 12:13. Odnośnie energii, to księga ta mówi, że Bóg jest źródłem energii, ale sam jest realną istotą duchową, projektantem ziemi, wszechświata, wszystkiego. Tak jak każdy dom ma swojego projektanta, wykonawce, tak samo wszechświat jest dziełem największego projektanta. Sama energia nie jest w stanie czegoś zaprojektować i to wykonać.

    Odpisz
  13. Pawle, a czy istnieje według Ciebie cos takiego jak przeznaczenie?
    Powiedz mi jaki sens mają ludzie, którzy od narodzin skazani sa na niegodne życie? Czy ich sens nie wybiega poza życie ziemskie? Postaw się w ich sytuacji, co bardziej przytrzymywałoby Cię przy życiu, co iz czynisz podług siebie i wiesz, ze to wszystko zostanie zapomniane, czy zyjesz dla kogoś i masz nadzieję, że kiedyś zostaną Ci wynagrodzone wszystkie męki w życiu. Wbrew pozorom nie każdemu udaje się żyć, tak jak sobie wymarzył, jest jeszcze wiele przeciwności, z którymi sobie człowiek nie podoła. Czy nie lepiej jest dla ludzi kiedy wiedzą i mają nadzieję na lepsze jutro? Nie wiem, czy dokładnie wgłębiłeś się w sferę egzorcyzmów duchów i cudów. Chyba trochę wiem jak pojmujesz ta energię. Ja również sądzę, ze najważniejsze to być dobrym człowiekiem i nie zależy to od wiary. Jeśli ktoś został urodził się w rodzinie buddystów, to nie znaczy, że jest gorszy od katolików i na przemian. W każdej religii chodzi o to by być dobrym człowiekiem. Wiara natomiast daje nie tylko przyjemne życie na ziemi, ale równiez nadzieję, iż nasza misja się tu nie skończy. Pawle możesz mi zatem powiedzieć, w związku z Twoim rozumowaniem: „Są tylko dwie opcje: albo dany organizm działa na korzyść ogółu (czyli organizmu nad sobą, do którego należy; w przypadku człowieka – do społeczeństwa, narodu i całej ludzkości), albo na niekorzyść.” jak działa człowiek chory dla którego nie ma ratunku, albo dziecko, które umiera zaraz po porodzie?

    Odpisz
    • Witaj Bezimienny,
      Nie wiem, czy istnieje przeznaczenie. Na moje pojmowanie rzeczywistości, praw natury i wszechświata – nie powinno być przeznaczenia. Wszystko dzieje się tu i teraz. Zależy od różnych uwarunkowań i ma nieskończoną ilość scenariuszy. Jeśli ktoś z nas wpadnie jutro pod samochód, albo się zakocha – to przypadek. Z pewnością każdy z nas szuka sensu istnienia (własnej egzystencji), dlatego racjonalizujemy wszystko (albo prawie wszystko). Dlatego mówimy sobie: „Do tego zostałem stworzony, realizuję się w tym, to moje przeznaczenie.” Ale czy to jest przeznaczenie? Czy po prostu zbieg okoliczności?
      Mówisz, że nie każdy może żyć tak, jak sobie wymarzył, że np. umiera na raka w wieku 20 lat. Tak jest czasami. Ale dlaczego od razu mamy szukać w takiej sytuacji sensu w bogu? Że niby tylko bóg miałby być wyjaśnieniem tego? Że jeśli nasze życie wydaje się niewiele warte, trudne, w krwi i chorobie, to musi być coś więcej, musimy być za tę mękę wynagrodzeni po śmierci?
      Robimy błąd (w moim odczuciu), traktując nas (ludzi) jako wyjątkowych. Jako wybrańców. A jesteśmy przecież zwykłymi, śmiertelnymi istotami. Nie każda istota jest idealna. Niektóre rodzą się tak wadliwe (w sensie fizycznym), że umierają po porodzie. A niektóre jeszcze w łonie matki. Dlaczego próbujesz szukać w tym sensu? Jakie prawo natury, czy boga / Boga miałoby sprawiać, że rodzi się istota, która zaraz ma umrzeć, nie zaznawszy niczego w życiu? Jaki miałby być sens dalszego życia rodziców w cierpieniu do końca ich dni? Ktoś miałby to planować, miałoby to być przeznaczenie? Hmm, dlaczego odpowiedzią ma być istnienie boga i, o zgrozo, jego decyzja, że tak ma być, że tak ktoś ma cierpieć? Czy nie do zniesienia jest dla Ciebie myśl, że umarła po prostu ludzka istota, która nie miała szansy (ze względu na stan fizyczny) na życie – tak prostu, jak dziś pada deszcz, a jutro świeci słońce? Gdy nie potrafimy sobie z czymś poradzić, szukamy na siłę sensu. A ludzie wierzący traktują niewierzących (wolę mówić: wierzących inaczej) jako ułomnych. Dlaczego? A może po prostu są ludzie (jak ja), którzy nie muszą zmuszać samych siebie do szukania we wszystkim boga. Dlaczego tak trudno to zrozumieć?

      Odpisz
  14. Witam,

    Pawle od razu napiszę, że jako wierzący katolik nie zgadzam się z ideologią, którą zaprezentowałeś. Już teraz podkreślam, że nie krytykuję Ciebie za to, co myślisz, bo to Twoja wola i prywatna sprawa, ale fakt, że prezentujesz takie poglądy publicznie zasługuje na sprzeciw każdego katolika – szczególnie, że pewnie dla wielu osób jesteś autorytetem.

    Pewne rzeczy, o których piszesz, są zgodne z wiarą katolicką – filozofia życiowa oparta na 3 filarach jest zgodna z prawem Bożym, w które wierzymy my katolicy. Zauważmy jednak, że nie można budować światopoglądu TYLKO na nich, bez odniesienia do praw Bożych, czyli 10 przykazań oraz nauki Jezusa Chrystusa.
    Już argumentuje dlaczego…

    Po pierwsze, dlaczego akurat wiara katolicka ma być „mapą życia”, skoro istnieje tyle innych religii?
    Odpowiedź jest prosta wbrew pozorom – wiara katolicka ma najbardziej rozumowe fundamenty tzn. do większości prawd wiary można dojść na drodze czysto rozumowej (oczywiście jest taki „punkt” w nauce Bożej po przekroczeniu, którego potrzeba czystej wiary żeby poznać Boga, ale to miejsce z całą pewnością jest setki lat świetlnych bliżej niż w innych religiach, które z rozumem nie mają nic wspólnego). Przykładem jest Arystoteles, który wiele
    lat przed Chrystusem doszedł poprzez rozum do wielu prawd wiary katolickiej. Nie będę rozpisywał się na temat sprzeczności z rozumem religii nie-katolickich, kilka faktów jednak pojawi się dalej…

    To, co piszesz o Bogu jako energii kosmicznej, to nic innego jak inspiracja buddyzmem, hinduizmem czy New Age, w których ludzie stawiają siebie na równi z
    Bogiem (hasła typu „wszyscy jesteśmy bogami” itd. itp. są tam powszechne).
    Boga-słońce, boga-wszechświat czy boga-energię, o którym piszesz czczono w starożytnej Mezopotamii (bóg słońca), Egipcie (bóg-faraon i choćby Ra), w krajach Majów i Azteków (bóg słońca), w Grecji (Zeus), a potem w Rzymie (cesarz bogiem), a dzisiaj w religiach wschodu (czy ktokolwiek wie, że Kryszna znaczy czarny lub ciemność?)
    Dziś my katolicy mówimy o tych wierzeniach, że są pogańskie, a Biblia wręcz mówi, że tamci bogowie są fałszywi, bo to demony szatana
    (tu ciekawostka: Lucyfer = niosący światłość, czemu więc akurat we wszystkich religiach pogańskich czci się słońce jako boga?).
    Patrząc czysto rozumowo, bez wchodzenia w kwestie religijne, dziwne dlaczego akurat we wszystkich wymienionych kulturach pogańskich, gdzie czciło się np. boga słońce – składano ofiary z ludzi (dzieci!) i możliwe było tam tyle okropności, tyle zła?

    Historia pokazuje do czego może doprowadzić wybieranie sobie tylko niektórych wygodnych wytycznych, a odrzucanie pozostałych i jeszcze mieszanie tego np. z religiami wschodu…
    Mało kto wie, że pojęcie „nadczłowieka”, filozofia Nietzsche’go czy ideologia Hitlera mają swoje źródła w religiach wschodu, a do czego to prowadzi – wszyscy
    wiemy…
    Chyba jeszcze mniej ludzi wie, że wiara w reinkarnację (którą łatwo motywować wiarą w boga-energię i wszechświat jako organizm) jest przyczyną rasizmu. Widać
    to szczególnie w Indiach (z systemem kastowym), które są kolebką religii wschodu. Dlaczego tak twierdzę? Otóż, załóżmy że reinkarnacja jest faktem (oto szkic myślenia), wdedy człowiek itnieje pod różnymi postaciami wiele razy (w końcu jest energią, która przelewa się tu i ówdzie), więc jeżeli celem jego istnień
    byłoby doskonalenie się i dążenie do absolutu, to… żyliby ludzie mniej i bardziej doskonali. Jak moznabyłoby rozpoznać czy ktoś już osiągnął wysoki etap, a ktoś inny jest jeszcze na dnie? Są 2 „logiczne” sposoby: albo taki ktoś ma rodziców, którzy są na wysokim lub niskim „poziomie” (dziedziczność) albo sam
    twierdzi, że osiągnął ten poziom (np. stan nirwany poprzez widzenia pseudomistyczne i medytacje, czyli jest oświeconym bogiem albo chociaż półbogiem)… Czyli Ci, którzy rodzą się biedakami pewnie w poprzednim życiu byli zwierzętami, a jak mogą się „udoskonalać”? Bardzo łatwo – służąc tym doskonalszym (guru itd). Efekt: dyskryminacja społeczna i rasizm, bo mozna sobie przecież tłumaczyć, że ludzie żyjący w tej czy innej części świata mieli niedoskonałych przodków, więc sami są niedoskonali, czyli powinni służyć tym „doskonałym” – czyż nie widać tu analogii do poglądów Hitlera o rasie aryjskiej itd.? Ilu ludzi zginęło z powodu takich poglądów, a ilu ginie codziennie z powodu ubóstwa, które jest efektem odrzucenia społecznego tłumaczonego pseudoreligią…

    Piszesz o liczbach, że są podstawą wszechświata:
    „OK. Ale „u nas” są takie a nie inne stałe fizyczne i tyle. I do tego wszechobecna EWOLUCJA. Wniosek? Wszystko w skali makro (w Kosmosie) funkcjonuje w sposób uporządkowany (wymuszają to stałe fizyczne). I ewoluuje. Wniosek? Wszechświat jest jednym, gigantycznym organizmem, który żyje, trwa i cały czas się zmienia.”
    Piszesz o stałych fizycznych, czyli liczbach, na których zbudowany jest wszechświat w sposób uporzadkowany, jednak pewnie nie słyszałeś o Twierdzeniach Godla (nieżyjący już matematyk austriacki) o niezupełności systemów logicznych, z których wniosek jest taki, że w systemie logicznym opartym na liczbach mogą istnieć zdania logiczne, które są jednocześnie fałszywe i prawdziwe (czyli sprzeczne), albo pewnych zdań nie można udowodnić wcale. Czy system oparty na liczbach może więc być uporządkowany?
    Przecież liczby są stworzone przez człowieka, a za ich pomocą nie da się opisać wszystkiego w tak logiczny sposób jak byśmy chcieli i jak nam się wydaje.
    Czy więc tylko nasz ludzki rozum (choćby najbardziej potężny) może być jedynym wyznacznikiem „wszystkiego” – ustalać normy postępowania, czy normy moralne?

    Czy nauka, która oparta jest w mniejszym lub większym stopniu na liczbach da nam kiedykolwiek odpowiedzi na wszystkie pytania…? W świetle twierdzenia Godla cała fizyka, czy chemia z prawami zachowania masy i energii na czele, czyli praktycznie cała nasza wiedza o wszechświecie jest tylko marną projekcją rzeczywistości. Biblia to potwierdza, bo np w I liście do Koryntian 1:(19) czytamy:
    „Napisano bowiem: Wniwecz obrócę mądrość mądrych, a roztropność roztropnych odrzucę. (20) Gdzie jest mądry? Gdzie uczony? Gdzie badacz wieku tego? Czyż Bóg nie obrócił w głupstwo mądrości świata? (21) Skoro bowiem świat przez mądrość swoją nie poznał Boga w jego Bożej mądrości, przeto upodobało się Bogu zbawić

    wierzących przez głupie zwiastowanie.(…) To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi.”
    W tej sytuacji kto podejmie się rozsądzać, co jest prawdą a co nie, bez odniesienia do osobowego Boga???

    Piszesz o bogu-człowieku, starym dziadku który gra naszym życiem w szachy:
    „Nie ma boga, w jakiego chce wierzyć większość ludzi. Nie ma starego dziadka, z długą siwą brodą i dobrodusznym spojrzeniem. Nikt nie rządzi Wszechświatem,

    nie kieruje, nie gra w szachy naszym życiem.”
    Wynika z tego, że Twój wizerunek „Boga katolików” jest zniekształcony i bardzo płytki (może tak jak dla wielu ludzi w tych czsach), bo przecież wg wiary chrześcijańskiej, jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, a nie Bóg na nasze, więc dlaczego mamy Go sobie wyobrażać jako człowieka? Biblia mówi, że imię Boga jest „Jahwe”, czyli „Jestem, który jestem”, nie jest On ani energią kosmiczną, ani siwym dziadkiem, ani buddą, kryszną czy allahem.
    Owszem, dla małych dzieci tworzy się takie ilustracje (Boga jako Pana z brodą, ale nie jako energię kosmiczną!), ale to po to, żeby mogły sobie go jakoś wyobrazić.
    Co do kwestii rządzenia wszechświatem, to owszem nie rządzi On po ludzku, tak jak my byśmy rządzili, ale mimo to jest On Panem wszechświata, który kieruje się prawdziwą miłością i daje nam wolną wolę (czyli nie bawi się nami i nie gra naszym życiem w szachy).

    Dojrzały katolik nie potrzebuje takich wyobrażeń, za to potrzebuje Kościoła katolickiego, który Ty wprost odrzucasz. Potrzebuje Kościoła, bo tylko w nim może otrzymać Jezusa żywego w Komunii Św. i sakramenty, które ustanowił sam Pan Jezus.
    Msza Św. nie jest tylko zabobonnym obrzędem, w którym ludzie uczestniczą z przyzwyczajenia, ale wg słów Jezusa Chrystusa jest możliwością otrzymania i spożycia Chleba Żywego, czyli ciała Pana Jezusa w postaci Komunii Św.
    To jest sedno naszej wiary i powód przynależności do Kościoła (mimo że jako instytucja jest niedoskonały) – tego co tam, nie dostaniesz w lesie czy na łące…
    Jakie by nie były ataki na Kościół i powody żeby z niego odejść, My katolicy należymy do niego właśnie po to, by móc uczestniczyć w zjednoczeniu z Chrystusem we Mszy Św.

    Piszesz o prawie przyciągania jako sposobie na wpływanie na nasze życie:
    „Większością zjawisk rządzi czysty przypadek. Dlaczego napisałem większością? Ponieważ Prawo Przyciągania działa. Mamy wpływ na nasze życie w pewnym zakresie.” – oczywiście, że mamy wpływ, przecież nikt nie neguje naszej wolności, a już napewno nie Bóg.
    Co do prawa przyciągania, jest to herezja i pułapka zła, taka sama jak medytacje, joga, tantryzm czy okultyzm.
    Dlaczego? Otóż, jak mówi prawo przyciągania, jeśli czegoś chcesz to skupiaj się i mysl tylko o tym, myśl jakbyś to już miał itd. itp. – to przecież oddala człowieka od źródła dobra i sprawia, że wpada on w obsesję posiadania, rozwija swój egoizm i aktem woli oddala się od Boga. Człowiek szuka magicznych sposobów na osiągnięcie szczęścia i egoistycznego celu, ale jest sposób łatwiejszy i bezpieczniejszy – modlitwa. Różnica wbrew pozorom jest istotna, bo modląc się do
    Boga, człowiek dopuszcza jego działanie i jeżeli to, o co się modli jest zgodne z Bożą nauką i Bożą wolą, to otrzyma to, o co prosi, natomiast stosując prawo przyciągania człowiek liczy tylko na swoje siły, przez swój egoizm i pychę oddala się od dobra.

    Piszesz o tych, którzy nie przyczyniają się do rozwoju „organizmu” wszechświata:
    „Jeśli działa na niekorzyść – przeszkadza, jest intruzem, powinien zostać usunięty. Tak właśnie robimy z przestępcami: nie przestrzegają norm danej społeczności, więc są izolowani lub utylizowani. Jeśli ktoś popełnił niewielki, jednorazowy błąd – dajemy mu szansę. Jeśli jest to recydywa lub „niereformowalny” przypadek – kładziemy na nim lagę – idzie do kasacji (lub dostaje dożywocie i musimy go utrzymywać przez wiele lat).”
    Widzę, że jesteś ZA karą śmierci, którą argumentujesz ekonomią, bo przecież trzeba utrzymywać więźniów z podatków…
    Tu widać do czego prowadzi odrzucenie Bożej nauki. Przykazanie mówi: „nie zabijaj”, więc nie nam decydować o życiu czy śmierci człowieka, bez względu na to czy jest zbrodniarzem, kaleką, niepełnosprawnym czy niechcianym dzieckiem w łonie matki.
    Czy podjąłbyś ryzyko osądzenia mordercy i skazania go na karę śmierci, gdyby istniało choć promilowe prawdopodobieństwo, że jest on niesłusznie oskarżony (a prawdziwy morderca jest na wolności)?
    Czy więc jakikolwiek człowiek (choćby najlepiej wykształcony sędzia) może podjąć decyzję o śmierci innego człowieka?

    Mam nadzieję, że opublikujesz ten długi komentarz, który moim zdaniem rzuca inne świałwo na Twój artykuł i kwestie, które z niego wypływają.

    Pozdrawiam,
    Sebo

    P.S:
    Oto słowa Papieża Benedykta XVI, które skierował ostatnio do młodzierzy:
    „Tak, wielu jest takich, którzy tworząc sobie bożków myślą, że nie potrzebują korzeni ani też fundamentów, poza samymi sobą. Chcieliby sami z siebie decydować, co jest prawdą, a co nie, co jest dobre lub złe, słuszne i niesłuszne; decydować, kto godny jest życia, a kto może być poświęcany na ołtarzu innych perspektyw; za każdym razem stawiać krok przypadkowo, bez wytyczonej trasy, kierując się impulsem chwili. Te pokusy zawsze są zasadzką. Ważne, ażeby
    nie wpaść w nie, bo w rzeczywistości prowadzą do czegoś ulotnego, jak życie bez horyzontów, wolność bez Boga. My natomiast dobrze wiemy, że zostaliśmy stworzeni jako istoty wolne, na obraz Boga, właśnie dlatego, że uczestniczymy w poszukiwaniu prawdy i dobra, jesteśmy odpowiedzialni za nasze czyny, a nie tylko ślepymi wykonawcami.”

    Odpisz
  15. Cześć Krzywy
    ja osobiście uważam ,że 95 procent ludzi ,którzy chodzą do kościoła co tydzień nie mają zielonego pojęcia na temat wiary,dodam tyle ze nie jestem ateistą,bo oni nie znają prawa przyciągania,nie czytali książek typu – potęga podświadomości i wiele innych. Natomiast wiara to czysta symbolika jaką sobie przyjmiemy,jedno jest pewne ,że nic nie przyjdzie samo-musimy odpowiednio nauczyć się myśleć (tj pozytywnie) żeby dostać upragniony nasz cel.A jeśli ktoś myśli o Bogu jako wielkiej energii,lub innej dowolnej postaci to nie ma to najmniejszego znaczenia ,ważne jest aby tok myślenia był prawidłowy.

    Odpisz
  16. Witam artykuł świetny :), przeczytałam cały plus komentarze no i ręce i nogi opadają co ludzie piszą , oczywiście każdy ma prawo do własnego zdania. Wybrał Pan temat długi i zawiły jak rzeka, dla każdego inny. Podziwiam ludzi wierzących że tak ufają i wierzą to co im wpajano i uczono od dzieciństwa, to co mówi kościół, może również bym taka była gdyby nie dużo nauki, wiedzy a ten zawiły kod DNA, różnorodność bakterii, tkanek, enzymów itd to EWOLUCJA!!! A cywilizacja obca istnieje bo jak tu nie wierzyć że jesteśmy jedynymi wśród biliardów takich samych układów jak nasz co ja piszę galaktyk. Co do Boga/boga czy jest to Budda, Kriszna, Bóg , Zeus czy Podświadomość , Ego , Super Ego, Mądrość, wiedza czy tam /Wiedza wierzcie w co chcecie bo wszystko to jest to SAMO , jak mocno wierzycie to zawsze doświadczycie „czegoś” niesamowitego, dotknięcie Boga, cudownego uzdrowienia, zdania egzaminu , czy cudownego oświecenia rozwiązania problemu. Wystarczy wierzyć :)

    Odpisz
  17. Witaj Pawle.

    Gratuluję spójnej idei artykułu.

    Cieszy mnie, że chce Ci poszerzać horyzonty swoich czytelników także w innych aspektach życia.

    Generalnie moja „filozofia” życiowa pokrywa się z treścią artykułu, ale ja wolę wierzyć, że ta energia wnosi do naszego życia element magii.

    Elbert Einstain powiedział, że zbiegi okoliczności to Boski sposób na pozostanie anonimowym i odnoszę wrażenie, że gość wiedział o czym mówi.

    Pozdrawiam
    Paweł Steczkowski

    P.S
    Poniższy link prowadzi prowadzi do ciekawego reportażu Gregg’a Braden’a
    – The Science of Miracles.

    http://www.youtube.com/watch?v=E5Z6p7vskEw

    Odpisz
  18. Cześć Paweł. Będzie to trochę chaotyczny komentarz.
    Czytając tytuł tego wpisu, naprawdę pomyślałem, że tak uważasz :) Mam podobne poglądy, ale jest sporo rzeczy o które mógłbym się „pokłócić”.
    Prawda jest taka, że każda prawda jest prawdziwa. Nie znam zbyt wielu ludzi, którzy tak uważają. Moim zdaniem jesteśmy tutaj po to, aby dążyć do doskonałości. Kiedyś pewną metaforę, o ołówku. I chciałbym z niej przytoczyć jedną rzecz – czasami trzeba ołówek naostrzyć. Dla tego zdarza się, że spotykają nas te wszystkie nieszczęścia. Abyśmy podnieśli się i stali jeszcze lepszymi.
    Tak jak i ty oglądałem sekret. Był to mój wstęp do poznania sensu. Byłem wtedy bardzo tym zafascynowany, ale to był dopiero początek. Nie wiem czy oglądałeś szkolenie „Zapomniana metoda przyciągania pieniędzy” , jeśli nie to nasze „prawo” mówi, że można ściągać pliki do użytku własnego :) Joe Vitale odkrył, że jeszcze lepsza jest inspiracja – od boga.
    Ja wyrobiłem sobie takie zdanie o bogu, że jest to wszystko co jest. Jest on nieskończenie cierpliwy i każdy z nas jest jego częścią. Możemy go w sobie odnaleźć i uzyskać inspirację. Wtedy już nie zaspokajamy swojego ego, ale zaczynają się dziać cuda. Dosłownie. Doskonałe podejście skitrałem z książki „4 godzinny tydzień pracy” wierzę, że dziś wydarzy się coś wspaniałego..ho opono pono”Ręce precz od tej książki”” 5 osób które spotkamy w niebie „.
    Jeżeli dalej czytasz to bardzo dziękuję, za to że jesteś. Dzięki tobie np. znalazłem meble których szukałem. Poza tym, z całego serca życzę Ci dalszych sukcesów, abyś był jeszcze lepszy w tym co robisz i nadal pomagał ludziom. Twój blog bardzo mi się podoba, szczególnie skórka premium ( z tego co kojarzę to elegant theme ). Myślę, że gdybym urodził się chociaż 2 lata później, byłbym już milionerem – znam na pamięć wszystkie metody reklamowania się na facebooku ( 0,01$ za klikniecie ) ; adwords ; wordpress ; youtube ; rozwój osobisty… jest tyle rzeczy o których mógłbym zrobić kurs..:)

    PS. zapomniałem wspomnieć o "szaraku" z innej planety :) apropo innych cywilizacji. Na youtube – bashar. Bardzo podoba mi się ich rozumienie świata.

    Serdecznie pozdrawiam, 16 ( 1000 letni ) Michał Śnieżyński

    Odpisz
  19. Ten artykuł jest, moim zdaniem, napisany tylko w celu marketingowym.
    Kontrowersyjna treść rodzi dużo komentarzy, a tym samym dużo ludzi odwiedza stronę, a przecież głównym celem tego serwisu jest biznes.
    „Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”
    Pozdrawiam

    Odpisz
    • Robercie,
      Przyznam, że Twój komentarz nie jest dla mnie jasny.
      Dlaczego uważasz, że dużo komentarzy = dużo odwiedzin? Skąd taki wniosek?
      Głównym celem tego serwisu jest oczywiście biznes internetowy, jednak w ujęciu całościowym – także czysto ludzkim. Specjalnie na ebiznesy.pl utworzyłem dział „Przemyślenia”, abym w nim pisał takie artykuły. Po prostu nie widzę sensu w zakładaniu kolejnego bloga.
      Nie jestem pewien, czy w ogóle przeczytałeś ten artykuł. Gdybyś to zrobił, być uświadomiłbyś sobie, ile czasu zajęło mi jego przygotowanie. Zastanów się: czy fraza typu „nie ma boga” może być dla mnie wartościowa z punktu widzenia np. wyszukiwarek?
      Ten artykuł jest kontrowersyjny, to prawda. Jest równocześnie szczery – nawet do bólu. To są moje przemyślenia – nie tekst spreparowany pod jakiś tam cel marketingowy.
      Poza tym, wynikiem moich przemyśleń przelanych na ekran są 3 sposoby na spełnienie naszego życia (oczywiście według mnie), które podałem pod koniec artykułu. I taki jest faktyczny cel tego wpisu: pokazać mój punkt widzenia świata i sensu życia człowieka, a także zmusić do myślenia osoby, które tutaj dotrą.

      Odpisz
      • Spodziewałem się podobnej reakcji.
        Dlaczego tak uważam?
        Zacznę od tego, że regularnie odwiedzam ten serwis i uważam, że jest bardzo dobry.
        Otrzymuję również dużo wartościowych maili od Ciebie, które dużo mnie nauczyły.
        Artykuły w serwisie w większości przypadków, uważam za znakomite i tutaj, na takim blogu (typowo biznesowym), tak bardzo osobiste przemyślenia.
        Piszesz: „Po prostu nie widzę sensu w zakładaniu kolejnego bloga.”.
        Moim zdaniem tego typu artykuły „zasługują” na „kolejnego bloga”, jednak to jest Twoje „podwórko” i ja to szanuję.
        Pozdrawiam:)
        P.S.
        Artykuł przeczytałem dwa razy, na początku roku i teraz dopiero zdecydowałem się coś napisać, możliwe, że nie potrzebnie.

        Odpisz
        • Robercie,
          Nie pisz, że nie potrzebnie komentowałeś! Cenię każdą opinię i jest ona ważna (nie tylko dla mnie – dla każdego, kto tu dotrze).
          Po części się z Tobą zgodzę: takie artykuły zasługują na osobnego, wiejsko-filozoficznego bloga. Jednak piszę takie teksty co jakiś czas. Jak wyglądałby blog, na którym wpis pojawiałby się co 2 miesiące? Nie chcę tworzyć bloga, którego będę zaniedbywał.
          Dlatego takie artykuły (póki co) będą na ebiznesy.pl. To mój świadomy wybór.
          Dodam jeszcze, że dla mnie biznes to coś więcej, niż sprawy techniczne czy samo zarabianie kasy. To życie. To nasze cele, podejście do drugiego człowieka. Artykuł „Nie ma boga” jest tak naprawdę o tym, że żyjemy dla innych, dla naszych dzieci i w końcu dla siebie samego. Tytuł jest głównie pretekstem do tego, żeby więcej osób zapamiętało ten artykuł, żeby wymusić chwilę zadumy.

          Odpisz
  20. „Wiem, że zabrzmi to bynajmniej dziwnie i skieruje na mnie falę krytyki.” – jeśli już w pierwszych linijkach tekstu popełnia Pan TAKI błąd językowy to chyba nie ma sensu czytać dalej.
    http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=6119
    Nie wiem co słowo „bynajmniej” oznacza w powyższym zdaniu, ale autor-pisarz, który nie potrafi posługiwać się językiem polskim nie wzbudza mojego zaufania.

    Odpisz
    • Małgorzato,
      Jak widzisz potrafię zwrócić się do Ciebie poprawnie w wołaczu ;-)
      Podejrzewam, że mój artykuł w jakiś sposób Cię uraził i w taki właśnie sposób to manifestujesz. Ok, Twój wybór. Jak widzisz nie kasuję takich komentarzy.
      Zanim jednak zaczniemy kogoś krytykować, dobrym pomysłem jest:
      – przemyślenie, czy oby na pewno mamy rację,
      – spojrzenie na własne zachowanie, przyzwyczajenia itp.
      „TAKI” błąd językowy popełniłem? To znaczy jaki? Przytoczyłaś jedno ze znaczeń słowa „bynajmniej”. Bynajmniej nie jest to jedyne znaczenie. Polecam Ci lekturę tego wpisu: http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=7222
      Aby nie tracić czasu Czytelnika, który będzie czytał ten komentarz przytoczę krótki cytat z tej strony:
      „Wiele osób razi używanie słowa bynajmniej w sposób niekonwencjonalny, w znaczeniu ‚przynajmniej’. Jest to jednak innowacja dość rozpowszechniona, często spotykana w Polsce centralnej i na Pomorzu. Skoro przedostaje się do języka osób wykształconych, niewykluczone, że kiedyś zostanie zaaprobowana.”
      Dodam, że bynajmniej nie jestem urażony Twoją uwagą, acz nieuzasadnioną ;-)

      Odpisz
  21. Nie wiem, czy to prowokacja, czy Twoje przemyślenia i wyciągnięte z nich wnioski a biorąc pod uwagę Pawle, że zawsze mówisz prawdę, więc szczerze podziwiam za odwagę. Ja od zawsze miałam i mam świeckie poglądy na życie. W Kosmiczne rozważania nie będę wnikać, lubię podziwiać rozgwieżdżone niebo nocą i na tym koniec. Z całą resztą Twoich poglądów na życie zgadzam się w 100%. Wierzę w ludzi dobrych a złych staram się unikać, ale nie zawsze czasem między nimi są ludzie tylko zagubieni i tym należy pomagać. A prawda Pawle, zawsze leży gdzieś pośrodku. Dla większości najważniejsza jest ta prawda, w którą bardzo mocno wierzą i niech tak zostanie, ważne żeby ta wiara niosła dobro.
    Pozdrawiam Urszula

    Odpisz
  22. Świetny, odważny artykuł. Nie znam się na herezji za bardzo ;-) ;-) ale nie sądzę aby do tego aspirował Twój artykuł. Bardzo mi odpowiada podejście do 3 płaszczyzn życia – samorealizacja (u mnie nieustannie w trakcie), przekazywania genów (done!) oraz pomaganie innym (staram się mocno). Mam wrażenie, że oboje zgodzilibyśmy się, że formalne deklarowanie, że Boga/boga nie ma – nie ma wpływu na to, że ktoś żyje „jak Bóg przykazał” i będzie zbawiony.. cokolwiek to oznacza. Przepraszam za uproszczenie.. A tak na marginesie Bóg jest, choć nie powiem Ci czym/kim jest… Prawdopodobnie dla każdego jest kimś/czymś innym. Nic odkrywczego nie napisałam, ale podsumowując – dzięki za to włożenie kija w szprychy..

    Odpisz
  23. Pawle – gratuluję odwagi. W społeczeństwie, które zawiera „99% katolików” takie wyznanie jak Twoje to jawna herezja ;-) W odróżnieniu od moich przedmówców nie będę ani popierał, ani krytykował Twoich słów. Nie jestem zwolennikiem ortodoksyjnej wiary, wiem, że wiele jest niedoskonałości w głoszonych prawdach. Aby móc zająć zdecydowane stanowisko i mówić z pełnym przekonaniem, że Bóg jest, albo go nie ma trzeba mieć niepodważalne argumenty. A jak wiemy takich nie ma w 100%.
    Pozdrawiam.

    Odpisz
  24. Też kiedyś myślałam jak Ty, że wszystko zależy tylko ode mnie, ale teraz mogę śmiało powiedzieć że Bóg jest! Dał mi to poczuć już nie raz i od Ciebie zależy co zrobisz, czy będziesz sam żył i myślał jak myślisz (bo masz wolną wolę) albo dasz się prowadzić Temu, który ma dla Ciebie piękniejszą nagrodę niż sam sukces zawodowy. To wszystko to marność nad marnościami, nie zabierzesz tego ze sobą do grobu. A czym jest te 89-90 lat w porównaniu z całą wiecznością? Chciałabym bardzo żebyś otrzymał tę łaskę, łaskę wiary. Teraz może Cie to bawi ale kiedyś poznasz prawdę i obyś miał ta szanse spotkania się z Nim.

    Odpisz
    • Witam mmm (lubisz, jak ktoś tak do Ciebie się zwraca? ;-))
      A pisałem, że nie pisać „bo tak”, hehe.
      „ma dla Ciebie piękniejszą nagrodę niż sam sukces zawodowy” – przeczytaj, proszę, raz jeszcze mój artykuł. Samorozwój to tylko 1 z 3 celów życia (wg mnie). Chyba widzisz w tym tekście to, co chcesz zobaczyć, nie sądzisz?
      „a czym jest te 89-90 lat w porównaniu z całą wiecznością” – skąd wiesz, że tyle będę żył ;-) I skąd pomysł, że tylko ludzie wierzący (że tak powiem) zasługują na coś w rodzaju życia wiecznego? Liczy się sama wiara, czy to, jak żyjemy i jakimi jesteśmy ludźmi? Jak uważasz?
      „Chciałabym bardzo żebyś otrzymał łaskę, łaskę wiary” – dlaczego na czymś takim Ci zależy?
      Nie rozumiem ludzi, którzy uważają myślących, wierzących i czujących inaczej niż oni sami za biednych, wadliwych, nieszczęśliwych, niespełnionych, błądzących itp. Skąd taki pomysł?

      Odpisz
      • Taki pomysł wynika z lęku ;-)

        Społeczeństwo boi się ludzi, którzy głoszą coś nowego, innego niż to, co znają. Przeraża ich to, boją się, że zostaną „wyklęci” i „wygnani”.

        Tutaj kłania się socjologia, ale – co grozi za nieprzestrzeganie ogólnych norm nałożonych przez społeczeństwo? Wygnanie. Wykluczenie z tego społeczeństwa. W czasach pierwotnych oznaczało to przeważnie głód i ryzyko napadnięcia przez jakiegoś zwierza. I pozostało w naszej świadomości aż do teraz, podobnie jak lęk przed nagłym dźwiękiem/ruchem (oznaczający atak drapieżnika) ;-)

        Odpisz
  25. Witam,
    Już od razu napiszę – jestem wierzącym. I staram się patrzeć na to wszystko co mnie otacza i co rozumiem częściowo, bo takie jest poznanie człowieka, przez pryzmat Pisma św. – dla mnie jest ono listem od Stwórcy.
    Z jednej strony ciągle się dziwię, że wspaniali, inteligentni ludzie, nie dostrzegają obecności Boga dokoła nas.
    Wspominają coś o ewolucji… A co choćby z informacją zawartą w DNA?
    Nieogarnięte ilości informacji są zawarte w tych symbolach a ciągle zaprzecza się istnieniu Nieskończonej Inteligencji.. Dlaczego? Przecież nawet laik, który cokolwiek robił za pomocą komputera wie, że pomyłka o jeden znak daje zawsze błędny wynik! A tu w DNA wszystko musi się zgadzać. A ten zbiór informacji w DNA nie da się porównać z czymkolwiek co stworzył najgenialniejszy człowiek…
    Z drugiej strony z Ewangelii Łukasza wiem, że Jezus dziękuje Bogu Ojcu za to, że odsłonił Prawdę przed prostaczkami a zakrył przed mądrymi i roztropnymi – to wyjaśnia dlaczego nie można Boga zrozumieć i poznać umysłem, choćby najpotężniejszym, bez objawienia przez Boga.
    I Bóg w swojej wielkości tak zdecydował, że objawi to ludziom o prostych sercach (to jest kryterium) a nie geniuszom (ludzka mądrość jest dla Boga głupstwem jak mówi Pismo). Oczywiście nie dyskwalifikuje to mądrych i roztropnych bo oni też mogą mieć proste serca.
    Z mojej subiektywnej obserwacji widzę, że najtrudniej jest odnaleźć Boga ludziom kombinującym – np. naciągającym swoją ocenę dla własnych korzyści lub przyjętych wcześniej poglądów.
    Bóg nie zniesie zarozumialców a ci bez pokory nie ostaną się w Jego bliskości. Taki jest nawet każdy niezawisły władca a cóż dopiero Pan Wszechświata!
    Ludzie wymyślili tzw. Prawa Wszechświata – Co dajesz wraca itd, itp. To bzdury z New Age. Też byłem w tym bagnie 2 lata i wiem, że to działa ale czy ktoś się zastanawia dlaczego? I jaką mocą jest to podtrzymywane?
    Tak, żadne Prawa Fizyki nie dają podstaw dla takich „Praw”. To Moce Ciemności (one istnieją na zgubę tych nie wierzących w Boga Biblii) podtrzymują je „przy życiu”.
    Dla mnie działało Feng Shui a przestało kiedy uwierzyłem naprawdę w Boga i ugiąłem się przed Nim ale niestety wcześniej musiały zajść okoliczności wspomagające mnie w decyzji.
    Jeśli kogoś zainteresuje moja historia może do mnie napisać: Leszek, polstart@wp.pl
    PS
    Pozdrawiam, ciekawe czy Paweł opublikuje ten wpis…

    Odpisz
  26. Witam. – oto moja wizja istnienia Boga/boga/ i myślę ,że tak pojmuje wiarę większość… jeśli Go/go/ bardzo potrzebuję to proszę Go/go/ o wiele rzeczy ,rozmawiam , modlę się…gdy jest mi już niepotrzebny to zapominam ,a czasem właśnie dyskutuję czy istnieje:)… jednak nigdy się go nie wyparłem choć powątpiewałem w Jego/jego/istnienie :) Kiedyś f-sze partyjni twierdzili,że religia to opium dla ludu ,patrząc na moherowe berety o.Tadeusza R z przykrością trzeba się zgodzić, z drugiej jednak strony widząc „cudowne” uzdrowienia i relacje tych osób, że to dzięki głębokiej wierze oraz objawieniom czy nawiedzeniom tylko zazdrościć :). Wiara, Bóg, religia to My – muszą być wierzący i muszą być niewierzący by równoważyły się siły dobra i zła :) nieodzownego składnika naszej ludzkiej natury:) , a kto jest dobry ,a kto zły wie najlepiej -najważniejsze by nie czynić zła sobie i innym.
    Pozdrowionka:)

    Odpisz
  27. Przekazałeś wielu argumentów na nieistnienie Boga, ale twoje cele życiowe zgodne są z tym co Bóg nakazuje. Po prostu nie lubisz gdy ktoś prowadzi Ciebie jak dziecko, nawet gdyby tym Kimś był sam Bóg. Wolisz z własnej woli dążyć do dobra i to też jest piękne :-)

    Odpisz
  28. Bardzo ciekawy artykuł – choć nie jest on odkryciem, bo część opisanych tutaj informacji wiedziałem od dawna. Daje do myślenia… :)

    Odpisz
  29. Kawafis pisał, że każdy zmierza do swojej Itaki ale robi to w inny sposób.

    Odpisz
  30. Moim zdaniem nie ma w tym artykule nic poza znanym mi – prawie dziesięć lat w tym siedziałem – bełkotem new age. To czy nie ma Boga można łatwo sprawdzić podczas mszy uzdrowieniowych oraz przez świadectwa egzorcystów i tych którzy z ich pomocy skorzystali. Wówczas kiedy człowiek chce wyrwać się z matni jaką gotuje mu myślenie new age – które mówi w skrócie – sam bądź Bogiem. Wiem jakie ataki na moje zdrowie na moje relacje włącznie z dręczeniami miałem kiedy chciałem zrezygnować z new age. Jakie lęki, niemożność spania w nocy jaka trudność w modlitwie.
    nikomu nie polecam.
    A artykuł nie jest niczym nowym i odkrywczym. Niedawno guru new age i ateizmu prof Flew stwierdził że jednak Bóg istnieje.

    Odpisz
    • Arturze, te wszystkie artykuły powstały dlatego, że ludzie mają różne spojrzenia na tę samą sprawę. Czasem nie warto podejmować dyskusji, bo do dyskusji są potrzebne pewne uwarunkowania. Musi być ściśle zdefiniowany temat, otwartość na poglądy innych; choćby na wysłuchanie argumentów strony, z którą się nie zgadzamy. Potrzebna jest precyzja w argumentowaniu. Nie można tłumaczyć nieznanego nieznanym, bo wtedy wychodzi z tego bełkot, Dla Ciebie New Age, a dla mnie np. opowieść o Trójcy Świętej jest majstersztykiem wśród bełkotów. Ale również wspaniałym bełkotem jest ostatnio odmieniane przez wszystkie przypadki tzw. Prawo przyciągania, w które wierzy coraz większa masa katolików. Bełkotów i bełkocików można podać tysiące. Mnie zawsze wprawia w osłupienie przykazanie: Nie zabijaj! A cały świat opiera się na zabijaniu. Jedno życie zżera drugie! A to Pan Bóg podobno stworzył. Diabelskiej ingerencji jeszcze nie było podobno w akcie stworzenia…
      Dla mnie każdy może wierzyć w to co chce. Nic mi do tego! Byle by tylko nie wciskał mi tego na siłę jako prawdy objawionej do powszechnego stosowania.
      Życzę Wszystkim Szanownym Dyskutantom więcej tolerancji dla poglądów odbiegających od ich schematów myślowych!

      Odpisz
      • Przykazanie Boskie „nie zabijaj” dotyczy wyłącznie ludzi, bo każde życie ludzkie jest święte. To, że zabijamy, żeby zjeść i zwierzęta robią to samo nie jest niczym złym, ponieważ Bóg powiedział „czyńcie sobie ziemię poddaną”. Tak to zostało urządzone. Mnie wprawiło w osłupienie to, co napisałeś o zabijaniu, jakbyś nie rozróżniał zabójstwa człowieka od ubicia świni na mięso.

        Odpisz
        • Lolek,
          wyobraź sobie, że nie „rozróżniam zabójstwa człowieka od ubicia świni na mięso” w świetle Biblii, jeżeli potraktujemy ją jako przewodnika w zachowaniu etycznym. A odpowiedz mi na pytanie, czy zwierzęta cierpią, czy to też uzurpujesz sobie tylko dla ludzi?
          A to biblijne powiedzonko „czyńcie sobie ziemię poddaną” przydało się już wielu dyktatorom…
          Co to znaczy, że życie ludzkie jest święte? Słyszałeś o ostatnim zamachu na niewinnych ludzi? Dla kogo ono jest święte? Dla zamachowca? Pana Boga? A co on nic nie wiedział, że kilkadziesiąt osób się porozrywało? Aha! Rozumiem! To byli jacyś grzeszni ludzie… Nic z tego nie rozumiem! A zdanie „wytrych”, że niezmierzone są wyroki boskie słyszałem wielokrotnie…

          Odpisz
  31. Wydaje się, że Bóg jest informacją. Skoro wszystkie zwierzęta są zbudowane według tego samego schematy, niejako według tej samej matrycy to musiał to ktoś wymyślić. Ktoś wymyślił, że matryca musi mieć piąty palec bo kiedyś drogą ewolucji powstanie człowiek, który potrzebuje chwytnej ręki.
    Niby wydaje się, że ludzkość jako taka, to przykład wadliwego tworu, który raczej niszczy, który wsadza kij w szprychy. Coś takiego jak brud i kurz nie występuje w przyrodzie. To efekt uboczny działań człowieka. Może ludzkość musi się nauczyć nie szkodzić. Dlatego samodoskonalenie każdego jest tak ważne.

    Odpisz
  32. http://www.youtube.com/watch?v=RpUH4n3bxCE&feature=related – W tej prezentacji najważniejsze są słowa. hhhmmm – Bóg – kto to całe życie ułożył swoimi myślami? Człowieka stworzył i podzielił na rasy? tak samo zwierzęta, rośliny, ptaki? Jakaż różnorodność form! Czyja myśl się zmaterializowała? Kto tworzy przeze mnie? Jak ja mało wiem!!! „WIEM ŻE NIC NIE WIEM’ -Wiem jedno, że swoje życie należy przeżyć tak, aby na koniec tej drogi cieszyć się a nie smucić. Bez względu na to co myśli się o istnieniu Boga, ja wierzę że na pewno jest Siła Większa ode mnie. Rozwój to dążenie do doskonałości (moje niewykorzystane 80% mózgu) i cieszę się że żyję, czuję, oddycham! A jeśli czegoś nie zrobię w tym życiu to wrócę tu jeszcze raz po następną lekcję życia. Wszechświat to moim skromnym zdaniem ogromne laboratorium!!! Dziękuję, artykuł super! pozdrawiam Mira

    Odpisz
  33. Kochani,

    Niektórzy mogliby powiedzieć, że „temat poleci w kosmos”.

    Pozwolę sobie polecić wszystkim zainteresowanym na początek malutką trylogię: Nale Donald Walsh „Rozmowy z Bogiem”. Wiem, że jest to świadoma reklama produktu, ale na dziś jest to najważniejsza lektura, aby potrząsnąć społeczeństwem.

    Kto się zdąży obudzić – serdecznie gratulacje – kto nie – będziemy życzyć sukcesów w kolejnych inkarnacjach.

    Oczywiście zaznaczam, że nie mam żadnego profitu ze sprzedaży książek, więc to darowizna z mojej strony na rzecz Nale :).

    Im więcej dajesz tym więcej otrzymujesz, nieważne jaką częstotliwość reprezentujesz.
    Jedna z zasad obowiązujących we wszechświecie.

    Zatem byłby to kolejny punkt zaczepienia.

    Tobie Pawle gratuluję wiedzy kosmologicznej i wyrażam głęboka nadzieję, że wciąż ją zgłębiasz.

    Podsumowując jeszcze temat: Jak nie wierzę w Boga – jak większość – Ja posiadam niezbite i namacalne dowody, że istnieje.
    Wierzyć – to nic innego jak „przyjmować, zakładać” że coś jest, ale nie być pewnym.

    Odnalezienia tych dowodów życzę serdecznie, całej cywilizacji. Proces jest banalny, wystarczy chcieć po niego sięgnąć.

    Jeżeli ktoś jest zainteresowany większą ilością danych, zapraszam do kontaktu: cosmo@whitedevas.com.

    Pozdrawiam słonecznie i życzę samych pozytywnych doświadczeń na drodze rozwoju.

    Whitedevas

    Odpisz
    • Według mnie nie ma reinkarnacji. Jesteśmy jedyni, wyjątkowi i niepowtarzalni nie tylko jak dusza, ale również jako ciało.

      Odpisz
    • „Wiek XXI bedzie wiekiem ducha, albo w ogóle go nie będzie” – ktoś powiedział.
      Ludzie poszukują, czytają, wiedzą sercem,że obecna gonitwa, mizeria polityki, dewastacja ekologiczna,… – to wszystko przeczy jakoś naszej naturze i marzeniom.

      Szukamy nowej perspektywy i bez PERSPEKTYWY nie wyjdziemy z tej koleiny. Trudno się spodziewać zmian w kólko robiąc to samo.
      Czy nie poznalismy po owocach, że nie jest tak dobre to, co wydawało się nam dobre?

      Neale D. Walsch napisał już nie tylko trylogię ale kilkanaście książek, udziela się społecznie, w Internecie. Są też „Polskie rozmowy z Bogiem” Edmunda Rapińskiego. Jest wiele innych głębokich przekazów. Dają właśnie perspektywę. Zbliżają Boga do człowieka.
      Prawdopodobnie wiekszość nieszcześć ludzkości wzięła sie z mylnego, patriachalnego, antropomorficznego (mierzymy Boga własną miarą!) Jego wyobrażenia.
      Są to przekazy dość szokujące, kontrowersyjne, ale chwytające za serce.
      Bóg przemawia do nas zawsze, dlaczego miałby sie ograniczać (sic!) tylko do czasów bilijnych, tylko do jakichś wybranych miejsc świętych, tylko poprzez jakieś wybrane „upoważnione” osoby?
      To brzmi new-age-owo, ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą – odsiewając plewy – jest w tym istotne, odwieczne przesłanie – Bóg jest miłością. Wychodząc od tego dochodzimy i logicznie i uczuciowo do innych przymiotów Boga. Zrób eksperyment myślowy: gdybyś był wszechmocną miłością i stworzył człowieka, to co byś mu dał? Jaką największą wartość? Właśnie bezwarunkową miłość, wolność (woli) i mozliwość kreacji swego życia wg tej woli.
      Przepraszam, nie mam zamiaru i żadnej możliwości przedstawienia tutaj tak pojemnego tematu.
      Dziękuję Pawle, że poruszyłeś ten temat, że podałeś te 3 ważne cele życia, w tym właśnie swój rozwój. A z Bogiem warto trzymać, bo chociaż się nie narzuca (wolna wola), to można prosic Go o pomoc w kazdej sprawie i zawsze :)

      Odpisz
  34. Witam
    Szczesciem dla nas jest dostep do wiedzy, ksiazek i doswiadczen innych. Pamietam stare czasy i dwa programy tv.
    Warto sluchac, doswiadczac i stosowac nowa wiedze.
    Wzrost wewnetrzny zmienia spojrzenie na wszystko. Wyzsza swiadomosc daje zdrowie. Otrzymuje sie pomoc i wsparcie. Jest sie duzo silniejszym po takich szkoleniach. Uczysz sie pomagac innym.
    Swiadomosc zmienia spojrzenie. Radze akceptowac i tolerowac wszystko wokol.
    pozdr

    Odpisz
  35. Każdy w życiu choć raz doświadcza na własnej skórze obecności Boga. Dla niewierzących pewnie jest to chwila niezauważalna aczkolwiek pamiętają ją do końca życia i nie utożsamiają absolutnie z Bogiem. Ja taką chwilę przeżyłem i do dziś pamiętam, to było jakbym poczuł rękę Boga na głowie. Ciągle czekam na jeszcze jedną taką chwilę… może kiedyś przyjdzie. Bóg jest, nawet jeśli go nie ma :-)

    Odpisz
  36. Osobiście nie chciałbym dożyć dnia w którym chęć ogarnięcia własnym rozumem sensu ludzkiego życia przedłożył bym nad wiarę w Boga.
    Uważam, że wiara w Boga właśnie na tym polega, by wierzyć w niego mimo że rozum nie do końca go pojmuje.
    To właśnie chęć zrozumienia wiary doprowadza do spięć między wierzącymi a niewierzącymi w Boga.
    Doskonale rozumiem każdego kto ma jakieś własne patrzenie na te sprawy i tylko współczuję tym, którym nie było jeszcze dane w życiu odczuć obecności Boga (współczuję z głębi serca, nie jest to żadna arogancja).
    Równie dobrze ktoś mając inne poglądy może współczuć mi np. jakiś naukowiec ;) czy ktoś Twoich poglądów Pawle.

    To zrozumiałe, że ktoś kto zabiega o naukowe potwierdzenie istnienia Boga nigdy nie zrozumie się z wierzącym w Boga, dlatego ważne by w tych wszystkich różnicach jakie są na świecie umieć się do tego ustosunkować we właściwy sposób.
    Mam na myśli, że jeśli mamy swoje zdanie to nie upoważnia to nas do bluzgania tych, którzy mają inne zdanie (nie kieruję tego pod żaden adres).
    Takie postawy są zalążkiem wszystkich wojen jakie miały kiedykolwiek miejsce na ziemi.
    Jakiś czas temu umieściłem na swoim blogu pewien wpis, który w jakiś sposób określa moje stanowisko w stosunku do tematu tutaj poruszonego.
    Jeśli znajdzie się ktoś kogo moje zdanie na ten temat interesuje to serdecznie zapraszam: http://www.marekbista.eu/tomasz-a-kempis-o-nasladowaniu-chrystusa
    Choć tytuł wygląda na jednoznaczny to wcale treść nie jest jakimś fanatycznym moim wyznaniem wiary.
    Pozdrawiam wszystkich ;)

    Odpisz
  37. Witam,
    również nie jestem alfą i omegą ani w kwestii istnienia Boga, ani w żadnej innej, więc mogę tylko na Twój artykuł odpowiedzieć własnymi przemyśleniami. Dla mnie jasne jest że Bóg istnieje. Mam na to taki dowód ze jak sam piszesz, bardzo niewiele rozumiemy z praw rządzących Wszechświatem. W takim razie musiał on powstać kierowany jakimś potężnym Umysłem. Już ta niewielka część jaką znamy zwana nauką zapiera dech w piersiach. Nie ma na świecie człowieka który umiałby objąć rozumem całą dostępną nam wiedzę. Ludzie studiują, zdobywają kolejne tytuły naukowe, prowadzą badania naukowe, potem niektórzy stają się sławni, a paru z nich dostaje Nobla w swojej dziedzinie. Jednak jak maleńki procent ogólnej wiedzy należącej do ludzkości ogarnęli swoim umysłem? A w kosmosie wszystko gra! W tym makro i w tym mikro. Planety poruszają się precyzyjnie po swoich orbitach, a w najmniejszej komórce odbywają się precyzyjnie skomplikowane procesy życiowe, do tego jeszcze najmniejsze cząsteczki jak kwanty reagują inteligentnie! Przypadek? Jak dla mnie przypadkowość jest tu całkowicie wykluczona. Ale masz rację, to praktycznie dla nas nie jest ważne, ważne jest żebyśmy nie marnowali danego nam tego cudu, naszego życia, naszych talentów i zdolności do czynienia dobra, niezależnie od tego czy wierzymy w Boga czy nie. W ogólnym rozrachunku liczy się tylko to na ile uda nam się wykorzystać potencjał z którym przychodzimy, a więc rozwinąć nasze talenty i zdolności psychiczne czy też wyższe uczucia, jak zwał tak zwał, dla własnego DOBRA i DOBRA innych ludzi. Dla „dobra”. Mam teraz do Ciebie parę pytań: jeśli nie ma Boga, dlaczego rozwój kojarzony jest na ogół z dobrem? Dlaczego robiąc coś dobrego dla innych czujemy się dobrze? Dlaczego piszesz że należy dbać o rozwój swój i dzieci, dawać im miłość i pokazywać jak stać się spełnionym, radosnym i szczęśliwym człowiekiem, a nie złym, wściekłym i zdołowanym oraz bezproduktywnym? PRZYPADKIEM tak się składa że Dobroć, Miłość, Radość i Szczęście są wymieniane jako atrybuty Boga!

    Ok. Wiem doskonale że ten artykuł to czysta prowokacja. Dobrze, prowokuj, niech ruszają zwojami mózgowymi żeby nie zardzewiały. Może nawet z niektórych trochę rdzy odpadnie?
    Pozdrawiam ciepło Marzanka

    Odpisz
  38. Warto przeczytać. Dowody na istnienie Boga:
    http://www.kazdystudent.pl/a/istnienieboga.html
    Jeżeli według Pana Pawła Krzywego Bóg nie istnieje, to kto to wszystko stworzył?
    Skąd mamy sumienie, chęć pomocy drugiemu człowiekowi, a nie tylko przetrwania jak zwierzęta? Dla nas zrozumienie Boga jest tak samo trudne jak dowolnemu zwierzęciu, że można polecieć w kosmos. Nie jesteśmy idealni. Idealny jest Bóg, który nas stworzył.

    Odpisz
      • Marcinie,
        Ciężko jest mi odnieść się do Twoich słów, bo… nie ma w nich argumentów merytorycznych. Czy sumienie lub chęć pomocy innym mają być dowodem na istnienie boga (lub Boga)? Nie rozumiem takiego toku myślenia.
        A jeśli chodzi o przytoczony przez Ciebie artykuł Jana Pawła II, to… też jest niezbyt merytoryczny. Z całym szacunkiem do autora, którego naprawdę szczerze cenię za jego życie i to co zrobił dla świata, ten akurat artykuł niezbyt trzyma się przysłowiowej kupy. Jest po prostu tendencyjny.
        W zasadzie JP2 pisze, że naukowe podejście jest właściwe, że ewolucja jest faktem i… że musi być bóg. Tak po prostu. Musi i już. Takie argumenty do mnie nie przemawiają. Nawet z ust Karola Wojtyły.

        Odpisz
  39. Czesc,
    generalnie doszedłem do tych samych wniosków energetycznych itd pare miechów temu, potem zabił sie mój bliski kumpel i wszystko leżało, zacząłem czytać Biblie, okazało sie że Bóg jest w 50% inny niż wiekszość kościelnych pierdół głosi, ewolucja wcale nie jest faktem za co wiekszość ludzi ją przez system szkolnictwa uznaje (patrz:metody datowania, dowody ewolucji człowieka), wpadłem w skrajności duchowe, uratowałem komuś życie, jedni uznają to za przypadek, inni za ingerencje Boga, whatever, jak ktoś chce o tym pogadać, t.malinski@kontestacja.com – ogólnie wg mnie Twój post można równie dobrze odwrócić i nadać tytuł „Bóg jest” i bedzie tak samo czysto teoretyczny :) nie lubie takich tekstów, za chwile znajdziesz paru idiotów, którzy zamiast sięgać, badać, porównywać, zbudają sobie światopogląd na Twoich przemyśleniach – LUDZIE MYŚLCIE!!!! niezależnie czy to ma być ateizm, czy wiara w cokolwiek, dochodźcie do tego sami
    …….
    tyle opieprzania :) byłem w niedziele na asbiro, wykład profesjonalny, szacun, sporo wyniosłem dla siebie, troche chyba niepotrzebnie nadajesz te ramy czasowe chociaż z drugiej strony wykłąd ma wtedy ręce i nogi – to tylko moja własna opinia, leci od Ciebie profesjonalizmem w każdym razie :)
    pozdrawiam

    Odpisz
    • Tomku,
      Nie bardzo kumam Twój wywód. Rzucasz hasłami bez wyjaśnienia, co masz dokładnie na myśli.
      Dlaczego ktoś ma być idiotą, jeśli moje przemyślenia pomogą mu znaleźć jego własną drogę myślenia? A jak się dochodzi do własnych przemyśleń? Tylko medytując? Oczywiście w dużej mierze przez rozmowę z innymi, czytanie, oglądanie.

      Dzięki za docenienie prelekcji w ASBIRO.
      Staram się ;-)

      Odpisz
  40. Witam serdecznie.
    Przepraszam najmocniej Piotra Krzyworączkę za pomyłkę imienia. Na wstępie swojej wypowiedzi z 23.10.2010 roku pisząc „Krzysztof” miałem na myśli komentarz Twojego brata, Pawle. W dodatku, gdy czytałem jego bardzo celne uwagi, też nie wiem dlaczego, ale za słowo „brachol” mój umysł błyskawicznie wygenerował „bachor”, z czego nieźle później się uśmiałem.
    Pozdrawiam

    Odpisz
    • Hehe, daj spokój, nie ma sprawy.
      Nie należymy do tego typu osób, które z takich powodów się obrażają czy coś.
      A swoją drogą, stosunkowo często ktoś myli moje imię i mówi do mnie „Krzyśku”. Chyba przez nazwisko ;-)

      Odpisz
  41. Witam!
    Jeszcze raz podkreślę, że zgadzam się Pawle z każdym fragmentem Twoich przemyśleń, a Krzysztof to skomentował niby rubasznie, ale tak trafnie, że nic dodać nic ująć. Gratuluję artykułu!
    Napisałeś Pawle, że stanowisko „bo tak” zbytnio Cię nie interesuje. Jesteś bardzo dyplomatyczny, bo mnie w ogóle nie interesują nieprzemyślane, zasłyszane i wyświechtane zwroty, przyswojone na swój użytek z różnych powodów. Tym niech zajmują się socjologowie.
    Według mnie, podejście do spraw wierzę lub nie wierzę najczęściej wynika ze zwykłego utylitaryzmu. W pytaniu „ a co po śmierci?” – zawiera się całe sedno podejścia do tego tematu wierzących i niewierzących w boga (Boga?).
    Wierzący uważają, że niewiara prowadzi do nihilizmu i dlatego w imieniu Pana Boga (sama terminologia jest fajna…, nie uważacie? A co na to feministki?) zutylizowali miliony inaczej myślących i chętnie zrobią to w przyszłości jeszcze tyle razy, ile tylko będzie jakiemuś guru potrzebne. Nawet dziś, kiedy (chyba?) nie będziesz miał, Pawle, Świętej Inkwizycji na karku, a co najwyżej Urząd Skarbowy, niektórzy dyskutanci radzą, abyś nie strzelał sobie w stopę, bo biznesmenów wywieje Ci z interesu.
    Stawianie w opozycji nauki i wiary wynika wprost z utylitaryzmu. Wielu wielbicieli Jana Pawła II nie zadało sobie trudu, aby poznać jego stanowisko w tej sprawie. Wypowiedzi w stylu: co oni (w domyśle naukowcy) tam mogą wiedzieć? Przecież coś lub ktoś musiał to wszystko stworzyć! Ktoś tym przecież musi kierować! Pan Bóg stworzył człowieka i dał mu wolną wolę, dlatego jedni są źli, a inni wspaniali – tak wyjaśnia się wszelką patologię, bo nic nie jest przecież bez przyczyny, więc ktoś musi być winny. To są dla mnie pytania z tej kategorii, które nas obu nie interesują.
    Inni, chętnie wprowadzają bocznymi drzwiami do tak ważnej tematyki UFO, spisek możnych tego świata, odległe cywilizacje, parapsychologię i różne zjawiska, których istoty nie znamy. Ale co to ma mieć wspólnego z tym, czy wierzysz lub nie w siły nadprzyrodzone?
    Myślę sobie, że dowodzenie czy bóg (Bóg?) istnieje jest prawie pozbawione sensu. No chyba, że chcemy fizykę zrównać z metafizyką, ale wtedy wiara przestanie być wiarą, bo stanie się wiedzą. Utylitaryzm w takim myśleniu jest widoczny jak na dłoni, ponieważ: jak już udowodnią, że Bóg jest, to będę wtedy pilnował tych wszystkich zasad moralnych i praw, które on podobno ustanowił. Wtedy nie będzie już potrzebna żadna dyspensa, czy odpust, bo braknie miejsca na mataczenie i kombinowanie o sprawstwie diabła, niedoskonałości człowieczej, której wolna wola podarowana (w dobrej wierze?) jeszcze bardziej zaszkodziła.
    A w ogóle, czym jest dobro lub zło?
    Są to terminy, które wynikają z faktu, że myślisz. Nie ważne jak, ale myślisz. Gdyby nie było takiego zjawiska, nie byłoby żadnej sprawy. Dobro lub zło nie istnieje poza świadomością. Czy ma ktoś jakiś dowód, że to, co będzie się działo 1 listopada, będzie mieć jakieś znaczenie dla tych, których nie ma wśród żywych? Czy aby im nie jest wszystko jedno, co dla Ciebie jest dobrem a co złem?
    To nie cynizm z mojej strony, tylko osobiste refleksje. Nie obrażam tutaj żadnych uczuć, bo dotychczas mnie uczono, że obrazić można kogoś, ale nie uczucia. A mnie obrażają np. takie stwierdzenia, że Stwórca jest miłosierny, zwłaszcza w kontekście jakiejś katastrofy, czy ohydnej zbrodni, w wyniku których giną przypadkowi ludzie, w tym małe dzieci, nie mające zielonego pojęcia co to jest grzech. Oczywiście, że dostanę zgrabną odpowiedź wyjaśniającą, że nie znamy zamiaru Opatrzności. Ale za chwilę ta sama osoba głosi prawdę (objawioną?), że Bóg chce dla nas dobrze! Skąd Ci ludzie takie rzeczy wiedzą, a innych nie? Na przykład, jak wyjaśnić zezwolenie Wszechmogącego na okrucieństwo w przyrodzie? Jak się zwierzęta zżerają, to jest w porządku? Dla mnie ginąca sarenka w pysku wilka, to okrucieństwo, a dla niego posiłek, nawet nie wiem czy smaczny.
    Następna ciekawa sprawa, to często poruszane prawo przyciągania. Dla mnie to następna z kolei religia. Dokładnie takie same pozytywne rezultaty uzyskasz przestrzegając zasad religijnych chrześcijan, islamistów, Żydów czy jakiejś innej grupy ludzi. To zawsze będzie tylko Twoja interpretacja faktów i nic więcej.
    Nie pojmuję, jak można rozstrzygać kwestię mój Bóg, czy Twój? Wprowadzać jakąś wersję Boga. Rzymskokatolicki, żydowski, islamski i tak można jeszcze parę odmian wypisać. O co tutaj w tym wszystkim chodzi? Od razu przypomniał mi się fragment filmu „Świr”, gdzie racja mojsza musi być bardziej mojsza niż twojsza (jakoś tak – wspaniały bełkot!).
    Na koniec. Jacek Paciorek wspomniał księdza profesora Włodzimierza Sedlaka. To była wspaniała postać, myślący człowiek, który właśnie za to był niezbyt lubiany powszechnie przez ówczesnych hierarchów kościoła.
    Pozdrawiam wszystkich.

    Odpisz
  42. Pawle wiele wypowiedzi jest skopiowana z innych ksiazek i to mnie zniechecilo do czytania Twojego artykulu. TJ, kochaj siebie ,a nie wazne z kim sie zwiazesz,,i ,,bog urojony,,
    powodzenia

    Odpisz
    • Jolu,
      Podaj może konkretnie, co skopiowałem, ok?
      ANI JEDNO ZDANIE nie jest kopią czegokolwiek. Nie pisałem tego tekstu z jakąkolwiek lekturą w ręku. To wyłącznie moje słowa.
      Podanych przez Ciebie książek nie czytałem. Tym bardziej dziwią mnie Twoje słowa.
      Podejrzewam, że w tych publikacjach są wyrażane poglądy bardzo podobne do moich (przecież nie tylko ja tak myślę o sensie życia) – stąd Twoje błędne podejrzenia mnie o plagiat.
      Poza tym, gdybym cokolwiek cytował, powołałbym się na autora i źródło.

      Odpisz
      • Pawle
        Eva -Maria Zuhorst…,,Kochaj siebie a niewazne z kim sie zwiazesz…fragment z ksiazki to
        Bóg nie jest siwobrodym starcem 155
        i wiele innych cytatow, ktore Piotrze skopiowales.
        pozdrowienia

        Odpisz
        • Jolu,
          1) Mam na imię Paweł – Piotr to mój brat.
          2) Napisałem wyraźnie, że nic nie cytowałem ani nie kopiowałem. Zatem sugerujesz, że kłamię.
          3) Oskarżenia o plagiat są dość poważnymi. Jeśli to Twoje domniemania, w które po prostu chcesz wierzyć – nie ma sprawy. Ale nie próbuj wprowadzać w błąd moich Czytelników.

          Odpisz
  43. Pawle
    mam subtelne wrazenie, ze podjales wlasciwy temat do wzmozenia ruchu na blogu.
    Jak ktos tu juz napisal, kazdy w cos wierzy.
    Jedni wierza w Boga, inni wierza w ewolucje i Darwina; jednak konsekwencje tych swiatopogladow poniesie kazdy z nas.

    O ile wiara w Boga spelni sie w zyciu wiecznym, to ewolucjonistyczny ateizm prowadzi do nihilizmu, i to jest ten punkt-jak piszesz-gdzie wielu przed smiercia robi w portki.
    Nawet Karol Darwin (pastor rozczarowany Bogiem po smierci swojej corki) przyznal, ze jego teoria upadnie, jesli nauka dowiedzie kompleksowosci materii ozywionej.
    Tak sie tez stalo – doskonalym przykladem jest naped wiciowy bakterii, na pewno go znasz. Nie mogl powstac na drodze stopniowego przystosowania sie organizmu, bo jest kompleksowy.
    Poza tym jako programista wiesz, ze informacja ma pochodzenie duchowe i nie wynika z istnienia sil przyciagania (grawitacji, elektromagnetycznych ani wiazan jonowych). Nasze DNA jest przejawem intelektu Stworcy.
    O Bogu utrzymujacym nasze istnienie jest napisane w Biblii, a w jej ksiegach proroczych jest opisana terazniejszosc naszego swiata – az do jego konca tak, jak opowiedzial Jezus.
    Do dzisiaj nie slyszalem o naukowcach, ktorzy stworzyliby z nieozywionych pierwiastkow kielkujace ziarno.
    Slysze jednak duzo o naukowcach, ktorzy degeneruja w laboratoriach istoty zywe i nazywaja to inzynieria genetyczna.
    Dlatego wiem, ze mnie stworzyl Bog i troszczy sie o moja przyszlosc.
    Pozdrawiam cieplo

    Odpisz
  44. ” Każdy człowiek jest Świątynią Boga „. Nie każdy o tym wie. I nie każdy utożsamia się z takim stwierdzeniem. I nie musi. Każdy ma wolny wybór we wszystkim.

    Trochę już żyję na tym ziemskim świecie.
    Przeszłam wiele zawirowań w swoim życiu.
    Dobrych i niedobrych wyborów życiowych.

    Wierzę w istnienie Boga jako Stwórcę „wszystkich rzeczy widzialnych
    i niewidzialnych”. Ty nie musisz w taką filozofię wierzyć i masz do tego prawo.
    Ale jeśli wierzysz, że Boga nie ma to też
    jest TWOJA WIARA, którą wyznajesz.

    Czy ktokolwiek może nam udowodnić „namacalnie” jak powstał Wszechświat?

    To nasze całe życie kształtuje przekonania, sposób myślenia.
    Ostatnio czytałam, że już w łonie matki kształtuje się charakter dziecka.
    Ja będąc kobietą wierzę, że tak może być…ale nie jestem na 100 % przekonana.

    Wierzę, że w każdym stworzeniu istnieje
    pierwiastek fizyczny i duchowy.
    Mój znajomy Piotr muchy nie zabije, bo mówi
    „że to też stworzenie Boga” :-)

    Na blogu Wojciecha Diechtiara przeczytałam tłumaczenie Złotej Zasady w różnych religiach świata. Byłam zdumiona, że znaczy
    prawie to samo,co w wierze chrześcijańskiej

    Nie ma większego znaczenie w co wierzysz
    ale JAKIM JESTEŚ CZŁOWIEKIEM?

    Wierzę, że istnieje siła, która steruje
    i prowadzi nas po drogach naszego życia.
    I wierzę, że gdy stanę na granicy przejścia
    na drugi brzeg życia, dłonie będą wypełnione dobrymi uczynkami, czego wszystkim życzę :)))

    PS!
    Pawle, dziękuję za pełen refleksji artykuł!

    Odpisz
  45. Temat tak wielki i obszerny, że mógłbym pisać i pisać i pisać…. od lat wielu interesuje się różnego rodzaju zjawiskami paranormalnymi, ezoteryką, zjawiskami typu OBE, religiami itd. Zawsze kręciły mnie różnego rodzaju ciekawostki, zagadki, tajemnicze sprawy czy wszelkiego rodzaju „kościelne wałki” :-)

    Kierując się jednak w stronę poruszonego tematu polecam absolutnie każdemu inteligentnemu człowiekowi z otwartym umysłem (niezamkniętemu na to co się każdemu wbija od dziecka do głowy, potrafiącemu logicznie rozumować) książkę Richarda Dawkinsa „Bóg Urojony”. Naprawdę świetna publikacja, mogę nawet pożyczyć :D

    Odpisz
  46. Pawle Bardzo fajny artykuł – można się z nim zgadzać albo nie ale na pewno skłania do refleksji.
    Ja również zastanawiałem się nad poruszonymi przez Ciebie zagadnieniami. Doszedłem do tego że:

    Tak naprawdę nie ma jednej i uniwersalnej prawdy, która kazdy z nas chciał by poznać i przekazać ją innym.

    Ja osobiście uważam iż WIARA jest „okularami” przez które postrzegamy świat.
    Od naszej wiary więc zależy czy coś istnieje bądź też nie.
    Uważam więc że jeśli ktoś wierzy w Boga( czy boga)to on istnieje, jeśli nie wierzy to nie istnieje. Jednym słowem Bóg = Wiara.
    Bez wiary więc Bóg nie istnieje.

    Oczywiście to jest mój subiektywny pogląd który jest prawdą dla tych co w taki sam sposób myślą i wierzą:)

    Odpisz
  47. Nie przeczytałem całego artykułu, chyba za długi.
    Zanim rozwiążę problem staram się znaleść rozwiązanie i dawno znalazłem coś zwięzłego.

    Jeśli istnieje ruch, to istnieje pierwszy Poruszyciel.

    Zwiększanie odwiedzin?

    Odpisz
  48. Hmm….
    Czytając tą wypowiedź miałem wrażenie że gdzieś coś podobnego czytałem.
    Przypomina mi i to bardzo streszczenie książki „Rozmowy z bogiem” Walcha. Czyżby w istocie streszczenie a może nie zależne napisanie tego samego?
    W woli ścisłości trochę dopełnię wywód otóż bóg jakim go przedstawiają religie raczej nie istnieje, zbyt wiele zakłamań a nawet zaprzeczeń własnych słów.
    Religie w tym głównie chrześcijańska (celowo z małej litery) są oparte na strachu przed bogiem a przecież bóg jest miłością więc jak może karać za cokolwiek?
    Poza tym temat jest na książkę i tylko chcąc przedstawić swój punkt widzenie w wielu aspektach spójny musiał bym napisać tekst niemal dłuższy od tego.
    Natomiast ustosunkuje się do komentarza Jonasza ten co pisze ze bog przemawia przez biblie… nie do konca prawda bóg przemawia do każdego 24h/dobe trzeba tylko go sluchac. poza tym biblia jest dobra książką mówiącą o wszystkim poza bogiem.
    Co do faktu że mało wiemy o wszechświecie to się zgodzę przypomina mi się genialny w sumie jakby spojrzeć serial „Stargate” fani wiedzą o co chodzi lub wiele innych SF (StarWars, Startrek itd.) reasumując jesteśmy prymitywną cywilizacją, podejrzewam nawet że dla nas „prymitywne cywilizacje” były dużo bardziej rozwinięte. w końcu rzym też został zniszczony przez dzikusów. 99% obecnej wiedzy była znana starożytnym i ciągle odkrywamy coś co już było odkryte.

    Podsumowując watek cywilizacji ziemskiej, dobrze nadaje się cytat nie pamietam zródła ani słowo w słowo więc bedzie z głowy:)
    „Na ziemi istniała cywilizacja której rozwój technologiczny doprowadził do zagłady ponieważ zapomnieli że są jednością.” Jak na ironie ciekawe że podobne wątki znajduja się w mitach niemal każdej kultury. W Chrześcijaństwie 2 nawet Wieża Babel i Potop.
    Chetnie wejde w polemike z kims kto ma cos ciekawego do powiedzenia

    Odpisz
  49. Czytając ten artykuł przypomniał mi się pewien naukowiec: Richard Feynman, „wygooglujcie” proszę i poczytajcie co on myśli (myślał) o wszechświecie i bogu.
    Ja sam, postanowiłem kiedyś na sobie wykonać eksperyment, który trwa do tej pory. Za cel wiozłem wyeliminowanie (a przynajmniej próba) z mowy (własnego „słownika”, tego który mamy zaprogramowany w głowie) wszelkich określeń religijnych, rozpoczynając od określenia „bóg”, na np.: „wierze że uda mi się zdać ten egzamin”… Reakcja otoczenia na sposób mojego wypowiadania się była niemal natychmiastowa, choć zamierzanego efektu do tej pory nie osiągałem.
    Teraz kiedy patrze na różnego rodzaju wydarzenia religijne lub jestem ich bezpośrednim światkiem, bardziej niż przedtem jestem w stanie zachować dystans. Sposób w jaki się wyrażamy, środowisko w którym dorastamy „programuje w nas” sposób postrzegania świata.
    Podsumowując. Powoli dochodzę do wniosku, że sprawy religijne i duchowe mają dużo więcej wspólnego z doczesnością, niż wierzący chcieliby przyznać (być świadomi). O ile istnieją szczere i dobre osoby to nie brakuje tych, które ze sfer religijnych po prostu zarabiają pieniądze, lub mają inne mniej/trudniej policzalne korzyści. I nie chodzi tu o zazdrość a o ujawnianie i poszukiwanie prawdy. A żeby zobaczyć że coś jest nie tak, musimy zebrać się na odwagę (wyjść z siebie)stanąć obok i rozejrzeć się dookoła.

    Odpisz
  50. Bóg jest i jest osobą. Jeśli będziesz chciał go poznać to on da się Tobie poznać. Czytaj biblię, a będzie do Ciebie przemawiał.
    Wiem wiem, brzmi staroświecko, ale to jedyna metoda – chcieć i zrobić coś w tym kierunku.

    Odpisz
    • Cześć Pawle!
      Gratuluję pomysłu! Wyprzedziłeś mnie!
      Ten temat działa na mnie jak czerwona płachta na byka. W rozmowach towarzyskich daję się wciągnąć po uszy. W tej chwili jestem pochłonięty czym innym, ale wrócę tutaj wkrótce i podzielę się swoimi przemyśleniami.
      Dziś powiem tylko tyle, ilu ludzi na tym świecie tyle poglądów, a nawet niektórzy mają dwa lub więcej. Samo to, daje wspaniały punkt wyjścia do burzliwej dyskusji. Wielu ludzi chce narzucić swój pogląd innym i tu jest cała tragedia! Moje musi być na wierzchu! To azymut wielu „tolerancyjnych” ludzi.
      Pozdrawiam serdecznie wszystkich MYŚLICIELI, którzy zabierali głos w tej sprawie.
      Do zobaczenia na ekranie!

      Odpisz
  51. Boga przedstawia się upersonifikowanego po to, żeby ludziom łatwiej było go sobie wyobrazić i przyjąć do wiadomości fakt jego istnienia. Z energią byłoby trudniej.

    A fakt czy istnieje nie jest aż tak ważny. Ważne, żeby się właściwie w życiu zachowywać. Nie poświęcać 10h dziennie na pieniądze, nie zazdrościć, spędzać przyjemnie i pożytecznie czas i stosować się do boskich przykazań. Nawet jeśli nie pochodziłyby od Boga (w tym wariancie, że go nie ma), to przecież są słuszne, więc tak należy działać i już. Jak kogoś na to nie stać, to po prostu jest mały.

    Odpisz
    • Nawet jakby istnial bog, to nie znaczy ze te przykazania co sie czytane w koscile sa od boga, pewnie z 90% jest wymyslonych przez sam kosciol, ta mafijna instytucje do prania mozgow. Pzeciez jest wiecej przykazan, ale one kosciolowi nie odpowiadaly, wiec i nich nie mowia… Wierzcie w boga, badzcie dobrymi ludzmi, ale nie dawajcie sie manipulowac kosciolowi :( Ja stalem sie o 400% lepszym czlowiekiem od kiedy zrozumialem co to za instytucje…

      Odpisz
  52. Ja zdecydowanie wierzę w Boga choć nie do końca w takiego o jakim mnie uczono wiele lat temu. Dziś Boga nie wyobrażam sobie jako jednej osoby. Kiedyś przeczytałem i bardzo mi to odpowiada że Bóg jest w nas a my w Bogu. Jesteśmy częścią wszechświata i każdy z nas ma w sobie część tej wielkiej energii, świadomości, podświadomości, materii i tego czego nawet jeszcze nie zdążyliśmy poznać. A może nasze istnienie, nasze ciągłe dążenie do wiedzy i prawdy jest sposobem wszechświata na poznanie samego siebie?

    Odpisz
  53. Cel naszego życia i nasz wpływ na nie to zawsze ciekawy i ważny temat do rozważań. Ciekawy artykuł, choć mam wrażenie, że momentami wkradł się pewien chaos wynikający z pomieszania wiary i nauki. Czy coś udowodnione naukowo to nadal przedmiot wiary? Czy też wiara już nie jest wobec tego potrzebna, ponieważ dowód naukowy nadaje zjawisku status faktu, który przyjmujemy za pewnik? Myślę, że te kwestie są niezwykle skomplikowane i zapewne w obecnych czasach coraz trudniej będzie je rozdzielić (zwłaszcza, że nauka będzie, podejrzewam, miała coraz większe ambicje udowodnić lub zaprzeczyć istnieniu boga lub Boga). Dlatego niełatwo absolutnie klarownie pisać o sprawach wiary.
    Osobiście zgadzam się z tak ujętym sensem życia ludzkiego, choć sama wobec siebie i wobec moich najbliższych określam go może troszeczkę szerzej: naszym celem powinno być ‚dołożenie się’ w jak największej ilości do zasobów światowej pozytywnej energii. Robimy to z jednej strony dając z siebie jak najwięcej innym, ale z drugiej strony niezwykle istotne jest podnoszenie własnych pokładów tej energii, czyli mądre dbanie o siebie.
    W wielu religiach i systemach wiary przewija się stwierdzenie podobne sensem do katolickiego przykazania miłości: ‚miłuj bliźniego swego jak siebie samego’. Najczęściej mamy dziwną tendencję do koncentrowaniu się na bliźnim, na tym, że trzeba dawać, często popełniając przy tym błędy. Musimy się potem tłumaczyć, że ‚chcieliśmy dobrze’, a z naszej pomocy nie wynika nic dobrego, ponieważ tak naprawdę nie rozumiemy ani siebie, ani drugiego człowieka.
    Pamiętajmy, że druga część tego stwierdzenia jest równie ważna jak pierwsza. Zadbajmy więc o samych siebie, a wtedy będzie nam łatwiej odpowiednio zadbać o innych i dać z siebie naprawdę dużo.

    Odpisz
  54. Ciekawy art ;) Kilka słów ode mnie. Ogólnie rzecz ujmując nie ma ludzi niewierzących. Sęk w tym, że wiara jest przyklejana zwykle do religii. A przecież nie istnieje tylko wiara religijna. Przykładowo wierzymy, że będzie lepsze jutro, że odniesiemy sukces, że będzie kiedyś pokój na świecie itd. Wiara to pojęcie o wiele obszerniejsze.

    Jeśli chodzi o boga. To może gwoli ścisłości z małej litery też jest poprawnie ;) Dopóki nie piszemy o konkretnym bogu. Jest przecież wiele bogów. Także ja będę pisał z małej, bo nie będę miał na myśli żadnego konkretnego boga.

    Większość ludzi musi wierzyć w jakiegoś boga, bo gdyby go nie było (obojętnie jakiej wiary) to ludzie by zwariowali. Pomyślcie co by było, gdyby nagle okazało się, że nie ma bogów, nie ma życia po śmierci? Podejrzewam, że by mógł się zacząć koniec świata ;) Ludzie by nie ogarnęli wizji bez przyszłości, bez kogoś kto nad nimi czuwa. Dlatego bogowie są potrzebni.

    Generalnie wierzę w coś co steruje wszystkim, w jakąś siłę (nic nie dzieję się bez przypadku, mimo iż mamy świadome wybory – wybieramy w taki a nie inny sposób) – ja po prostu wierzę w takie coś, a ludzie nazywają to po prostu bogiem, żeby było im łatwiej.

    Co do wszechświata (z małej, bo… a czemu nie?) to ja go nie ogarniam :P Zastanawia mnie jednak fakt jak naukowcy go ogarniają skoro nie mogą dotrzeć do jego zakątków. Przykładowo gdzieś czytałem, że nasza galaktyka w porównaniu do całego wszechświata jest jak dwudziestogroszówka w stosunku do terenu całej Polski. Takiej informacji zwyczajnie nie ogarniam, bo skąd oni to wiedzą?

    Czy są inne formy, życia?? Pewnie są, ale co mnie one w sumie obchodzą ;)

    Czy jest życie po śmierci? Jak dla mnie nie ma. Przypomnijcie sobie okres, gdy się śpi, ale nic się nie śni – tak według mnie wygląda wszystko po śmierci. Nie ma nic. To jest tylko moje zdanie, wiem, że dla wielu ponure i nie do wyobrażenia, ale ja się tym przykładowo nie przejmuję, że po śmierci nic nie będzie. Staram się być i robić coś dobrego tu i teraz. Dla mnie teraz jest jedyna szansa za życia, żeby zrobić coś dobrego, żeby się tym cieszyć, żeby inni się tym cieszyli.

    Tyle ile ludzi, tyle zdań. Każdy ma prawo do swoich poglądów. Nikogo nie tępię. Każdy ma prawo wierzyć w to co wierzy i ja to szanuję i nie uważam za głupotę. Ważne, żeby nasza wiara nam pomagała w jakiś sposób.

    Odpisz
    • „że nie ma bogów, nie ma życia po śmierci?”

      A co ma jedno do drugiego? Ja w jako takiego boga nie wierze, w zadna tam postac co mysli co tu zrobic, bo to jest smieszne, a w zycie po smerci… albo inaczej, wierze w reinkarnacje, i na tyle zbadalem temat, widzialem eksperymenty, ze moge powiedziec ze wiem ze taki zjawisko istnieje.
      Ze istnieje cos wiecej nic te cialo fizyczne, duzo by tu pisac, ale istnieja inne rzeczy niz materia, inne rzeczywistosci, inne wymiary.

      „Zastanawia mnie jednak fakt jak naukowcy go ogarniają skoro nie mogą dotrzeć do jego zakątków.”

      Imo chodzi o to, ze odkryli ze swiat jest fraktalny, i nie musisz zbadac wszechswiata calego, aby wiedziec jak funkcjonuje, tak przynajmniej to wyglada…

      Odpisz
  55. A skąd wszyscy mogą cokolwiek wiedzieć o otaczającym nas świecie…? Prawda jest taka że nikt nic nie wie na 100% :) To tylko czyste teorie, a wszystko może mieć o wiele głębszy sens albo być czymś zupełnie innym niż się wydaje. Popieram Krzywego i wielu z Was że trzeba być dobrym dla innych, ale myślę że to jest po prostu zapisane w naszej psychice. Jedni rodzą się dobrzy, inni mniej dobrzy, a jeszcze inni całkowicie poje… . I nie ważne jaki się urodzisz i tak nie zrozumiesz na czym to wszystko polega, można tylko teoretyzować.
    Dlatego trzeba żyć, być dobrym dla innych( aby wszystkim żyło się lepiej :D) i czekać do końca swych dni z nadzieją że dowiemy się czym jest koniec…….
    A ludzie wierzą bo to czasami jest ich wybór, albo doświadczyli czegoś czego nie potrafią wytłumaczyć (moim zdaniem życie ma sens i Ktoś nad nami czuwa).
    Myślę, że całe nasze życie oparte jest na wierze (i nadziei). Ludzie, którzy tracą nadzieję po prostu przestają żyć i zmierzają ku śmierci :( .
    Nawet te wszystkie Wasze przemyślenia oparte są na wierze, bo wierzycie w to co mówicie i macie nadzieje, że macie racje. Tak więc wniosek z tego jest taki, że ludzie muszą w coś wierzyć, bo nie mogliby normalnie funkcjonować i stawiać czoła rzeczywistości(bo tak ją nazywamy).
    A czy Bóg jest to wszyscy dowiemy się po śmieci, albo pytanie to zniknie tak samo jak powstało.

    Pozdrawiam. Karol
    P.S. Świetny temat artykułu, brawa dla Krzywego

    Odpisz
  56. Uff, same elaboraty przez które trudno przebrnąć… Mnóstwo w nich „przelewania pustego w próżne”. Nie padło nic, co by nie było gdzieś wcześniej i ciekawiej przez innych powiedziane.
    Swoje wątpliwości co do tematu pomogły mi zrozumieć książki E. i J. Hicków o Prawie Przyciagania. Polecam.

    Odpisz
  57. No… powiem szczerze że jeżeli kazano by mi napisać artykuł o „Bogu” to brzmiał by bardzo podobnie…
    Pozdrawiam,
    Adam

    Odpisz
  58. Witaj,

    Tekst naprawdę niezły. Fajnie, że dzielisz się swoimi przemyśleniami, naprawdę rzadko mam okazję przeczytać coś równie szczerego a jednocześnie tak dobrze przemyślanego. No ale koniec tych pochwał, przejdźmy do rzeczy.

    Tytuł owszem, prowokacyjny a dalszy tekst jak najbardziej potwierdza, że nie miał być to tylko haczyk. Wszystko jest fajnie napisane i z wieloma sprawami mogę się zgodzić – zwłaszcza odnośnie wszechświata, energii i takich tam. Natomiast kwestie wiary w istnienie lub nie istnienie boga/Boga są kwestiami indywidualnymi, właściwie to bez znaczenia dla sensu życia ludzkiego samego w sobie.
    Trzy punkty jakie wymieniasz sprowadzają się do jednej funkcji jednostki ludzkiej – bycia częścią gatunku i działania w ramach założeń gatunku. Te założenia są proste, rozwijać się, zdobywać nowe terytoria, przenosić się dalej i tak w kółko aż do opanowania wszystkiego co się da opanować. Najpierw mamy do zdobycia naszą planetę, a potem penetracja i ekspansja w kosmos. Dokładnie tak jak wirus, który jako gatunek – całość, zdobywa nowe terytoria i przenosi się dalej kontynuując ekspansję. Pamiętaj, że w tym momencie mi chodzi o sens gatunkowy. W takim sensie ludzkość jest nieśmiertelna, jest jak bóg/Bóg. Wiara w cokolwiek jest w tym kontekście bez znaczenia.

    Tak jak piszesz – większość ludzi odnajdzie spełnienie i szczęście w dołożeniu swojej cegiełki na + w osiąganiu celu gatunkowego. No i fajnie jeśli tak jest, spoko – gratulować. Natomiast z punktu widzenia czysto jednostkowego – bo u licha jaki inny mieli byśmy mieć? Co Ciebie czy mnie może obchodzić jakiś bóg/Bóg albo kondycja ludzkości za 10 tysiącleci. To są sprawy tak odległe, że aż abstrakcyjne. Wszyscy, żyjemy tu i teraz, nasze jednostkowe życia są ograniczone czasem i przestrzenią. Nie ważne czy ktoś wierzy w życie po śmierci czy coś innego, wszyscy umrzemy. Przestaniemy istnieć jako jednostka – i jest to fakt niepodważalny, stały (coś jak stałe fizyczne nieprawdaż?) Tak więc jeśli będziesz w stanie znaleźć równie uniwersalną odpowiedź na pytanie o sens życia jednostki, jakiej udzielasz w kontekście sensu życia/istnienia gatunku to pobijesz na głowę wszystkich filozofów i wszystkie religie razem wzięte a nawet prze siebie przemnożone ;).

    Też się wielokrotnie zastanawiałem nad sensem życia/istnienia. I o ile – jak piszę powyżej sens istnienia w kontekście podtrzymania gatunku/działania dla jego dobra – jest jasny i łatwy do określenia o tyle sens istnienia jednostki jest nie możliwy do określenia w sposób uniwersalny. Ot takie dekadenckie podejście ;) Aczkolwiek wobec faktu śmierci nie pozostaje nam nic innego jak maksymalnie wykorzystać dany nam czas. „Nie szukaj wymówek, bądź silny.” – i to jest cool. Nie każdy potrzebuje więcej niż podtrzymać istnienie ludzkości i wnieść coś w jej ekspansję.

    Sorki za ten chaos, komentarz pisałem kilkanaście minut a dotyczy spraw, których przemyślenie zajęło Tobie i mi wiele lat.
    Swoja drogą – popełniasz wielki błąd patrząc na Chrześcijaństwo z perspektywy katolicyzmu – są też inni, którzy znacznie się różnią w pojmowaniu Boga, wiary i świata. Są też tacy jak ja Chrześcijanie intelektualni – nigdzie nie zrzeszeni, wierzący i interpretujący na swój własny sposób.

    Pozdrawiam,
    Michał M.

    Odpisz
  59. Musze przyznac, ze zgadzam sie w 100% a nawet bym jeszcze dodala pare filozoficznych wywodow :) Nie jest to bynajmniej nowatorskie podejscie, ale cel marketingowy jak widze spelnia…;-)

    Tak od siebie dodam tylko, ze religie powstaly tylko po to, aby kontrolowac slabych ludzi, ktorzy nie maja dosc silnej misji wewnetrznej – powolania, aby wiedziec co chca robic ze swoim zyciem (zgadzam sie tu z „command_dos’em”) oraz zeby finansowac wojny oraz miec posluszna sile robocza i zolniezy gotowych na wszystko w imie Boga. Jednak musze takze przyznac, ze sa tez plusy takiego rozwiazania, patrzac obecnie na poziom rozwoju osobistego wielu ludzi dochodze do wniosku ze bez tych wszystkich nakazow i zakazow, spolecznego potepienia,a wczesniej i smierci za ich lamanie, swiat pograzylby sie dawno w anarchii i rozpadzie… Niestety obecnie wielu odwrocilo sie juz dawno od religii i duchowosci – wola narkotyki i gry komputerowe lub dyskoteki (bez obrazy;-) – od co Nowa Wiara…

    Zycze owocnych poszukiwan filozoficznych
    Anna

    Odpisz
  60. Pozwolisz że odpowiem na pytania, pytaniami.

    Kim jest Bóg? – Najczęściej zadajemy sobie to pytanie patrząc na świat jaki nas otacza. Co widzimy? Wszechświat, gwiazdy planety, materię, energię itp. Mało z nas dostrzega w nim prawa które determinują różnego rodzaju zachowanie się bytu. Trudno na jednoznaczną odpowiedź.

    Na początku był wybuch

    Według Arystotelesa Bóg jest pierwszym poruszycielem nie wymagającym poruszenia, Tomiści precyzują że jest On osobą która determinuje byt nie podlegającym determinacji. Kolokwialnie Ktoś tą małą kulkę stworzył z nicości i kopnął w ruch a co najważniejsze nadał prawa którymi się ona rządzi.

    Prawo wzajemnego przyciągania

    Poruszyłeś na wstępie metafizyczne prawo przyciągania się, ma ono szersze znaczenie od stosowanego ogólnie pojęcia dotyczącego zachowania materii. Przykładami mogą być zdarzenia jakie obserwujemy nagminnie a przypisujemy przypadkowi.
    góra z górą się nie zejdzie a człowiek z człowiekiem
    nieszczęścia chodzą parami
    z pewnością wielu z nas spotkało się z taką sytuacją gdy prowadzi się samochód, z naprzeciwka jedzie drugi a między nami jedzie rowerzysta, najczęściej spotykamy się w jednym punkcie. Jakie prawdopodobieństwo jest spotkania się tych trzech podróżujących?

    Ekonomia istnienia

    Jeżeli byt determinowany ekonomią istnienia, to gdzie jest miejsce na piękno. Czym ono jest, skąd potrzeba wewnętrzna człowieka na jego odczuwanie, skąd potrzeba jego tworzenia. W zasadzie piękno nie jest ekonomiczne, jest wybrykiem w mechanicznie funkcjonującym świecie. Po cholerę komuś muzyka, skąd we wrzechświecie Złoty Podział. Przecież ekonomia wymusza funkcjonalizm do kwadratu. A jednak to wszystko jest.

    Ograniczenia umysłu

    W prosty sposób można sprawdzić jakim ograniczeniom umysłowym podlega każdy z nas, proszę wyobraź sobie koniec wszechświata, w czasie i w przestrzeni. Drugie to wyobrażenie nieskończoności. Intuicyjnie możemy odczuwać istnienie końca albo nieskończoności ale wyobrazić sobie raczej nie jesteśmy w stanie, zrozumieć. Ponieważ jesteśmy ograniczeni światem, zaprogramowani otoczeniem. Tak samo jest z Bogiem, nie można Go objąć umysłem, nie można Go sobie wyobrazić, możemy tylko odczuwać że jest, a poprzez analogie poznawać pewne znamiona, cechy jego Bytu.

    Odpisz
  61. Ciekawe przemyślenia. Czy wiesz, że można się zgodzić w Twoimi wnioskami wierząc w Boga? Tylko pytanie – jakiego?

    A może jest tak, że tak jak niektórzy mają potrzebę wiary w Boga, tak Ty masz potrzebę niewiary?) Ergo – to też jest forma wiary, ponieważ stwierdzenie to jest nieweryfikowalne naukowo. Oznacza to, że stajesz w tym samym szeregu co wierzący – myślałeś o tym?

    Bo jak rozsądzić czy Bóg istnieje, czy nie? Ten z kim walczysz – dziadek z brodą – może istnieć tylko w Twoim umyśle i nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością.

    Widzę pewną niekonsekwencję. Z jednej strony stwierdzasz, że bóg/Bóg nie istnieje (kwestia wiary), a z drugiej że istnienie Prawo Przyciągania (kwestia wiary).

    Czy tak zwane Prawo Przyciągania można nazwać Prawem w takim sensie, jak Prawo Ciążenia? Moim zdaniem nie. Jest nie do zweryfikowania metodami naukowymi. Może funkcjonować jako hipoteza, tłumacząca pewne obserwacje, ale dla mnie to nowa wiara.

    Twoje wnioski są ciekawe i w dużej części z nimi się zgodzę. Jak jednak dochodzimy do takich wniosków? Obserwując otaczającą nas rzeczywistość i próbując jakoś uporządkować nasze obserwacje. Potrzebujemy mapy rzeczywistości, by się w niej względnie sprawnie poruszać. A to tak naprawdę pytanie o jej sens – co to jest, jak i dlaczego działa itp. Każdy szuka odpowiedzi na pytanie o ten sens.

    Dlaczego Bóg może być odpowiedzią na tego typu pytania? Hah, ale jaki Bóg?

    I tu moim zdaniem jest najważniejsze pytanie. Skąd biorę pojęcia Boga? Czy z moich odczuć, przemyśleń, pytań bez odpowiedzi, czy tylko z przejęcia pewnego schematu myślowego, przejętego od kogoś?

    Pozwolę sobie zasugerować, że „Twój” bóg/Bóg jest właśnie przejęty (i dlatego go odrzucasz). dlaczego tak myślę? Bo piszesz między innymi o spowiedzi, a to sugeruje wersję rzymskokatolicką Boga, która niekoniecznie odzwierciedla to kim On jest.

    Odpisz
    • Nie wiem skąd to wyczytałeś, ale tak, to jest potwierdzone naukowo, ze wszystko jest energia. I to ze nasze myśli oddziaływają na rzeczywistość, poprzez ciało energetyczne (aure) Ruski sie tym zajmują, nawet sprawdzają jakie masz choroby poprzez fotografowanie aury. Nie tylko fizycy kwantowi to potwierdzaja, tylko tez biolodzy, polecam „Bruce lipton – the new biology”. Polecam czerpać wiedzę od takich naukowców, gdzie im ich ego nie przeszkadza w pracy i potrafią powiedzieć, pomyliłem się.

      Odpisz
    • Darku,
      Dzięki za super komentarz.
      Niekonsekwencja? Dlaczego? Dla mnie Prawo Przyciągania (czy z małych liter) to proste działanie: jesteś dobry dla innych, ta dobrać wraca do Ciebie. I nie ma tu żadnej magii. Tak po prostu jest. Jest tu oczywiście szereg czynników pobocznych: pozytywne nastawienie do życia i ludzi, wiara w dobro itp. Dlatego nie traktuję prawa przyciągania jako naukowo zweryfikowanego zagadnienia, a jedynie jako pewien ciąg przyczyn i skutków.

      Nie walczę z żadnym dziadkiem z brodą. Z nikim nie walczę. Po prostu wyrażam swoje zdanie. Nic więcej.

      Odpisz
  62. No Krzywy, zdziwiles mnie. Niestety nie moge sie z Toba zgodzic ze wszystkim. Nie ma takiego czegos jak przypadek, wszystko ma swoje przyczyny i skutki. Bog jest energia, ja bym poszedl dalej i powiedzial ze boj jest swiadomoscia, czyli wszystkim, zadnym tam spagetti flying monster. A co do tego czy jestesmy sami we wszechswiecie, jest bardziej prawdopodobne ze nie jestesmy, a jak zaglebisz sie w temat, to znajdziesz DOWODY ze nie jestesmy sami, juz byly konferencje oficerow i innych wysoko ustawionych ludzi, co postanowili wyjawic co wojsko ukrywa, niedawno rzad UK ujawnil 5tys doc. o UFO, mozna sciagnac na oficjalnej stronie.

    Co do prawa przyciagania to dziala, ale imo nie tak jak tam opisuja, to bardziej kwestia podswiadomosci, a da sie oddzialowywac na swiat? Oczywiscie, tylko trzeba do tego dodac medytacje i emocje, jak probowalem przyciagac np pieniadze, to dziwnym trafem, im wiecej „przyciagalem” tym lepsze mialem wyniki… Duzo by tu pisac, zapraszam na http://davidicke.pl (narazie cos nie wchodzi, moze rzad ja sie zdenerwowal ;)

    Jesli zdamy sobie sprawe z tego, jak potezny jest kazdy z nas, to stajemy sie bardziej odpowiedzialni za nasze zycie, i nie szukamy wymowek, nie szukamy usprawiedliwienia, trzeba wziasc za siebie odpowiedzialnosc…

    Odpisz
    • Z Twoich słów wynika raczej, że się z mną zgadzasz.
      Z tym UFO to bym się nie rozpędzał. Nie ma dowodów na istnienie życia poza Ziemią (tak uważam). Jest wiele spekulacji, sfabrykowanych dowodów itp. Teorii spiskowych jest od groma. Moim zdaniem, jeśli jest życie poza Ziemią, to dowiemy się wkrótce o tym.

      Odpisz
      • Pawle, mnie często dziwi, jak ludzie śmieją sie ze sadze ze nie jesteśmy sami. Biorąc pod uwagę ogrom wszechświata i nas. Jest bardziej prawdopodobne ze nie jesteśmy sami niż jesteśmy. Tylko ludzie nie potrafią myśleć, tylko reagować, wybrazając sobie zielonych ludzików i „hahaha”. Z logicznego punktu widzenia jest logiczne ze ktoś tam istnieje… Wiec nie wiem kto powinien się śmiać (nie mowie tu o tobie).
        To czy odwiedzali ziemie, to inna sprawa. W to nie wierze na 100% ale jest tyle wiarygodnych materiałów, ze ciężko mi nie wierzyć, i nie mowie tu o jakiś fejkach na yt. I czy nie jest ekscytując fakt ze nie jesteśmy sami? To zmienia wogole pogląd na świat… chciałbym poznać kogoś z zaawansowanej cywilizacji i zadać mu te pytania nad którymi ty główkujesz w tym arcie :)
        Pozdrawiam.

        Odpisz
  63. Witam! Skoro, Bóg istnieje, to czy nie warto się zastanowić wobec tego, jakie jest Jego zamierzenie wobec ziemi i ludzi na niej żyjących? Jak ma na imię Bóg? Jakie ma przymioty? Jak możemy go naśladować? Jaki jest rzeczywisty sens życia?
    Pozdrawiam
    Grzegorz

    Odpisz
    • Jak to „zamierzenia wobec ziemi?” Chyba złe wszystko zrozumiałeś, bog to nie jest osoba, która sobie tam siedzi i myśli co tu zrobić, wszechświat działa na swoich zasadach, i to od nich będzie zależeć los ziemi, i trzeba sie dostosować do tych zmian, ktore właśnie maja podobno nadejść w najbliższych latach… poszerzenie świadomości ludzi.

      Odpisz
  64. Interesujący temat na artykuł w oderwaniu od ebiznesu. Gratuluję! W zasadzie ebiznes to maleńki fragment naszego życia, a czym jest życie? Czym jesteśmy? Dokąd zmierzamy?
    Żyjemy tak jak nas nauczono i nie rozwijając się wierzymy w to co dotąd wierzyliśmy. Mówię za społeczeństwo ogólnie, więc przepraszam jeżeli kogoś uraziłam. Nie miałam takiego zamiaru. Kontynuując… Im bardziej jesteśmy wykształceni tym szerzej otwierają nam się oczy i pojawiają się w głowie przeróżne pytania włącznie z tym – o co w tym wszystkim chodzi? Czy jest Bóg?
    OK, dalej będę pisać za siebie ;) To ciężki temat, naprawdę :)
    Wg mnie Bóg to wymysł człowieka, tak samo jak polityka, instytucje rządowe, podatki itp. Istnieją po to aby nami kierować. Pieniądze też. Tak, tak kochane pieniążki :)
    Po wielu przemyśleniach na ten temat zgadzam się z Pawłem, jesteśmy energią, wszystkim wokół – choć ciężko to zrozumieć i równie ciężko wytłumaczyć. Zastanawiałam się nad tym od dawna. Wg buddyzmu (jako filozofii nie religii) jesteśmy energią, z kolei wg fizyki cząstki elementarne oddziaływują na siebie czym? Energią. To proste tłumaczenie. Dla dociekliwych podaję link do 3 części filmu Davida Icke na YouTube.com :
    http://www.youtube.com/watch?v=Dm6h_bC5yFM&feature=related
    Przyznaję, David Icke jest trochę dziwny, jeżeli chodzi o podejrzenia na temat pochodzenia religii i całej związanej z nią konspiracji (cz.1-2 filmu), ale temat energii i prawa przyciągania tłumaczy dość dostępnie i dokładnie.

    Odpisz
  65. Subiektywny – obiektywizm ;)
    Prawo przyciągania można określić jako prawo przyczynowo-skutkowe,każda akcja powoduje reakcję, jest białe i musi być czarne równowaga zostaje zachowana.Tak jak w artykule. Pływ energii jest albo dobry albo zły.Jest dobre i złe społeczeństwo. Każdy widzi swoją prawdę-strony sporu zawsze mają rację. Wszystko dzieli się na dwie połowy. Wpływ społeczeństwa[reprezentowany przez świat nauki] staje w szranki z wiarą.
    Nie wiem czemu skojarzył mi się znak jing-jang i złota spirala. Narodzinom towarzyszy śmierć wszytko pozostaje w idealnej harmonii. Dlaczego złota spirala? być może dlatego że w początkowej fazie życia nie pojmujemy za dużo. 50% wiedzy życiowej dostajemy od [może religijnej rodziny]drugie tyle poznajemy w szkole. 25% to nasze upadki i wzloty kolejne 25% to nasze doświadczenie lub dzieło przypadku. Spirala staje się coraz większa pod wpływem starzenia się i nabywania nowej wiedzy, doświadczenia, utraty lub nabierania wiary. Nie wiem zupełnie czemu to piszę. nie jestem dobry z proporcji i matematyki. Piszę jak to czuję. im bardziej biję głową w mur tym większy opór ten mur stawia [to wcale nie jest pozytywne kiedy jest się w impasie], ale stanowi równowagę w naturze. im bardziej czuje się bezużyteczny tym większy jest stres [złota spirala]. Może mój tok myślenia jest zbyt chaotyczny, ale „wiem że nic nie wiem” kiedy jest się agnostykiem można wnioskować że nie można udowodnić istnienia lub nieistnienia bogów/Boga.

    Nie masz już sił by wykuć podkowy, w tę podróż nie zabierzesz miecza by nie pozostawiać wszystkiego dziełu przypadku i czy w ogóle wsiadłeś na tego konia kowalu? To jak zamierzasz przejść przez życie?
    niby kuźnia pomysłów lecz miejsce wciąż to samo.

    Odpisz
    • Uważam że kwestia teoretyzowania na powyższy temat zostaje spłycona już na etapie zadawania samego pytania nie do wewnątrz tylko na zewnątrz.
      To kwestia czucia tego wszystkiego wewnątrz siebie.
      jak dla mnie wygląda to nijak- w sensie nie określam siebie jako strony[jestem pośrodku].
      – Nie wierzysz. Jest OK, ważne żebyś potrafił normalnie funkcjonować w społeczeństwie [w sensie moralnym, nie zabijasz, nie kradniesz i nie plujesz komuś w twarz na ulicy bo to jest nienormalne, aha dobrze by było gdybyś trzymał ręce daleko od mojej kobiety ;)]- to kwestia twojego wyboru.
      – Wierzysz. OK to kwestia twojego wewnętrznego wyboru [fajnie kiedy trzymasz się swoich za sad, bo wiem że nie oplujesz mnie na ulicy, nie zabijesz i nie okradniesz i ewentualnie moja kobieta nie przysporzy ci powodów do kolejnej spowiedzi].
      Kiedy poddajesz temat do dyskusji, automatycznie opowiadasz się po jednej stronie. dialog wewnętrzny staje się czymś publicznym nie stanowi tabu a za razem można wysnuć przypuszczenie, że może nie do końca jesteś pewny swojej niewiary „bo może tam coś jednak jest, ale spytam na wszelki wypadek” ;) [przypuszczam że masz ugruntowane zdanie na ten temat]
      Jednak jesteśmy w jakiś sposób zaprogramowani na bycie członkami stada, tylko jeszcze nie wiemy którego.

      Wyjście pytania „czy bogowie istnieją” na zewnątrz będzie powodował przepływ i złej, i dobrej energii, ale ferwor walki na słowa spowoduje spłycenie słowa Bóg na bóg. Tak jak mówiłem ktoś opowie się za Bogiem ale chcąc bronić Go jak krzyża… sam dobrze wiesz co może z tego wyjść.

      Pytając sumienia, słuchając wewnętrznego głosu, może zrozumiesz czym jest Bóg- kto wie?
      czuję się na tyle silny bym nie musiał zawierzać swoich zmartwień Bogu. Jednak jestem trochę zasadniczy i lubię eksperymentować w kwestii różnych zasad moralnych, na synkretyzm patrzę przyjaźnie ale nie potrafię opowiedzieć po jednej ze stron. dziwne ale zainspirował mnie gniot Grahama Mastertona „Wojownicy nocy” i hasło zawarte w nim Ashapola, które mówi o bycie w sensie duchowym, którego wszystkie znane nam religie nazywają Bogiem choć w każdym języku nazywają go inaczej [te najbardziej znane nam to oczywiście Budda, Allah itd.] autor włącza w to również wierzenia plemion indiańskich- wielobóstwo oraz wierzenia innych nacji.

      Wiarę chrześcijańską [moje prywatne zdanie] można podpiąć pod politeizm ponieważ są 3 osoby boskie.

      Kwestia Jezusa -uważam że był to ówczesny nauczyciel NLP ;) chcący przekazać coś ludziom. Może to wszytko nie była nauka o Bogu? Może nie wiedział lub nie chciał przekazać informacji ludziom że pod słowem Bóg, o którym mówił kryje się bezpośrednie odniesienie do świadomości i podświadomości?
      Może był nauczycielem zbliżonym bardziej do tych znanych nam jako mnisi z Shaolin niż do proroka. Może w tym tkwi Sekret?
      [To są moje małe teorie na ten temat, których nie należy brać na poważnie, ale myślę że można się nad tym zastanawiać, a prawdy się raczej nie dowiemy]
      Pozdrawiam

      Odpisz
  66. Też powiem, że mocno uderzyłeś po temacie. Pierwsze co zauważyłem to pisanie bóg z małej litery do czasu kiedy padło słowo ‚inżynier’ i że Bóg jest energią a potem Bóg w następny zdaniu z dużej litery :) Nawet cofnąłem się, żeby to sprawdzić.
    Cóż sam jestem niewierzący mimo, że wychowany w rodzinie katolickiej (mama, tata ???). Wbrew rodzinie w 13 roku życia dość radykalnie zerwałem … z kim?, z czym? Na pewno z kościołem (z małej litery, gdyż w większości przypadków nie szanuję tej struktury lub wg pojęć Pawła organizmu).
    Co do samego pojęcie boga (z małej litery) to wcale nie jestem tak daleko od wierzących w Boga (z dużej litery). Ja po prostu nie potrzebowałem dziadka od czasu kiedy zacząłem w pełni świadomie odbierać otoczenie. Od zawsze byłem naukowcem i dla mnie bogiem po prostu jest Przyroda (z dużej litery), która stworzyła mnie poprzez ewolucję. Mój mózg i światopogląd akceptują to w pełni. Co ciekawe wcale nie spowodowało to odrzucenia mnie przez rodzinę czy kolegów, dalej uczęszczających do kościoła. Co do ich wiary w Boga (z dużej litery) nie będę się wypowiadał.
    I tu wrócę do „Bóg jest energią” i zamiast tłumaczyć dlaczego odeślę Was (z dużej litery) do artykułu (który nota bene czytałem wczoraj wieczorem)
    http://www.orsi.pl/pobieranie/Wywiad.pdf
    Jest to wywiad z księdzem, profesorem Włodzimierzem Sedlakiem. Po raz pierwszy usłyszałem o nim dwadzieścia pięć lat temu na studiach w Moskwie (energetyka jądrowa) od mojego współlokatora Mariusza, który był zafascynowany tą postacią. To jest autentyczny ksiądz, pełniący swoje obowiązki i w tym samym czasie naukowiec zgłębiający naukowe podstawy otaczającego nas świata. Nauka którą stworzył to: bioelektronika a definicja życia wg tej nauki to: „zszycie chemicznych reakcji metabolizmu z elektronicznymi właściwościami związków organicznych z pomocą kwantów świetlnych”. A czyż kwanty światła nie są energią, energią za pomocą której mój bóg czyli Przyroda (z dużej litery) tworzy życie.

    I jeszcze komentarz do trzech wniosków o sensie życia wg przewrotnego ;) autora powyższego artykułu.
    1. Samorozwój – tak, tak i jeszcze raz TAK. Czy to jacy jesteśmy zostało stworzone przez Boga (z dużej litery) czy wyewoluowało z Przyrody (z dużej litery) nie ma znaczenia. Ważne jest byśmy rozwijali nasze talenty (biblijne) czy też umiejętności (przyrodzone) tak aby je wykorzystać i pomnożyć dla dobra nas wszystkich.
    2. Przekazywanie genów. To już moje drugie małżeństwo bez dzieci (chociaż trochę dzieci mamy w naszym Angielskim Przedszkolu Elephant http://elephant.hilltop.edu.pl/). Zgadzamy się i razem z moją obecną żoną akceptujemy możliwość adopcji. Ale kto wie co jeszcze „geny” wymyślą :)
    3. Pomaganie innym. I znów tak, tak i jeszcze raz TAK. Podałem Wam link do artykułu, który czytałem wczoraj wieczorem. A teraz opowiem Wam historię jak do niego dotarłem. Wysłałem niedawno mailing do ludzi właśnie ze szkoleń Krzywego. Odezwał się do mnie dosyć smutno Zdzisław z pytaniem … czy są jeszcze dla niego szanse w e-biznesie, gdyż próbował sam ale że ma już … 70 lat i nie bardzo inni chcą mu pomóc więc nie daje rady wystartować z tym tematem. Nie wiem dlaczego ale odpisałem do niego dłuuuuuuugiego e-maila, co zajęło mi półtorej godziny. I co się stało? Najpierw odpowiedział mi na Facebooku w duchu jaki to jestem dobrym człowiekiem, potem zadzwonił, potem był mój następny e-mail długości półtorej godziny (tego pomieszanie jednostek fizycznych na pewno ma nie słyszeć mój kochany nauczyciel fizyki w Technikum Kolejowym prof. Celjowski), następne telefony, już dwa razy do mnie przyjeżdżał, robimy razem e-biznes (45 lat + 70 lat = więcej niż 100 lat), właśnie odpaliliśmy jego bloga o zasadach dbanie o Twoje zdrowie http://zdrowyjakrydz.pl/ bo co się okazało … Zdzisiek przez 40 lat nie był na zwolnieniu lekarskim, sypie wiadomościami o zdrowiu (same konkrety) jak z cekaemu. A co najważniejsze jego postawa motywuje mnie do działania i pomaga mi psychicznie (jestem potrzebny) a mam dosyć trudny okres w moim życiu. Czyli pomagamy sobie wzajemnie i to skutecznie. Wracając do tematu podczas ostatniej wizyty doradzał nam co zrobić, żeby dzieci w przedszkolu nie chorowały i podał mi stronę WWW pewnej firmy, gdzie dalej zagłębiając się dotarłem do ks. prof. Sedlaka a tym samym mogłem podać i Wam link do artykułu o nim. A wszystko to dzięki wzajemnej pomocy.

    Starczy, w końcu to artykuł Pawła a nie mój. Moje zaczynają się już pojawiać na moim blogu http://jacekpaciorek.pl/ który nawiasem mówiąc mógł powstać dzięki szkoleniom zorganizowanym przez Pawła: Tajemnice Ebiznesu i Tajemnice Pozycjonera. Korzystając z tej okazji chcę mu podziękować za wiedzę i … za jego pomoc bez której nie byłoby mnie na tych szkoleniach (Zdziśka też) a i nie byłoby tego wpisu na tym blogu (zmodyfikowaną kopie umieszczam na własnym).

    Pozdrawiam pozytywnie,
    Jacek (Hodża) Paciorek
    jacek.paciorek@hodza.pl

    Odpisz
    • Adamie,
      Powiedz: w jakim celu mam to coś czytać?
      Przeczytałem pierwszą stronę (jest chyba 90) i nie jestem w stanie przebrnąć dalej. Jeśli ktoś da radę czytać dalej – niech się wypowie.

      Odpisz
  67. Uff, ale trzeba było się naczytać, żeby to przetrawić. A żeby dobrze zrozumieć – musiałem czytać dwa razy.
    Wiedziałem, ze mój brachol jest trochę takim filozofem – i to z niego wyszło teraz, hehehe.
    My nieraz rozmawialiśmy razem na tego typu tematy (choćby podczas naszych podróży na szkolenia do różnych miast) i ja doskonale wiem o co w tym wszystkim chodzi. A jeśli bym miał sam w dwóch trzech streścić przekaz tego artykułu, to bym napisał:
    „Człowieku, nie licz ciągle na Boga, bo to od ciebie samego zależy twoje życie, i jeśli ty sam nie będziesz dążył do obranych celów, to Bóg, czy cokolwiek innego, w co wierzysz w tym ci nie pomoże.
    Życie to nie tylko chodzenie do kościoła w niedzielę, i pokazywanie się sąsiadom w pierwszej ławie przed ołtarzem- życie to codzienna pomoc innym ludziom. Jeśli ci się wydaje, że będziesz mógł przed samą śmiercią iść do swojego boga i On ci wybaczy wszystkie zaniechania, to możesz się przeliczyć. Albowiem jeszcze muszą wybaczyć ci ludzie z którymi żyjesz – i to będzie o wiele ważniejsze.
    Składanie odpowiedzialności za swój los w ręce Opatrzności, i ciągłe narzekanie na życie, to już trochę trąci moherowym beretem. OBUDŹ SIĘ. I zacznij żyć!”

    PS Przypomniał mi się w tej chwili wycinek z filmu gangsterskiego, kiedy to pewien mafiozo co niedziela spędzał 2 godziny w kościele ze swoją 12 osobową rodziną. Natomiast od poniedziałku do soboty zabijał ludzi. No był, oczywiście że był porządnym katolikiem. A może ktoś sądzi inaczej? Przecież do kościoła chodził, ba, nawet za jego pieniądze ten kościół wybudowali… Tylko pytanie co On zrobił w czasie całego swojego życia dla ludzi..? No ale przecież zawsze się można wyspowiadać. Każdy inaczej odczuwa swoją rolę na tym świecie, hehhehe

    Odpisz
    • Witam następnego przewrotnego filozofa. Coś mi się wydaje że te same geny, może braterskie ;)
      Tak, tak, TAK. Liczmy na siebie, pomagajmy ludziom i żyjmy pełnią życia tu i teraz.
      Pozdrawiam równie pozytywnie ‚brata’ Piotra
      ‚krzywy-senior’ to brzmi dumnie i napawa otuchą :) Trzymajcie się … bracia

      Odpisz
  68. hmm, w dzisiejszych czasach nikt nie wierzy w jakiegoś tam dziadka. Jeśli ktoś wierzy, to dlatego że wybrał świadomie. Jeśli nie świadomie, to jak mówisz z jakiejś tam potrzeby poczucia bezpieczeństwa itp…
    Jednak co złego w tym, że mamy potrzebę sensu istnienia na którą odpowiedzieć może tylko Bóg? I wcale to nie świadczy, że Boga wymyślili ludzie. Piszesz o jakimś tam prawie przyciągania (poznałem już dawno to prawo, ale myślę, że to dopiero jest wymysł ludzki! i na tym niektórzy jeszcze zarabiają :)) Piszesz o samorozwoju, pomaganiu innym, ale na tym ma polegać sens? Bo jeśli na tym, to co po śmierci? Z twojego artykułu czuje jakieś podejście scjentystyczne i utylitarne, coś na kształt Judyma, tylko, że tam w rzeczywistości miała miejsce pogarda człowieka. Pozdrawiam:)

    Odpisz
    • Patryku,
      Nie do końca mogę się z Tobą zgodzić.
      Większość ludzi właśnie wierzy w „dziadka z brodą”. Dlaczego? Bo potrzebują urealnić tę postać. „Energia? Przyroda? O co chodzi?” – powiedzą. Chcą boga pod postacią… człowieka (przynajmniej podobnego, bo podobno zostaliśmy stworzeni na podobieństwo).
      Dlaczego Twoim zdaniem na potrzebę sensu istnienia może odpowiedzieć tylko bóg? A jeśli ktoś czuje sens istnienia bez tzw. boga? Czy jest nienormalny? ;-)
      Na Prawie Przyciągania wiele osób zarabia – ale z pewnością nie tyle, co na religiach, hehe.
      Co po śmierci – pytasz. A musi coś być? Tzn. coś musi – np. nowe organizmy z naszych prochów. Czy potrzeba wiary w życie po ziemskim życiu wymusza wiarę w boga?
      Z tą pogardą dla człowieka to chyba nie najlepsze porównanie. Jeśli wczytasz się w moje słowa (nie tylko w tym artykule), dostrzeżesz najpewniej coś na przeciwnym biegunie.

      Odpisz
  69. Tym prywatnym poglądem zraziłeś mnie trochę. Powiem Ci, że fizycznie rzecz biorąc nie można zakładać niczego z góry. Jak ktoś mówi, że czegoś na pewno nie ma to jest od razu w błędzie. Nie można stwierdzać tak/nie. Coś co może być (wg mnie jest, ale piszę neutralnie) duchowe/niefizyczne nie może być zbadane i tak naprawdę jako ludzkość nie dowiemy się tego na 100%. Każdy ma swoją teorię, a jeśli chodzi o strach to rzeczywiście jest realna groźba- zobaczmy, co by się stało jakby jednak trzeba było iść do piekła? Nie da rady stwierdzić- nie ma go na pewno, to pułapka i można w nią wpaść nie tylko w przypadku religii. Pawle, wchodzisz wręcz w konflikt z niektórymi. Rozumiem napisać to na blogu całkowicie poświęconym prywacie. :) W ten sposób możesz stracić część klientów, ale to tylko moje zdanie…

    Odpisz
    • Łukaszu,
      Nie mogę się z Tobą zgodzić.
      Po pierwsze – nikogo nie ranię. Bo czym? Własnym zdaniem o sensie życia? Pisaniem, że nie ma boga? Coś Ci powiem. Postaw się na miejscu tzw. ateisty (tak umownie nazwijmy osobę wierzącą inaczej). Spotyka on np. katolika, który zaczyna coś mówić o bogu. Cokolwiek. Czy wyobrażasz sobie, że ten ateista jest urażony i się obraża? A przecież mógłby: sytuacja jest analogiczna do tej, gdy katolik słyszy „nie ma boga”. Szanować trzeba obydwie strony – nie tylko wierzących w jednego boga (czy Boga).
      Po drugie – co z tego, że miałoby być piekło? Lansuję w tym artykule ekstremalnie etyczne podejście do życia. Jak myślisz, kto prędzej pójdzie do tzw. nieba: „normalny” praktykujący katolik, czy szczególnie dbający o bliźniego ateista?
      Po trzecie – nie straciłem nikogo tym wpisem (tzn. nie straciłem „ponad normę”). Wysłałem mailing o tym artykule do jednej z moich baz emailowych i było kilkanaście wypisów – czyli bardzo mało (tyle samo mam praktycznie przy każdym innym mailingu).
      Oczywiście dziękuję Ci za komentarz! Choć jak widać – nie zgadzamy się ;-)

      Odpisz
  70. Co uważam o tym wpisie? Uważam, że dość nietuzinkowy i odważny jak na blog o ebiznesie :D

    Odpisz
    • Bóg jest i wszystkim kieruje. Dlaczego nie wierzymy?

      Odpisz
    • Wojtku,
      Wiem, że to wpis „nie ebiznesowy”.
      Po prostu moje podejście do życia i biznesu to coś więcej, niż wiedza marketingowa czy detale techniczne. Lubię rozmawiać o rzeczach NAJWAŻNIEJSZYCH.
      Mógłbym założyć osobnego bloga „filozoficznego”. Jednak zbyt rzadko bym na nim pisał. Dlatego wolę mieć na ebiznesy kategorię „Przemyślenia” i co jakiś czas wrzucać właśnie tego typu artykuł.

      Odpisz
  71. „…Zawsze twierdziłem, że nie istnieją żadni Bogowie, bo są oni wymysłem tych, którzy nie mogą ogarnąć skąd wziął się świat i co jest po śmierci…” – to, wcale nie tak dawno, wyskrobałem na swoim blogu ;) http://command-dos.comxa.com/2010/08/projekt-venus/
    Proponuję się bliżej zapoznać z:
    -zeitgeist addendum (darmowy film w sieci – wiele prawdy tam jest ;) ),
    -projekt venus.
    Oczywiście, jeśli ktoś nie ma wyobraźni i nie potrafi zrozumieć życia bez boga, tym bardziej nie wyobrazi sobie życia bez pieniędzy – niech pominie, o czym tutaj piszę, bo szkoda czasu…

    Odpisz
    • Cześć Marcin!
      Twoje podejście nie dziwi mnie wcale – w końcu nie bez kozery na studiach nas ciągnęło do siebie. Nie tylko do piwa, ale i do filozofowania, hehe.

      Odpisz
  72. Muszę przyznać jedno- mocny artykuł i cholernie ciężki temat…
    Czy masz rację? Tego nie wiem. Sądzę jednak, że każdy ma rację bo każdy chce tą rację mieć.
    W mojej opinii większość ludzi przyjęło od kogoś obraz dziadka z siwą brodą tylko dlatego, że ktoś tak powiedział i tak jak wspomniałeś, zostało to przyjęte z pewnych powodów. W mojej opinii jest to obawa przez odpowiedzialnością za własne życie.
    Czy Bóg istnieje?
    Uważam, że tak ale nie jest to ani dziadek ani babcia. Oczywiście każdy może sobie go takim wyobrażać, ale w mojej opinii jest jakaś Wyższa Siła, która stworzyła nas, ludzi aby móc doświadczyć samej siebie.
    O jednym jednak często zapominamy albo też nie chcemy w to wierzyć: Każdy z nas ma ogromną moc, która w moich oczach jest mocą boską.
    Dowodem na to jest prawo przyciągania, które działa ciągle. Szkoda tylko, że tak niewiele jeszcze ludzi tego nie widzi.
    Osobiście polecam serię książek „Rozmowy Z Bogiem” Neal’a Donald’a Walscha (chyba dobrze napisałem nazwisko). Przynajmniej w moich oczach jest to wiedza, która pomaga odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy Jest Bóg?
    Na koniec gratuluję świetnego artykułu i wspomnienia raz jeszcze świetnego cytatu :-)
    Pozdrawiam,
    Michał Kidziński

    Odpisz
  73. łał

    Odpisz
    • Hmm, krótko dosyć się wypowiedziałeś, Karolu. Jak wnioskuję – zgadzasz się z moim tokiem rozumowania. Czy może „Łał, to za palant!” ;-)

      Odpisz
      • nie broń Boże :D
        nie miałem niczego złego na myśli, po prostu nie przywykłem do hmm tak głębokich refleksji na blogu o takiej tematyce nowatorskie podejście zaprezentowałeś Pawle

        Odpisz
      • :)Twój artykuł jest ciekawy,ale ja myślę,że Bóg jest :).To co napisałeś w swoim artykule wcale nie dowodzi,że jego nie ma :)Ewa

        Odpisz
        • Witaj Ewo,
          Szanuję oczywiście Twoje zdanie.
          Choć prosiłem o zaniechanie opinii typu „bo tak” ;-)

          Odpisz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Uwaga: zasady rozsądnego komentowania.
1. Daruj sobie komentarze typu "Dobry wpis", "Gratulacje! link.pl" itp.
2. Komentuj tak, jakbyś chciał, aby u Ciebie komentowano.
3. Podawaj w formularzu Twój prawdziwy adres e-mail (jest bezpieczny!)
4. Link do Twojej strony WWW (w podpisie) pokaże się dopiero wtedy, gdy napiszesz 5-ty komentarz na ebiznesy.pl. Pamiętaj jednak, aby zawsze podawać ten sam adres mailowy (komentarze zliczane są właśnie po mailu).

Przekierowanie 301 za pomocą pliku .htaccess

Przekierowanie 301 jest bardzo popularnym tematem. Wiel […]

Zamknij