„Być jak Steve Jobs” – moja refleksja po lekturze książki

„Być jak Steve Jobs” – moja refleksja po lekturze książki

Od dawna chciałem przeczytać coś o nim. Zastanawiał mnie fenomen Apple. To nie mógł być przypadek, że ta marka osiągnęła tak wiele. I nie był.

Szukając na Allegro książek o biznesie i marketingu, wpadłem na pozycję „Być jak Steve Jobs” autorstwa Leander Kahney. Tytuł oryginału jest nieco ciekawszy: „Inside Steve’s Brain”, co można by przetłumaczyć jako „Co siedzi w głowie Jobsa?”. Co ważne, książka została wydana w oryginale w 2008 roku (polskie wydanie Wydawnictwa Znak to 2011 rok). Stanąłem przed dylematem: czytać książkę napisaną za życia Jobsa, czy jednak kupić coś nowszego? Postanowiłem zgłębić dzieło spisane za życia Jobsa. I powiem Ci, że nie żałuję. Nie ma tutaj pieśni pochwalnych, nie ma obawy przed mówieniem tylko dobrze o zmarłym. Jest prawda o Jobsie – choć oczywiście subiektywna, podana przez autora.

To nie jest typowa recenzja. To raczej moja refleksja na temat założyciela Apple, napisana pod wpływem tej książki.

Steve Jobs był pasjonatem, geniuszem marketingu i wielkim wizjonerem. Był kontrowersyjny, to prawda. Ale też diabelnie skuteczny.

Wiele razy słyszałem opinie na temat sprzętu marki Apple (być może sam też czasami tak mawiałem…), że „jest drogi, płaci się za markę, to sprzęt dla fanatyków marki”. Choć jest w tym sporo prawdy (klienci Apple to często fani lub wręcz fanatycy marki), to warto się zastanowić, dlaczego „nadgryzione jabłko” odniosło taki sukces, dlaczego wręcz zmieniło świat. Tajemnica tkwi w… głowie Jobsa.

Detale MAJĄ znaczenie!

Steve miał obsesję na punkcie detali. Wszystko dopracowywał do perfekcji. Potrafił wyrzucać do kosza kolejne prototypy, czekając na TEN, który będzie miał to COŚ. Był bezkompromisowy. Oczywiście czasami się mylił, ale nader rzadko.

Mówiąc, że każdy detal ma znaczenie, mam na myśli nie tylko sam produkt. Chodzi o WSZYSTKO. Steve dopracowywał m.in. prezentacje (premiery) produktów, salony Apple, czy opakowania. Wyobraź sobie, że Jobs przeanalizował, jakie doznania ma mieć klient, gdy dostanie po raz pierwszy do ręki pudełko np. z laptopem Apple. Cały proces był dopracowany: pudełko, instrukcja, kolejność ułożenia elementów – wszystko po to, by poprawić doznania użytkownika.

Bez zmrużenia oka

Współpracownicy Jobsa nie mieli z nim łatwego życia. Potrafił zamykać jedną szybką decyzją projekty, które trwały kilka lat, pochłaniając przy tym miliony dolarów i tysiące godzin pracy setek osób. Taka bezkompromisowość to bardzo ważna cecha w biznesie. Nie możemy przywiązywać się do naszych dzieł, projektów. Musimy być pragmatyczni. Jeśli jakiś projekt okaże się błędem, to na dowolnym etapie jego budowy lub nawet funkcjonowania należy bez skrupułów go zamknąć. Znam sporo osób, które trwają przy swoich nierentownych biznesach, w zasadzie licząc chyba tylko na cud. Cudów w biznesie nie ma – są za to mądre, choć czasami bolesne decyzje.

„Dupek albo bohater”

Steve Jobs był tyranem – co do tego nie można mieć wątpliwości. Jednak uważam, że była to tyrania… uzasadniona. Steve miał wizje. Kto skutecznie pomagał mu realizować owe wizje, był chwalony, a kto zawodził – był nazywany dupkiem i często momentalnie zwalniany. Pracownicy Apple ukuli powiedzenie „bohater albo dupek” – właśnie taką huśtawkę nastrojów serwował im Jobs.

Takie podejście wydaje się niewłaściwe – w końcu ludziom należy się szacunek. Moim zdaniem, był to jeden z niezbędnych elementów tej układanki, składającej się na sukcesy szefa Apple. Co ciekawe, nawet zwolnieni pracownicy najczęściej mówili, że praca dla Jobsa – choć stresująca i wymagająca – była najlepszych okresem w ich życiu. Mnie to nie dziwi, ponieważ potrafię sobie wyobrazić charyzmę Steve’a i jego zdolności przywódcze. Praca u boku takiego lidera, z krystaliczną wizją podbicia świata musi być nie lada wyzwaniem – i spełnieniem.

Ze względu na humory szefa, pracownicy mawiali, że można w każdej chwili „dostać ze stiwa”, co oznaczało „dostać ochrzan”, albo nawet nagle wylecieć z pracy.

Zatrudniaj najlepszych

Kolejną tajemnicą Apple było zatrudnianie najlepszych. Pomyśl, jak różne jest to podejście od stosowanego przez większość firm – także w Polsce. O pracownikach często myśli się jak o taniej sile roboczej. Zatrudnia się stażystów, albo ludzi zaraz po studiach, bo można im mało płacić. Nie mam oczywiście nic przeciwko zatrudnianiu młodych, niedoświadczonych ludzi, jednak kluczowe stanowiska w firmie muszą zajmować doskonali fachowcy.
Steve zawsze chciał mieć najlepszych w zespole. I realizował swój plan. Potrafił długo obserwować człowieka, by przejąć go z innej firmy. Często chwalił się, że w jego firmie pracują najlepsi specjaliści na świecie. W wielu przypadkach tak właśnie było.

Pixar

Jeśli dalej uważasz, że sukcesy Apple są dziełem przypadku, poczytaj nieco o marce Pixar. Kojarzysz film „Toy Story”? To właśnie Pixar pod wodzą Jobsa wyprodukował ten pierwszy pełnometrażowy w pełni komputerowo animowany film, który odniósł gigantyczny sukces i rozpoczął nową erę w tej niszy (Pixar został sprzedany Disneyowi w 2006 roku za – bagatela – 7,4 miliarda dolarów).
Tutaj także sprawdziło się zatrudnianie najlepszych ludzi.

Innowacja

Steve szydził z firm, które starały się być innowacyjne. Innowacji nie można się nauczyć. Tego nie robi się też na siłę. Apple było jedną wielką innowacją. Według Jobsa, innowacja to inny sposób myślenia.

Steve mawiał, że „ludzie nie wiedzą, czego chcą, dopóki im tego nie pokażesz”. Narzucał zatem swą wizję. Było to niezwykle unikalne podejście: z jednej strony narzucanie produktów, a z drugiej – produkty tworzone pod klientów. Jak to w ogóle możliwe? Otóż – jak już pisałem – Steve był perfekcjonistą dbającym o detale. Był także wizjonerem. I miał jeszcze jedną ważną cechę: był przedstawicielem grupy docelowej, do której kierował produkty. To wszystko powodowało, że opracowywał produkty dla samego siebie wierząc, że ludzie zapragną je posiadać. I tak w rzeczy samej było.

Miał świra na punkcie dizajnu, użyteczności, doznań użytkownika. Na przykład gdy opracowywał iPoda, żądał od zespołu rzeczy z pozoru niemożliwych, jak np. kilkukrotne wydłużenie pracy urządzenia na baterii, czy ekstremalnie intuicyjna obsługa. Nie przyjmował do wiadomości, że „nie da się”. Steve chyba nie znał słów „nie da się”.

Nie da się…

…życiorysu Jobsa streścić w jednym artykule. Zresztą nie taki był mój cel. Nie napisałem np. o usunięciu Jobsa z jego własnej firmy i jego wielkim powrocie, nie napisałem o marketingu Apple i premierach produktów i o wielu innych rzeczach. Starałem się jednak zwrócić Twoją uwagę na kilka kluczowych elementów, które przyczyniły się do niewiarygodnego sukcesu Apple. Warto, byś to przemyślał.

Na koniec zacytuję 10 szybkich rad Steve’a – mam nadzieję, że utkwią w Twojej pamięci:

  1. Nie kieruj się emocjami. Analizuj problemy swojej firmy na spokojnie.
  2. Projektuj piksel po pikselu. Patrz na najdrobniejsze detale, tak jak Jobs.
  3. Nie bój się zaczynać od początku. Mac OS X był wart przerobienia od zera, nawet jeżeli zabrał tysiącu programistów trzy lata nieustających wysiłków.
  4. Dąż do najwyższej jakości – w ludziach, produktach i reklamie.
  5. Łącz. Dla Jobsa kreatywność to po prostu łączenie różnych rzeczy ze sobą.
  6. Ucz się. Jobs był pilnym uczniem, jeśli chodzi o sztukę, dizajn i architekturę. Biegał nawet po parkingach i oglądał Mercedesy (by analizować ich wygląd i się inspirować).
  7. Buduj prototypy. Nawet salony firmowe Apple powstały w taki sam sposób jak wszystkie produkty firmy: od licznych prototypów przez fazy zmian i ulepszeń.
  8. Zmuszaj ludzi do ciężkiej pracy. Podwładni Jobsa pracowali w stresie, ale dochodzili do wspaniałych rezultatów.
  9. Można być dupkiem, byle z pasją. Jobs sobie powrzaskiwał, ale brało się to wyłącznie z jego dążności do zmieniania świata.
  10. Upieraj się przy rzeczach z pozoru niewykonalnych. Jobs wiedział, że w końcu nawet największy problem da się rozwiązać.

Bezwzględnie radzę Ci sięgnąć po jakąś książkę o Jobsie. Może to być „Być jak Steve Jobs”, może być inna. Koniecznie poznaj tego wyjątkowego człowieka. Na mnie wywarł olbrzymie wrażenie i ma obecnie realny wpływ na to, jak prowadzę biznes. Jestem przekonany, że zadziała magicznie także na Ciebie.

A Ty, Czytelniku, co myślisz na temat Steve’a Jobsa, jego podejściu, jak i o samym Apple i ich produktach?

65 komentarzy

  1. Ja wysłuchałem audiobooka. Zgadzam się z tym, że to co osiągnął w dużej mierze zawdzięcza ojczymowi. Jestem pod wielkim wrażeniem geniuszu Steva.

    Odpisz
  2. Nie wiem jak książka, ale film jest dość ciekawy i godny polecenia. Dobrze byłoby teraz ją przeczytać i skonfrontować fakty.

    Odpisz
  3. Książkę o Jobsie dostałem na urodziny i przyznam że zabierałem się do niej jak pies do jeża bo ani nie jestem fanem marki Apple ani Jobs mnie jakoś za bardzo nie interesował.
    No ale przemogłem się, zacząłem czytać i wciągnęło mnie na maksa! A najlepsze jest to, że po przeczytaniu książki nie mogę zdecydować czy Jobsa lubię czy też nie 😉

    Odpisz
  4. Osobiście Jobsa uważam za świetnego sprzedawcę. Choć mnie jego sprzęt kompletnie nie przekonywał (nie byłem jego grupą docelową). Warto jednak poznać jego sekrety, dzięki którym udało mu się stworzyć firmę a potem po powrocie wyciągnąć ją w ciągu kilku lat na szczyty.

    Odpisz
  5. O Steve Jobsie mówi się, że jest mistrzem prezentacji. Jednak wszystkie jego wystąpienia łamały wszystkie zasady, o których mówią poradniki dotyczące autoprezentacji. Nie patrzył na publiczność, chodził zgarbiony, mówił „pod nosem”. I teraz pytanie : czy dlatego był w tym tak dobry i publiczność szalała ze względu na jego charyzmę, czy na to, że wszyscy (szczególnie Amerykanie) za produkty Apla dadzą się zabić i te prezentację mógłby wygłosić pierwszy lepszy gość z ulicy…

    Odpisz
    • @Marek,
      Jobs był po prostu sobą. Oczywiście samo wystąpienie było wyreżyserowane, jednak zachowanie i styl Jobsa były jedyne w swoim rodzaju. I tutaj przygarbienie i mówienie do siebie nie miało znaczenia.

      Odpisz
  6. Tak się składa, że na swoim blogu również napisałem artykuł o tym niezwykłym człowieku, jakim był bez wątpienia Steve Jobs (na podstawie książki „Być jak Steve Jobs”).
    Do powyższych punktów dodałbym jeszcze:
    – Zamiast czekać działaj.
    – Skupiaj się na swoich mocnych stronach.
    – Inwestuj w ludzi.

    Odpisz
  7. Dzięki za polecenie książki , własnie szukałem jakiejś inspirującej pozycji i chyba ją niedługo kupić. Mam nadzieje że będzie ciekawa.

    Odpisz
  8. Według mnie to bardzo solidna książka, trochę za mało opisany okres kiedy Jobs znalazł się poza Apple i musiał zaczynać praktycznie od zera. Dużo gorszy jest film Jobs z Kutcherem, który ostatnio oglądałem, porażka totalna.

    Odpisz
  9. Steve niewątpliwie był niesamowitym człowiekiem… Samo to, że rezygnował z wykładów, które go nudziły wzbudziło mój podziw. Do tej pory obejrzałem tylko film, do książki się zabieram i nie mogę zabrać. Niemniej jednak cytaty Jobsa to doskonały motor napędowy dla każdego w jego życiu osobistym 🙂

    Odpisz
  10. A widzieliście film Jobs? Ashton dobrze tam zagrał, choc film nie wyczerpuje tematu. W porównaniu z książką Isaacsona wypada słabo

    Odpisz
    • Ciężko mi porównywać, bo ja widziałem tylko film, ale jeśli mogę powiedzieć, to Ashton odegrał rolę Jobsa naprawdę fenomenalnie. Nieźle wyćwiczył jego sposób artykulacji czy chodzenia – tak jak mówił Steve „najważniejsze są detale” 🙂

      Odpisz
  11. Jobs doszedł do tego do czego doszedł, bo potrafił skoncentrować się na realnym działaniu. Był praktykiem biznesu, który nie tracił swojego cennego czasu na czytanie pięknych poradników o zarabianiu – czego i wam życzę.

    Odpisz
  12. Książka jak najbardziej udana. Mnie osobiście dała trochę do myślenia, mimo że to może brzmieć nieco cukierkowo i ktoś może zarzucić „o tak wielce przeczytał Jobsa i będzie się teraz na wszystkim znał”. oglądałem też film, który moim zdaniem został trochę zepsuty :/

    Odpisz
  13. Czytając te 10 punktów zastanawiam się, czy jest to w praktyce możliwe do zrobienia? Jako całość brzmią jak zachęta do nieustannej wojny z resztą zespołu, a to nie może się dobrze skończyć :/

    Odpisz
  14. Dzięki za polecenie – zakupiłem właśnie.
    Co do urządzeń Apple to uważam że są bezkonkurencyjne w swojej klasie. Sam używam iPAD2 i w porównaniu z innymi tabletami (wydajność / bezawaryjność / „zwiechy”) nie ma porównania!

    Zaczynam się obawiać jednak, iż bez Steve niektóre „pomysły” Apple nie idą w dobrym kierunku. Ostatnia aktualizacją systemu jestem mocno rozczarowany (prywatne zdanie). Może to kwestia przyzwyczajenia?

    Wiem że 2-3 lata temu każda zmiana wywoływała efekt „WOW” teraz już tak nie jest…

    Odpisz
  15. Mało jest ludzi, którzy wyprzedzają epokę. Mają wizję i potrafią przekuć wizję na sukces. Ważny jest też moment, którym żyjemy i działamy. Ktoś by mógł powiedzieć oni odnieśli sukces bo działali wcześniej. Są dwie strony medalu bo oni nie mieli takich wzorców jakim chociażby dla wielu przedsiębiorczych ludzi był Steve Jobs.

    Odpisz
  16. Widzę ze osoba Jobsa wzbudza ogromne emocje i nakręca dyskusje.

    Polecam film „Piraci z Doliny Krzemowej” o początkach Jobsa i Gatesa. Świetnie przedstawia ich początkowy okres kariery, aż do wyrzucenia Steve z Apple i zdobycia hegemonii przez Microsoft.

    Z drugiej strony w zrozumieniu zawiłości charakteru Jobsa pomoże wiadomość o jego zaburzeniu poznawczym – miał Zespół Aspergera. Napisałem o tym szerzej na stronie mojego Poradnika http://www.poradnik-domowy.edu.pl/2012/07/na-czym-polega-zespol-aspergera/

    „…Istotą zaburzenia jest niezdolność do empatii połączona z wysoką inteligencja. Osoba z ZA nie potrafi, pomimo szczerych chęci i podejmowanego wysiłku, odpowiednio znaleźć się w grupie rówieśniczej. Nie wyczuwa kontekstów sytuacji, nie czyta między wierszami, jest bardzo dosłowna…”

    Odpisz
  17. Pytanie tylko czy jego choleryczny charakter nie zaprowadził go przedwcześnie na tamten świat.

    Odpisz
  18. Juz niedługo będzie film o Stevie pod tajemniczym tytułem Jobs. Premiera w Polsce za jakiś miesiąc.

    Odpisz
  19. Steve Jobs byl, jak wiadomo wariatem w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Miał niezwykły dar wymyślania czegoś na nowo i dzięki doskonałej formie w jakiej to pakował, potrafił sprzedać to masom.

    Nie wiem czy wiecie, ale opisywana w tytule książka, nie jest ani pierwszą ani najlepszą książką.
    Polecam inne książki o nim.

    Odpisz
  20. Kurczę, czyli jednak warto przeczytać. Mnie osobiście odstrasza Applomania, ale chyba jednak sięgnę po tę pozycję.

    Odpisz
  21. Michał Wawrzyniak doradza czytanie biografii i autobiografii, co ja od zawsze uwielbiałam. Jednak nigdy nic nie przeczytałam o Steve Jobs. (a może coś czytałam, bo kojarzę go ze Steve Wozniak). – Niestety, są pozycje, których sobie nie utrwalam w pamięci.
    Już nie kupuję książek jak dawniej, ale w najbliższym czasie gdy udam się do biblioteki poszukam czegoś na temat Steve Jobs’a. Zacznę od polecanych tutaj pozycji. Ponieważ zainteresowałeś mnie Pawle postacią Steve Jobs’a.

    Nawiążę do poruszanego tuj tematu – tyrani pracodawcy. Nie rozumiem jak można Steve Jobs’a nazwać tyranem? Pracodawca ma prawo wymagać od pracowników tyle, ile wymaga od siebie. Zaangażowanie, solidna praca, myślenie.
    Trzeba mieć na uwadze, że Polacy uważają często, ze im się należy za nic nierobienie. Dlatego empatia musi być rozsądna.
    Steve Jobs to tyran.? Warto zauważyć:
    Przejmował pracowników z innych firm – musiał im zatem oferować dobrą płacę.
    Nie musieli u niego pracować. – Oczywiście, że nie. Dobrzy fachowcy czy też pracownicy chcący pracować, uczyć się, rozwijać, zawsze znajdą pracę. Nawet tu w Polsce.

    Odpisz
  22. Jak zwykle – to co oczywiste jest niewiarygodnie oryginalne i skuteczne. W zasadzie wszyscy o tym wiemy, pytanie, czy potrafimy z taką determinacją te 10 przykazań stosować? Dekalog był zawsze trudny, stąd ciągle grzeszymy niedoskonałością.
    Bardzo inspirująca jest zasada: „ludzie nie wiedzą, czego chcą, dopóki im tego nie pokażesz”
    Bo skąd mają wiedzieć? też będę się karmić tą lekturą, bo jak sie uczyć, to od wizjonerów. przeciętne ‚dobre rady” laików lepiej sobie darować.
    pozdrawiam perfekcjonalistów, Ciebie oczywiście do nich zaliczam.
    Ewa

    Odpisz
    • @Ewa,
      warto podglądać najlepszych, inspirować się. I samemu obierać jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną, wspaniałą drogę.
      PS Dzięki za miłe słowo.

      Odpisz
  23. Stosowanie 10 szybkich zasad Jobsa może spodowować rozwój każdego biznesu. Część jego zasad warto stosować w życiu codziennym.
    Dobrze, że byli, są i będą tacy ludzie jak Steve Jobs.
    Pozdrawiam,
    Jacek Pastuszko

    Odpisz
    • Panie Jacku – pozdrowienia z okolic Skarżyska 😉

      Jednak co do „Stiwiego” nie do końca się zgadzam, że był taki fajny. Prawdopodobnie każde źródło, każda książka, każde opracowanie, będzie mówiło o nim co innego.

      Stalina podobno też kochali, Hitler był „przywódcą”, a Kim z Korei… sami wiecie.

      Wielkich dyktatorów, wizjonerów, twórców, przywódców, zazwyczaj: albo kochano albo nienawidzono i zgodzicie się pewnie, że od wielu można by się wiele nauczyć: charyzmy, zaangażowania, motywacji i co tu dużo dyskutować, TO właśnie chyba są klucze sukcesu.

      Natomiast Jobs nie wywołuje u mnie jakiś specjalnych ochów i achów, co nie znaczy że nie doceniam jego sukcesu i fenomenu.

      Podobno tylko ci kontrowersyjni, dziwni i szaleni zostaną zapamiętani na wieki 😉

      Odpisz
      • @Darek,
        uważam, że przyrównywanie Jobsa do Stalina czy Hitlera to jakieś nieporozumienie. Co ma jedno do drugiego?
        Jobs prowadził biznes, wypuszczał na rynek produkty, zatrudniał ludzi. I nikt:
        1) nie musiał kupować jego produktów, nie był do tego zmuszany;
        2) nikt nie był zmuszany do pracy u niego.
        Zatem jego tyrania, jeśli już tak nazwiemy jego podejście do ludzi, nie dotykała nikogo, kto by na nią się nie godził. Jeśli Jobs dręczył ludzi, to w sumie na ich życzenie. Sam bym chętnie został tak podręczony.
        Można mieć dowolne zdanie o nim, ale nie stawiajmy go w jednym akapicie z ludobójcami.

        Odpisz
        • Nigdzie nie napisałem „Jobs tak samo jak Hitler czy Stalin (…)”

          Pokazałem „wielkość” ludzi, którzy nie zawsze muszą się podobać światu a w danym społeczeństwie są np. kochani czy wręcz czczeni.

          „Nikt nie musiał u niego pracować” Widzisz, to jest częsty argument takiego stereotypowego prywaciarza, który płaci mało, wymaga wiele, a później powie „jak się nie podoba to wypad”.

          I znów nie mówię, że właśnie tak bywało w Apple, ale to prosty przykład na to, że ludzie mają różne sytuacja, są w różnych stanach, są różnie zmotywowani i w różny sposób powiązani umowami.

          Nie sądzę, że szczytem marzeń rozwoju zawodowego jest „podcierać komuś tyłek” (wiecie – taka przenośnia) i na każdym kroku być za to gnojonym i ja osobiście nie chciałbym tego, niezależnie czy chodzi o Jobsa, czy o jakiegoś kierowniczyne z lokalnej fabryki. W XIX wieku skończył się kapitalistyczny wyzysk (przynajmniej tak słyszałem), ludzie mają pewne prawa i nowe systemy zarządzania pokazują nam, że lepiej jest wytworzyć w kimś poczucie celu, misji, chęci, zaangażowania w projekt (tutaj przytaczam też ostatnie spotkanie forum e-biznesy na którym kilku prowadzących poruszało tę kwestię), niż cały czas stosować bat.

          Ani zbytnie karanie, ani zbytnie nagradzanie, na dłuższą metę nie przynosi sukcesu.

          Odpisz
          • @Darek,
            nie napisałeś, że Jobs był jak Stalin, ale przywołałeś nazwiska zbrodniarzy w kontekście dyskusji o Jobsie – na to zwróciłem uwagę we wcześniejszym komentarzu.

            „Widzisz, to jest częsty argument takiego stereotypowego prywaciarza, który płaci mało, wymaga wiele, a później powie „jak się nie podoba to wypad”.” Widocznie ja i wielu innych „prywaciarzy” tacy jesteśmy. Widzisz, dla mnie człowiek, który zakłada firmę, zatrudnia ludzi – to człowiek odważny, bo wiele ryzykuje. Czym ryzykuje „etaciarz” zatrudniając się u mnie czy u kogoś innego? Bankructwem? Długami całej rodziny? Stresem 24h na dobę? Ryzykuje tylko tym, że jeśli oferta pracy wyglądająca na fajną w praktyce okaże się lichą, to się będzie musiał zwolnić i ewentualnie będzie uznawał ten epizod w swoim życiu za stracony czy źle zainwestowany. I nic więcej (oczywiście celowo upraszczam tutaj).
            Na szczęście dla takich przedsiębiorców jak ja i na nieszczęście typowych etatowców takie czasy już się kończą (albo nawet skończyły). Doszliśmy do miejsca, gdy każdy pracownik będzie zapieprzał jak samozatrudniony – i bardzo dobrze, bo będzie się starał, dbał o pracę i firmę. Dobrym przykładem jest posada przedstawiciela handlowego. Ten, który jeździ samochodem firmowym to tak się nim rozbija, że oczy bolą. A ten, który jeździ swoim własnym, dba o niego.

            Nie wiem, czy czytałeś coś więcej o Jobsie. Bo właśnie u niego ludzie pracowali dla misji i wizji. Tą misją było zmienianie świata, dzięki przełomowym produktom. Jasne, że nie każdy się do takiej pracy nadaje. Ale powtórzę: nikt do pracy w Apple nie zmuszał (przynajmniej nic nie wiem na ten temat).

  24. Faktem niezaprzeczalnym jest, że Steve Jobs ze swoimi wizjami wyprzedził nieco swoją epokę, a niektóre jego pomysły wyznaczają trendy do dzisiaj.
    Nie wiem, czy dobrze kojarzę, ale wydaje mi się, że Microsoft zapożyczył „okienka” od Jobsa.
    Sam staram się też być perfekcjonistą w tym co robię, ale zdaję sobie sprawę, że często mi nie wychodzi. Poza tym ze względu na dbałość o szczegóły często coś porzucam albo nie wiem od czego zacząć, bo boję się porażki lub ośmieszenia.
    Czasami zbyt mało wymagam od siebie więc nawet nie wiem jaki bym był dla swoich podwładnych (gdybym ich miał ;-)).

    Odpisz
    • @Rafał,
      dzięki za komentarz, choć dla mnie jest on… nieco sprzeczny sam w sobie. Jesteś perfekcjonistą, który czasami za mało wymaga od siebie? Może trochę niefortunnie to ująłeś.
      Ja np. jestem chyba perfekcjonistą w niektórych obszarach, ale często czegoś nie kończę, a i lenistwo mi się zdarza. Ale wymagam od siebie naprawdę wiele – jak od nikogo innego.

      Odpisz
  25. Witaj, Pawle, kilka refleksji, jeśli pozwolisz.

    Życie potrafi skutecznie rewidować największe nawet wizje, czasem – jak w przypadku Steve`a Jobs`a – ostatecznie, poprzez jego chorobę; czasem pozwala jeszcze iść dalej.
    Jednak bez wielkiej wizji i wielkich planów nie osiąga się wiele, i to jest fakt niezbity.
    Czy trzeba być tyranem, by mieć efekty? Z tym zupełnie się nie zgadzam, a Pan Paweł Królak może chyba wiele na ten temat powiedzieć, z tego, co czytałam na temat metod prowadzenia przez Niego firmy odnoszącej wszakże sukcesy.

    Ja sama, wiele lat temu, nie potrafiłam być zbyt wymagająca wobec pracowników, w efekcie wszystko, co najważniejsze, robiłam sama. To błąd. Teraz bym go nie popełniła. Podkreślam jednak, że według mnie można być bardzo wymagającym, nie będąc tyranem, i będę ogromnie wdzięczna Panu Królakowi, jeżeli zechce się na ten temat wypowiedzieć.

    Dbałość o detale, perfekcyjność w pracy są, według mnie, niezbędne, jeśli chce się wypracować markę.
    Marka nie musi koniecznie oznaczać wielkiej firmy. Marka ma być czymś, co określonej grupie ludzie kojarzy się pozytywnie. Co prowadzi tych ludzi do korzystania z niej.
    Nieważne, czy będzie to mała kawiarenka, mały sklep internetowy czy będzie to wielka sieć sklepów czy firma Apple. Marka to coś, co każdemu korzystającemu z „jej” usług czy produktów raz na zawsze zapisze się dobrze w pamięci.
    Dlatego Jobs potrafił wyrzucać do kosza projekty nie spełniające w 100% jego wizji, bo czuł to, że jedna porażka, jeden bubel, może zachwiać pozycję jego marki.

    Odpisz
    • Dziękuję za miłe słowa. Wywołany do tablicy zatem się wypowiem 🙂

      Moim zdaniem Jobs mocno przesadzał w kwestii bycia tyranem (czy nawet jak mówili jego pracownicy – bycia „dupkiem”). Ale to chyba bardziej kwestia jego inteligencji emocjonalnej, a nie przyjętych metod zarządzania. Większość geniuszy w historii była w niektórych dziedzinach świrami (vide: Mozart) i być może relacja z ludźmi, szczególnie podwładnymi to był właśnie taki problem Jobsa.

      Zgadzam się zatem w pełni z Martą Magdaleną: trzeba być wymagającym, a jednocześnie bardzo niewskazane jest bycie tyranem. Sam u swoich pracowników nie toleruję braku zaangażowania, braku chęci rozwoju i zwalniałem już ludzi z takich powodów. Jednocześnie staram się traktować ludzi po ludzku. Rozumiem życiowe nagłe sytuacje (i nie ma u mnie problemu z wyrwaniem się z pracy z nagłego powodu), staram się budować taką atmosferę, by ludzie chcieli dla mnie pracować, wzajemnie sobie pomagamy (ja pracownikom, oni mnie i oni sobie nawzajem) i wciąż szukamy, co możemy poprawić, by nasza praca stawała się lżejsza i prostsza. I to naprawdę działa.

      Nie muszę być więc „dupkiem”, by ludzie chcieli pracować z pełnym zaangażowaniem. Mam wrażenie wprost przeciwne: będąc wymagającym, stanowczym liderem, ale jednocześnie traktującym ludzi godnie i dającym im konkretną wizję, w której chcą uczestniczyć, udaje mi się wydobywać z nich znacznie więcej możliwości, niż gdybym był tyranem. U mnie to działa, ale zanim się tego nauczyłem, popełniłem masę błędów. No i fakt, że trzeba sobie do takiej formy działania dobrać wyjątkowych ludzi, czyli prowadzić bardzo zaawansowane i wymagające rekrutacje.

      Ostatnio w czasie jednej z takich rekrutacji dowiedziałem się, że na uczelniach krąży o mojej firmie plotka, że jesteśmy sektą, bo bardzo ciężko się dostać do nas do pracy, a jednocześnie panuje u nas wyjątkowo dziwna, rodzinna atmosfera. Dla mnie to znak, że działamy dobrze! 🙂

      Odpisz
      • @Paweł,
        myślę, że poruszamy się tutaj po śliskim gruncie. Używamy określeń „tyran” czy „dupek”, jednak dla każdego może to oznaczać coś innego. Mi osobiście podoba się podejście Jobsa: bezpośrednie do bólu. Przypomina mi dra House’a z telewizyjnego serialu. Skoro jest bezpośrednim dupkiem, dlaczego ludzie marzą o pracy z nim? No właśnie: widocznie jest w tym coś. Zresztą wiele osób twierdzi (ci, którzy z nim współpracowali lub mieli styczność), że Steve był czarujący na swój sposób. Nie szufladkowałbym go.

        Powtórzę: wszystko zależy od wielu indywidualnych czynników i relacji na styku pracodawca – pracownik. Podobnie jak bywa w przyjaźni. Jak dzwonie do niektórych moich przyjaciół, to słyszę w słuchawce „Co, kurwa?”. Ktoś postronny by pomyślał, że zadzwoniłem do jakiegoś wulgarnego idioty. A ja nie wyobrażam sobie innego przywitania 😉

        Nie chcę tutaj generalizować, bo w tym temacie jest to niewskazane. Jednak mam wrażenie, że im bardziej ktoś jest wolny od kompleksów, tym bardziej się otwiera na bezpośrednią relację. Jeśli ktoś był pracowity, pomysłowy, otwarty i bezpośredni, Jobs to cholernie cenił. Uwielbiał, jak na naradach ktoś miał inne zdanie! Uwielbiał spory, pojedynki na argumenty. I to cenił. Nie cenił „pierdołowatości”, przeciętności. Zatem przyciągał do siebie głównie ludzi, którzy pasowali pod pewien profil (ja np. do niego pasuję).

        Zatem chyba nie powinniśmy mówić o tyrani Jobsa, bo ludzie pracowali u niego na własne życzenie. A nie przymuszani rozciąganiem na kole.

        Odpisz
  26. O Steve mówimy już w czasie przeszłym niestety! Jakiś czas temu postanowiłam, że nie kupię innego telefonu niż iPhon. Jego najprostszy model służy mi już wiele lat, inne nokie dawno poszły w niebyt. Nie wiem jak było naprawdę, ale z tego co czytałam to jedyną złą drogą Steva była metoda walki z chorobą! Szkoda.

    Odpisz
  27. Jestem idiotą, więc ciągle mi się to przytrafia…empatia wobec pracowników….

    ehhh, jak coś potrzeba nagle w firmie to zwykle jesteś sam…
    Ale, …jak się i tak uda…to „gest Kozakiewicza” i kasa cała moja:):):)

    Młodzież wie co to „gest Kozakiewicza” ? 🙂
    To był dopiero KOZAK, Ruskim pokazać „WAŁA” 🙂

    Odpisz
  28. Lubię produkty Apple, są naprawdę dobre.

    Natomiast zastanawia mnie fakt czy firma ta odniosłaby sukces, gdyby nie „koneksje korporacyjne”.

    Dzisiaj cytować Jobsa czy Rockefellera jest o tyle ryzykowne, że zdobycie ich pozycji ma niewiele wspólnego z przedsiębiorczością.

    Po zapoznaniu się z historią potęgi Rockefellera, który powiedział „konkurencja to grzech”, okazuje się że potęgę zrobili poprzez olbrzymie koneksje i przekręty finansowe.

    Wydaje mi się że zanim będziemy cytować tych „gigantów”, należałoby zbadać jak powstały ich firmy.
    Coraz więcej jest informacji, że nie mają oni nic wspólnego z przedsiębiorczością, a słowo „konkurencja” jest dla nich obce.

    Odpisz
  29. Pawle, ciekaw jestem, czy podobnie jak ja, po lekturze biografii Jobsa przekonasz się i do samego sprzętu Apple. Ja rok temu po 17 latach korzystania z Windowsów przerzuciłem się na Mac’a, a potem doszedł iPad i iPhone. I był to naprawdę krok w dobrą stronę, ani chwili tego nie żałowałem.

    Co do zatrudniania najlepszych: w Polsce jest ten problem, że tych „najlepszych” albo nie ma, albo jak już są, to chcą zarabiać takie pieniądze, na które małej czy średniej wielkości firm kompletnie nie stać.

    Dlatego wydaje mi się, że w Polsce lepszą drogą jest droga Google czy Microsoftu, czyli zatrudnianie młodych, cholernie zdolnych i utalentowanych studentów lub absolwentów i budowanie na nich zespołu. Tyle, że dodatkowo w Polsce musimy bazować zwykle wyłącznie na talencie, a nie na wiedzy wyniesionej ze studiów (bo w odróżnieniu od Google nie możemy bazować na wiedzy wyniesionej np. ze Stanforda, bo u nas nie ma uczelni na tym poziomie). Dlatego w Polsce zatrudnianie młodych zdolnych ludzi zwykle wiąże się z uczeniem ich od zera, tego co teoretycznie powinna nauczyć uczelnia.

    U mnie to się świetnie sprawdza w budowaniu zespołu, choć nie ma co ukrywać, że do uczenia ludzi też trzeba mieć smykałkę i dużo czasu na to poświęcić.

    Odpisz
    • @Paweł,
      jeśli chodzi o sprzęt Apple, to nie trzeba mnie przekonywać. Wiem, że jest dobry, choć wiem także, że przepłaca się za logo 😉 Zresztą sam Jobs przyznawał, że sprzedawali kompy na kosmicznych marżach, niespotykanych na rynku.
      Zdaję sobie sprawę, że kiedyś najpewniej przesiądę się na „jabłko”, ale… jeszcze nie teraz. Z jednej strony – nie chce mi się. Z drugiej – mam dobrego lapka od roku i jestem z niego zadowolony (Samsung, Core i5, 6GB RAM, matowa matryca). A do firmy wolę kupić polizingowego stacjonarnego Della za ok. 500 zł z Windows 7 lub nawet XP – do realizacji zamówień w sklepie internetowym, czy do marketingu on-line wystarczy aż nadto.

      Z zatrudnianiem najlepszych zgadzam się z Tobą. To jest strategia raczej dla większych firm, bo najlepsi muszą bardzo dobrze zarabiać.

      Odpisz
      • Co do tych cen, to nie do końca takie proste.

        Jeśli porównasz przeciętny laptop za 2-3 tys. zł ze sprzętem Apple, to oczywiście, że Mac wyjdzie kilka tysięcy drożej. Ale to trochę tak, jakbyś porównywał cinquecento z Mercedesem klasy S. Niby oba służą do tego samego (przemieszczania się z miejsca na miejsce), a to jednak nie to samo.

        Jak sam rok temu chciałem kupić naprawdę dobry i szybki sprzęt, który zaoszczędzi mi masę czasu pracy, a w dodatku będzie lekki (dobry na wyjazdy i w codziennym noszeniu do biura) to okazało się, że moje kryteria spełnia tylko Macbook Pro oraz Sony VAIO Z, który jest… droższy od Macbooka o 2 tys. zł. Wybrałem więc sprzęt… tańszy, a w dodatku MB Pro miał Retinę.

        Tak samo, gdy porównujesz ze sobą ultrabooki. Macbook Air wcale nie wychodzi jakoś szczególnie drożej od choćby Zenbooka ASUSa czy Samsunga series 9.

        Że Jobs realizował większe marże niż ktokolwiek? Fakt. Ale w zamian też dawał sprzęt dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, jakość, której nie doświadczysz u innych producentów. No i przede wszystkim: system, który zapewnia wygodę pracy, której nie doświadczysz w innych komputerach.

        A z drugiej strony jak sądzę zwiększanie marż umożliwiał Applowi też efekt skali sprzedaży przy ograniczonym wyborze produktów. Apple sprzedaje pojedyncze produkty (nie ma do wyboru kilkudziesięciu komputerów jak Samsung) i sprzedaje tego sprzętu tyle, że może sobie zapewne pozwolić na niższe koszty produkcji, co też zwiększa marże. To samo dotyczy zapewne iPhone’a – wcale nie jest droższy niż taki Samsung Galaxy S-ileśtam, a Apple realizuje na nim większe marże.

        Odpisz
  30. Jak widać Jobs ” Niemożliwe wykonywał od ręki – lecz na rezultaty musiał poczekać „…

    Takiej postawy powinni nauczyć się ososby które rozpoczynają swój biznes.
    Jednak wiele osób, zamiast szukać rozwiązania problemu – szukają wymówek…

    Ja czytam książkę ” Myśl !… I Bogać się. ” autorstwa Napoleona Hilla. W niej jest podobny przypadek (Nie uznanie za niemożliwe) – Kiedy to H.Ford chciał opracowanie kolejnego rzędu cylindrów silnika, kiedy mówiono panu Fordowi iż dodatkowy rząd jest niemożliwy do wykonania to nie przyjmował tego do wiadomości – Zupełnie jak Jobs – nie ma rzeczy niemożliwych.

    Książka jest doskonałym poradnikiem motywacyjnym i inspiracyjnym. Dzięki niej znalazłem w sobie to co mnie blokowało przez cały ten czas od osiągnięcia celu.

    Odpisz
    • @Stanisław,
      zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości.
      A książki Hilla to klasyka – naprawdę warto sięgnąć choćby po jedną czy dwie.
      Ford był także tytanem pracy i nie trawił kompromisów. Muszę dorwać jakąś jego biografię. Jak ktoś ma coś do polecenia, to dawać śmiało.

      Odpisz
      • Sięgnij najlepiej po jego autobiografię „Moje życie i dzieło”. Bardzo inspirująca lektura!

        Odpisz
  31. Steve Jobs to wytwór danej chwili, potrzeb i możliwości w jednym.

    Odpisz
  32. Może nie był zbyt empatyczny w stosunku do swoich pracowników, ale uważam że empatię trzeba sobie zostawić na „po pracy”. Mam jeszcze bardzo niewielkie doświadczenie w biznesie, ale już zdążyłam się przekonać, że empatia w stosunku do pracowników nie jest cechą na której można budować cokolwiek, nie mówiąc już o takim imperium jak zbudował Jobs. Sama mam podobne podejście, może nie do ludzi, mówię tu raczej o bezkompromisowości. Zaczynam zbierać pierwsze pozytywne owoce swojego stosunku właśnie do detali. Ludzie są słabi, często po prostu leniwi; moi zleceniobiorcy często są niesamowicie zdziwieni „o co znowu ta baba się czepia?” Często chcieliby wykonując dla mnie pracę pójść na skróty, ale to nie ICH wizja ma być zrealizowana tylko MOJA…. no, to tym sposobem dowiedziałam się, że mam niezłe zadatki na tyrana, ha ha ha!

    Odpisz
    • @Marzanna,
      z racji tego, czym się zajmujesz, to raczej zadatki nie na tyrana, a na… psichopatę 😉

      Masz sporo racji z tą empatią dla pracowników. Sam mam z tym problem. Też uczę się bycia twardym wobec innych. Raz mi to wychodzi, a raz nie.

      Odpisz
      • No to im prędzej zwiększysz odsetek tych przypadków kiedy Ci się udało, tym lepiej dla Ciebie. W dodatku TY akurat możesz sobie na to pozwolić, bo jesteś marką, pomyśl o tym.

        Odpisz
  33. Steve Jobs to człowiek ikona … pewnie jak by nie choroba (i śmierć) zadziwił by nas jeszcze nie raz.
    Właśnie rozglądałem się nad nowym tytułem do mojej domowej biblioteki i po tym artykule chętnie sięgną po to pozycje.
    Ps. Czekam na kolejne refleksje czy rekomendowane tytuły.

    Odpisz
    • @Wojtek,
      niebawem przygotuję kolejne recenzje. Akurat łyknąłem kilka dzieł i chętnie coś o nich skrobnę. Nie zawsze pozytywnie, niestety… No ale nie będę uprzedzał faktów.

      Odpisz
      • Recenzja to recenzja a nie słodzenie … oczywiście każdy może mieć inne zdanie na każdy temat fajnie jak wynika fajna polemika a nie tzw. hajterskie wypowiedzi.

        Odpisz
  34. Fakt, życie i historia tego człowieka może być inspiracją dla wielu szefów i właścicieli firm.
    Zawsze należy jednak pamiętać, że dokładne kopiowanie innych biznesów nie jest dobra metodą, zwłaszcza, że polskie realia są nieco inne.
    Inni są też sami Polacy, niestety, można by dodać.
    W Polsce nadal Ci co odnoszą sukcesy są piętnowani, a nie stawiani za wzór.
    Amerykanie są od początku wychowywani w kulcie pracy, Polacy niestety nie, co jest spadkiem po kilkudziesięciu latach socjalizmu.
    Miałem 22 lata, jak zwiałem z Polski do Niemiec (1988r). Tyrałem tam często od 5 rano do 23 w hurtowni piwa i napoi jako magazynier, kierowca i zaopatrzeniowiec (znałem język, zrobiłem niemieckie prawko).
    Jakoś nie czułem się z tym źle, bo często mój szef Richard Voss (wtedy ok. 65 lat) pracował podobnie jak ja :).
    Myślałem sobie wtedy, że trzeba być idiotą, żeby w wieku 65 lat będąc właścicielem sporego biznesu siedzieć w firmie po kilkanaście godzin.
    Wróciłem do Polski, założyłem własną firmę i….. no w mordę zgadnijcie :), sam poświęcam jej często kilkanaście godzin dziennie.
    Różnica jest taka, że robię to, co lubię i nie traktuję jako pracę.
    Lubię grzebać się w różnych rzeczach i majsterkować, więc naprawianie sprzedawanych przeze mnie zegarków to nie praca, a hobby. Od lat zajmuję się też nieruchomościami. Kocham budować, przerabiać, meblować… więc siedzę na swoich budowach czasami po kilkanaście godzin i szczęśliwy wracam do domu z łapami przy kostkach ciesząc się z kolejnego oddanego pokoju na wynajem :)… Buduję dochód pasywny :), choć nie wierzę, że usiądę na dupie jak skończę, bo pewnie zacznę coś innego :)… Już zacząłem :), przejmując jedno z Biur Nieruchomości w Jeleniej Górze http://www.madom.pl . Niedługo przebudowa strony, a jakże 🙂
    Podziwiając i Jobsa i Krzywego (nie mniejszego tytana pracy)
    Pozdrawiam 🙂 Jurek S.

    Odpisz
    • @Jurek,
      widocznie ludzie dzielą się na pracowitych i… marudzących. My na szczęście zaliczamy się do tych pierwszych 😉
      Wiele osób narzeka na to, co robi zawodowo. A o tych, co się spełniają zawodowo czy biznesowo mówią, że „mieli szczęście”. A ja się pytam: czy ktokolwiek kogokolwiek zmusza do robienia tego, co robi przez całe życie?

      Odpisz
  35. w dynamice bogactwa to typowy mechanik, a ja jestem deal Maker więc moja droga do bogactwa jest inna to nie znaczy lepsza lub gorsza po prostu inna, pasująca do moich predyspozycji psychicznych i psychologicznych uwarunkowań. Pozdrawiam wszystkich Deal Makerów, ale i współpracujących z nami mechaników, mimo że Jobs pewnie by mnie z pracy wyrzucił albo wcale nie zatrudnił haha

    Odpisz
    • Akurat według samego Rogera Hamiltona (twórcy metodologii Wealth Dynamics) Steve Jobs to klasyczny creator, a nie mechanic.

      Odpisz
  36. od dłuższego czasu planowałem przeczytanie jego biografii. Ale zawsze to jakoś odwlekałem. Może Paweł Krzyworączka odsprzeda mi swój egzemplarz wraz ze swoja dedykacja.;) A jeśli chodzi o apple to istny fenomen miliony o nim marzą, miliony do niego wzdychają miliony przeklinają swój los że nie było im dane go posiadać.

    Odpisz
    • @Łukasz,
      tej książki akurat nie planuję odsprzedawać 😉 Do takich pozycji wraca się, nawet po latach. Mam w swojej biblioteczce trochę książek, które w przyszłości planuję ponownie przeczytać. „Być jak Steve Jobs” jest jedną z nich.

      Odpisz
  37. No cóż nie czytałem książki Steve Jobs, ale w różnych artykułach które czytałem na temat biznesu był przytaczany, podzielam Pawła Krzywego opinie, że nie wszystko musimy kopiować od mistrzów w biznesie, daną wiedzę trzeba wykorzystać odpowiednio do danej sytuacji.

    Odpisz
    • @Kazimierz,
      do sytuacji i do człowieka. Nie każdy z nas ma predyspozycje do zostania kimś choćby nieco podobnym do Jobsa. On był unikalny pod wieloma względami.

      Odpisz
  38. Ja czytałem książkę Carmine Gallo – Steve Jobs sztuka prezentacji. Bardzo interesujące w jaki sposób Jobs przygotowywał się do każdej prezentacji, ile czasu i energii wkładał w przygotowania. Gorąco polecam.

    Odpisz
    • @Tomasz,
      do tej książki także się szykuję, dzięki za przypomnienie o niej.

      Odpisz
  39. Paweł, mój imienniku 🙂 Jestem w połowie książki Waltera Isaacsona biografia Steve’a Jobs’a i jestem zdziwiony… Tyran, ale umiał zarządzać ludźmi… „zakrzywianie rzeczywistości”… Strasznie pewny siebie… Nie ma co – wykorzystywał ludzi – trzeba być chyba twardym jak on w biznesie 🙂 No i miał wizję, nigdy jego celem nie były pieniądze…

    Odpisz
    • @Paweł,
      nie wiem, czy trzeba być „dupkiem” dla pracowników, jak Steve. Osobiście mam inne podejście do ludzi. Wydaje się jednak, że w jego przypadku było to bardzo skuteczne.
      Trzeba pamiętać, że Jobs nie jest przykładem człowieka, którego w sposób bezpośredni powinniśmy naśladować. To, że jemu połączenie pewnych cech wyszło na dobre, nie znaczy, że nam wyjdzie.

      Odpisz
      • To dzięki jego ojczymowi on potrafił tak wspaniale postępować.

        Odpisz
        • @Emanuela,
          pewnie masz sporo racji, jednak nie przeceniałbym w tym przypadku roli ojca. Poza tym, w samym postępowaniu Jobsa – jako człowieka względem innych ludzi – nie widzę niczego ciekawego. Natomiast jego podejście do tworzenia produktów i ich promocji jest wręcz niezwykłe.

          Odpisz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Uwaga: zasady rozsądnego komentowania.
1. Daruj sobie komentarze typu "Dobry wpis", "Gratulacje! link.pl" itp.
2. Komentuj tak, jakbyś chciał, aby u Ciebie komentowano.
3. Podawaj w formularzu Twój prawdziwy adres e-mail (jest bezpieczny!)
4. Link do Twojej strony WWW (w podpisie) pokaże się dopiero wtedy, gdy napiszesz 5-ty komentarz na ebiznesy.pl. Pamiętaj jednak, aby zawsze podawać ten sam adres mailowy (komentarze zliczane są właśnie po mailu).

Matt Cutts z Google
Najczęściej popełniane przez webmasterów błędy seo – według Matt’a Cutts’a

Mam dla Ciebie (albo raczej Matt Cutts ma) kilka rad odnośnie optymalizacji serwisów pod wyszukiwarki, ale nie tylko. Najpierw zobacz poniższy film video. Matt Cutts, pracownik Google Search Quality Team (SQT), dostał pytanie od czytelnika: "Jakie jest 3-5 obszarów seo, gdzie webmasterzy popełniają najwięcej błędów? Jak można je poprawić?". Matt opowiedział, że: Najczęstszym błędem jest […]

Zamknij