Niestety, nie mam dla Ciebie dzisiaj dobrej wiadomości. Mam złą. Otóż linki mogą szkodzić. Być może zdajesz sobie z tego sprawę, a być może dopiero za chwilę sobie zdasz – tego nie wiem. Najpierw zobacz, co spłodził Matt Cutts (pracownik Google).
O czym jest mowa w nagraniu? Ano Matt przytoczył pytanie czytelnika (zazwyczaj tak wyglądają nagrania Matta: czyta pytanie od czytelnika i stara się na nie udzielić pokrętnej odpowiedzi), które brzmiało tak: „Ostatnio zauważyłem, że dwie strony porno linkują do mojego serwisu. Zgłosiłem plik disavow oraz napisałem do administratorów tych stron, aby usunęli linki. Jednak co mogę zrobić (na przyszłość), jeśli ktoś (moja konkurencja) będzie próbował mi zaszkodzić złymi linkami?„.
No i Matt odpowiada mniej więcej tak: „Zrobiłeś dokładnie to, co trzeba. Napisałeś do kolesi: „Hej, nie linkujcie do mnie, nie chcę mieć nic wspólnego z waszą stroną.”, no a potem skorzystałeś z narzędzia do zrzekania się linków. Dopóki będziesz tak postępował, Twoja strona powinna być w dobrej kondycji (czyli zachować pozycje w Google). Za każdym razem, jak znajdziesz linki prowadzące do Twojej strony, których nie chciałbyś mieć, skorzystaj z narzędzia do zrzekania się linków. Możesz to robić także na poziomie całej domeny i wtedy wykluczysz wpływ odnośników z całej domeny (np. z jakiegoś zaspamowanego forum), bez konieczności wymieniania wszystkich adresów url / podstron. I wtedy będzie wsio OK, nie masz się o co martwić.” Na koniec, Matt tradycyjnie uśmiechnął się. Hm, tym razem, wygląda to wręcz na sarkazm. Dlaczego? Już tłumaczę.
Najpierw podsumujmy sytuację:
- Linki mogą szkodzić i faktycznie czasami szkodzą.
- Konkurencja może mi lub Tobie zaszkodzić – w każdej chwili – kierując 1, albo 1000, albo 1000000 złych linków do serwisu, któremu chcą zaszkodzić.
- Jeśli chcesz się bronić, jest skuteczne narzędzie: Disavow Tool od Google. Dzięki zrzeknięciu się linków, G nie bierze ich pod uwagę – zatem wsio jest OK.
- Zrzekać się linków możesz tyle razy, ile chcesz.
Hm, OK. I co Ty na to? Podoba Ci się to? Rzućmy okiem na dwa scenariusze:
Scenariusz nr 1: pojedyncze linki
Nagle orientujesz się, że do Twojego serwisu prowadzi kilka linków ze stron niskiej jakości. Obawiając się ich negatywnego wpływu na pozycje Twojej strony, korzystasz z narzędzia disavow. W sumie, moim zdaniem, nie musisz tego robić, bo jeśli masz setki dobrych linków, a tylko kilka złych, to nic nie powinno się złego stać (choć niektórzy próbują dowodzić, że dostali filtry za pojedyncze, złe linki – ciężko zatem na 100% wyrokować, czy jest to możliwe, czy nie). Załóżmy jednak, że zrzekasz się linków (jak radzi Cutts), a także piszesz do adminów tych stron, by usunęli linki. OK, wsio gra: nic Ci nie grozi (nawet, jeśli tych linków admini nie usuną).
Scenariusz nr 2: tony linków
Załóżmy, że Twoja konkurencja nie zna słów „etyka w biznesie”. Strategia takich ludzi jest prosta: ktoś jest wyższy ode mnie, więc po co mam rosnąć, jak wystarczy ściąć mu głowę i będę wyższy od niego. Zatem taki ktoś postanawia zniszczyć Twoją pozycję w wynikach wyszukiwania Google, by dzięki temu samemu być wyżej. I co robi, by ten cel osiągnąć? Uruchamia automaty, które nieustannie linkują do Ciebie ze śmieciowych miejsc. Efekt? Masz ciągły przyrost złych linków. Co możesz zrobić? Na pewno nie pisać do adminów tych serwisów, bo jest ich zbyt wiele (swoją drogą, nie liczyłbym na wiele odpowiedzi, szczególnie z obcojęzycznych…). Zatem możesz zrzec się linków. Hm, no dobra, ale te linki przypływają cały czas! Co innego zrobić taką analizę jeden raz, poświęcić cały dzień lub dwa, ale mieć problem z głowy. Ale co chwilę to robić? Nie jest to raczej realne. Przecież nie zatrudnisz na pół etatu kogoś, żeby tylko tym się zajmował. Albo nie wynajmiesz firmy, która będzie np. co tydzień robiła analizę backlinków i przygotowywała plik zrzekający (a może jednak wynajmiesz?).
Jak widzisz, dochodzimy do bardzo przykrej konkluzji: jeśli konkurencja się uprze, to może Cię zniszczyć w Google. Albo tak uprzykrzyć Ci życie, że na to samo wyjdzie: osiągną zadowalający efekt. Jeśli jesteś dużym biznesem, to być może sobie poradzisz: faktycznie oddelegujesz czyszczenie linków i będziesz np. co miesiąc płacił za to 1000 zł netto. A jeśli jesteś małą firmą, to działanie nieuczciwej konkurencji może doprowadzić Cię wręcz do bankructwa (nie wspominając o depresji).
Co zatem zrobić? Rady na szybko:
- Nie stawiaj tylko na wejścia z Google. Nigdy. Zawsze dbaj o kilka (lub nawet kilkanaście) źródeł ruchu i napływu klientów.
- Analizuj cyklicznie backlinki prowadzące do Twojej strony. Bezwzględnie używaj Google Webmaster Tools.
- Jeśli musisz, użyj narzędzia zrzekania się linków. Nie rób jednak tego pochopnie. I zrób to bardzo ostrożnie.
Wiem, że powyższe rady to ogólniki. Jednak wpis ten miał jeden cel główny: pokazać / przypomnieć o tym, że pozycjonowanie ma swoje czarne strony. Takie życie. Pamiętaj o tym.





Dodaj komentarz