W biznesie liczy się współpraca. I liczą się ludzie, z którymi współpracujemy. Czasami żartujemy sobie, że największym problemem w biznesie są… ludzie. Jest w tym sporo prawdy. Komputer można zaprogramować, maszynę uruchomić i działa miesiącami niezawodnie, towar kupić w hurtowni lub od producenta itd. Oczywiście te czynności nie zawsze są proste, ale są w dużej mierze przewidywalne. A zachowania ludzkie – już nie.
Prowadzę własną firmę od lipca 2008 roku. Zatem od 3 lat. Przez ten czas współpracowałem z dziesiątkami firm i tzw. wolnych strzelców (czyli freelancerów). A z jeszcze większą ilością próbowałem współpracować, nawiązywałem kontakt, dzwoniłem, mailowałem, rozmawiałem. Uwielbiam w samodzielnym prowadzeniu biznesu wiele elementów; jednym z nich jest możliwość współpracy z tymi, z którymi chcesz to robić. Nikt Cię do niczego nie zmusi. Jeśli czujesz, że z daną osobą/firmą nie będzie Ci się dobrze współpracowało – to nie robisz tego. I tyle. A jeśli ktoś Cię zawiedzie (np. okaże się nieterminowy lub nierzetelny), możesz w każdej chwili skończyć współpracę. Proste, prawda? Zatem: w czym problem? Skoro mamy wolny wybór, współpracujemy z kim chcemy, jest olbrzymia konkurencja, możemy przebierać w ofertach, ludzie czekają na nas i nasze zlecenia – W CZYM PROBLEM? Otóż problem jest, i to olbrzymi. Tylko garstka tych osób/firm nadaje się do współpracy.
Być może znasz zasadę Pareto. W skrócie: 20% Twoich działań odpowiada za 80% efektów. Zatem należy skupiać się na tych 20%-ach działań, bo pozostałe 80% jest mało efektywne (daje tylko 20% efektów). To tak ogólnie mówiąc, bo prawo Pareto sprawdza się niemal wszędzie. Hmm, no właśnie: niemal. Otóż przy współpracy w młodej branży, jaką jest biznes internetowy, 20/80 nie działa kompletnie. Dlaczego tak jest? Powodów jest wiele:
Reasumując: e-biznes to świeży, nieustabilizowany temat, dlatego panuje tutaj wolna amerykanka. Czy jest jednak aż tak beznadziejnie? Na szczęście – nie jest.
Gdy chcemy coś zlecić (wykonanie logotypu, przygotowanie ulotki, stworzenie strony internetowej uszytej na miarę, zbudowanie sklepu internetowego, strony sprzedażowej, instalację autorespondera, postawienie bloga itd.), szukamy kogoś, kto będzie odpowiedni. Często popełniamy błąd, wybierając jako główne kryterium wyboru cenę (o tym będę jeszcze pisał w innym artykule). Często bywa tak, jak w programie „Usterka”. Przychodzi „specjalista” i więcej z niego szkody, niż pożytku. Ileż razy widziałem coś takiego w e-biznesie! Co zatem musisz zrobić? Polecam Ci dwie metody:
Trzecia metoda, której nie polecam, to szukanie samemu osób / firm do współpracy. Dlaczego nie jest to dobry pomysł? Czas i pieniądze – oto odpowiedź. Skoro statystycznie 1 na 10 osób w tej branży jest rzetelna i terminowa, to wyobraź sobie, ile czasu stracisz na realizację dowolnego projektu. Czy możesz sobie na to pozwolić?
Na koniec mam do Ciebie ogromną prośbę. Otóż polecam Ci na etyczna.pl osoby, które są profesjonalistami, które ze mną współdziałają i są tego świetne rezultaty. Ufam im. Jednak jeśli by się (zupełnie teoretycznie) zdarzyło, że zlecisz coś którejś z tych osób, a ona Cię zawiedzie – daj mi koniecznie znać! Po pierwsze, ręczę za te osoby moim nazwiskiem. Zatem zależy mi, żeby ich klienci byli zadowoleni. Poza tym, zależy mi na moich Klientach i Czytelnikach – czyli także na Tobie. I chcę, żebyś był doskonale obsługiwany. Więc jeśli coś pójdzie nie tak, jak należy – daj mi znać. Wtedy zadzwonię do tej osoby, powiem „Stary, co się k…. dzieje?” i od razu wszystko wróci do normy (oczywiście miałem na myśli słowo „kurka”
)
Jeśli chcesz, napisz mi w komentarzu, co myślisz o projekcie etyczna.pl.

Podobne wpisy na ebiznesy.pl:
Projekt etyczna.pl jest zacny w założeniach. Jego siłą jest skuteczność osobistego polecenia.
Osobiste polecenie kogoś, kogo nie znamy, przez kogoś, komu ufamy, działa wszędzie – od prywatnych kontaktów po korporacje (tak, tak!).
Jedyne „ale” widzę w zasięgu tego projektu. Jeśli będzie on ewoluował, rozwijając kategorie poleceń według branży specjalizacji, dodawane będą nowe osoby i (być może) nowe kategorie profesji, portal etyczna.pl będzie żył.
Nie sądzę jednak, żeby ku temu szło – w końcu, ileż osób, Pawle, możesz osobiście zarekomendować – tylko tyle, ile sam znasz i z których usług korzystasz.
Pozostaje zatem wąska grupa polecanych osób dla wąskiej niszy profesjonalnych odbiorców.
Nie zmienia to faktu, że inicjatywa stworzenia tej listy jest zacna. Sam chętnie na nią zerknąłem
Pozdrawiam!
Tak sobie uświadomiłam czytając tutaj, że faktycznie najłatwiej do mnie osobiście trafić po przez ‘polecenie’ lub choćby komentarze. Czasem godziny spędzam na czytaniu ich choć sam post, reklama czy artykuł nie przyciągnął aż takiej mojej uwagi. Jeśli interesuje mnie dana usługa, to nawet jeśli nie do końca jest interesująco przedstawiona, daję jej drugą szansę czytając komentarze
Dużym problemem bywa znalezienie kogoś do kogo możemy się zwrócić w potrzebie, więc pomysł z etyczna.pl wydaje się być jak dar z niebios. Mam nadzieję że spełni swe zadanie.
Bardzo też spodobał mi się sposób w jaki odpisujesz ludziom. Jestem pisarką – analizuję ludzi niemal niechcący. W twoich komentarzach, nawet na negatywne wpisy nie czuć tego zimnego, wykalkulowanego tonu, mającego zdyskredytować oponenta. Często za to udzielasz porad nawet w odpowiedziach do komentarzy, jakby automatycznie, co wydaje się jakby było twoją naturą. Widzisz problem – szukasz rozwiązania.
Twoje darmowe kursy pomogły mi wiele zrozumieć. Będę starała się je zastosować. Czy się powiedzie czy nie i tak jestem wdzięczna.
Pozdrawiam
Witam Pawle,
Pomysł bardzo ciekawy, jednak należy zwrócić ogromną uwagę na zakres w jakim Paweł poleca konkretne osoby.
Te osoby robią więcej rzeczy, niż Paweł wymienił i warto się zastanowić dlaczego polecił kogoś innego.
Pozdrawiam
Robert
Pawła znam i go bardzo lubię. Uznanie we mnie zdobył zanim z nim zacząłem współpracować. Nie jest bufonem, ani zadziera głowy.
Panie Mariuszu ma Pan trochę racji, taki przyrost ludzi ekspertów jest powodem fali kursów niektórych osób, którzy zaczęli uczyć jak zarabiać na uczeniu. Czyli zostań ekspertem w 24h. Teraz oni chcą zarabiać, żeby zwróciły im się pieniądze, które wydali na te kursy. Paweł nie ma takich kursów. Ma szkolenie bardzo ciekawe.
Tajemnice Ebiznesu – kupiłem z myślą, że zaraz oddam i na pewno mi nie zwróci tych pieniędzy, więc wytoczę mu sprawę w sądzie i zrobię „reklamę” co to za ekspert, bo czas skończyć z naciągactwem. Zmieniłem zdanie po obejrzeniu kursu. Człowiek mówi dużo o sklepach internetowych, mówi o pozycjonowaniu stron, itd. Nie zażądałem zwrotu pieniędzy.
Paweł pomógł mi w życiu podnieść się kiedy na skutek kłopotów osobistych w życiu podupadłem psychicznie, napisałem maila z prośbą o radę. Odpisał może nie po 5 minutach, trochę długo to zajęło ale odpisał, i jego słowa mi pomogły wyjść z dołka.
Tajemnice Domen to kolejny kurs Pawła, gdzie pokazał mi jak tworzyć domeny, które są wolne i będą one dobre. Mam domeny 4,5,6 znakowe, który brzmią sensownie i logicznie, dostaję też propozycje czy nie chciałbym ich sprzedać.
Na koniec wspomnę, że aby współpracować z Pawłem trzeba wykazać się swoją wiedzą. Zanim doszliśmy do porozumienia Paweł chciał mieć pewność, że mam pojęcie o tym co robię.
Dodam, że trudno być doradcą w Polsce, ponieważ jest takie przeświadczenie, że doradca bierze pieniądze za nic, żeruje na wciskaniu produktów i usług, z których ma prowizje itd. Nikt nie patrzy na to, że doradca to osoba, tak jak lekarz, powinna stale się rozwijać i się szkolić, aby nadążyć za zmianami.
Na studiach o administracji sieci uczyli mnie ludzie, którzy w życiu nie administrowali siecią, w technikum instalacji uczyli mnie ludzie, którzy nigdy niczego nie montowali. Ile jest książek na temat jak osiągnąć sukces prowadząc firmę, a osoby te nigdy nie prowadziły firmy.
Paweł to człowiek mądry, ma doktorat i co z tego, że nie z marketingu internetowego, jednak aby mieć doktorat trzeba coś sobą reprezentować. Czy to wina Pawła że za wcześnie się urodził. Jesteśmy w tym samym wieku, kiedy wybieraliśmy szkołę średnią informatyka dopiero wchodziła do szkół, a komputer to był luksus, kiedy szliśmy na studia internet to było coś na co mogli pozwolić sobie nieliczni, kilkanaście złotych za godzinę łącza modemowego. Jednak Paweł stale się rozwija, bierze udział w szkoleniach, prowadzi swoje badania i dzieli się nimi. Powiem więcej wolałbym takiego wykładowcę na studiach niż profesora, który każe asystentowi zastąpić go na zajęciach, stale klepie to samo bez nowości, robi odczyty, spotkania, podpierając się wiedzą swoich studentów, jaką zawarli w swoich pracach magisterskich. Ale jedzie profesor na opinii i uznaniu mimo, że zatrzymał się w rozwoju.
Z drugiej strony Ci co robią fabrykę klonów sami szkodzą i sobie i tym co chcą robić uczciwy biznes i mają o tym pojęcie.
Idąc tym torem to ile mamy panów Heniów fachowców co to są hydraulikami, malarzami, budowlańcami i robią partaninę. Dlaczego tak bacznie nie sprawdzamy wiedzy naszych polityków przy wyborach, a potem płacimy im po kilka milionów rocznie.
Panie Pawle Krzyworączka – obserwuję poczynania Pana i tzw. guru internetowych i czuję bardzo duży niesmak. Chciałbym się tutaj odnieść do takowego tematu i wierzę, że ów post nie zostanie skasowany.
Uważam, że to co robią takie osoby jak Pan (być może się mylę ?) jest bardzo nie w porządku i powiem więcej – to prawie oszustwo.
Wszyscy guru kreują się na ekspertów, fachowców itd. – ja się pytam jakim prawem ? Jakie macie doświadczenie i sukcesy zawodowe – sukcesy praktycznie, doświadczenie ? Przez Internet kreujecie się na fachowców i potem zarabiacie pieniążki na różnego rodzaju szkoleniach – ludzie łykają wszystko i wierzą, że jesteście znawcami (nie twierdzę, że wszyscy oszukują).
Jak można uczyć ludzi np. ebiznesu nie mając w tym temacie żadnych poważnych sukcesów ? Bo Pan przecież zaczął nauczać po ok roku działalności – w rok starł się Pan super gościem w tej sprawie, osiągnął prawdziwe sukcesy ? Jakim cudem ?? Przeczytać kupę książek itd. to każdy może, ale to wiedza teoretyczna i tylko teoretyczna.
Nauczać powinni ludzie którzy mają sukcesy – prawdziwe (nie wyimaginowane), praktyczne potwierdzone doświadczeniem. A tak to tacy trenerzy się wymądrzają, biorą za to pieniądze, a pewnie sami nie umieliby tej swojej wiedzy wykorzystać praktycznie. Poza oczywiście wmawianiu ludziom, że jest się ekspertem i zarabianiu na tym – bo po co się męczyć, zdobywać doświadczenie skoro można znaleźć naiwnych ludzi ??
Jedynym sukcesem takich ludzi jest zarabianie na…. uczeniu innych jak zarabiać.
Dla mnie to zwykłe naciąganie ludzi.
Chciałbym powiedzieć jeszcze jedną rzecz – nie jestem poirytowanym małolatem krzyczącym zza ekranu monitora. Od lat zajmuje się zawodowe marketingiem, e-marketingiem, accesibillity i usability w dużej firmie i jestem przerażony tym co się dzieje. Po ładnych latach pracy, dużych zarobkach i sukcesach wciąż nie odważę się nazywać siebie samego eksportem. Do tego trzeba dużo czasu, doświadczenia i realizacji dużej ilości pracy – tego nie da się zrobić na szybko tak sobie.
Mam nadzieję, że ludzie w końcu przejrzą na oczy, bo to oni dają Wam zarabiać – żadna poważna, konkretna, duża firma nie zainwestowałaby w tego typu proszę wybaczyć pseudo eksperta.
Czasem warto zrobić rachunek sumienia. Łatwizna kusi, ale nie ma to nic wspólnego z tematem tego wpisu – etyką.
Pozdrawiam
Panie Mariuszu Nowak (ja także będę dość oficjalny),
), że teraz chcą, bym im doradzał w e-biznesie?
Nie kasuję niewygodnych postów. Ten publikuję teraz, bo chciałem się do niego odnieść po opublikowaniu, a wcześniej nie miałem wolnej chwili na tę czynność. Teraz to uczynię.
Nazywa mnie Pan prawie oszustem. Hmm, mocne słowa. Przekonajmy się, czy jest to choć trochę uzasadnione (choć sam Pan w nawiasie dodał „być może się mylę?”).
Nie jestem żadnym guru, i nikomu nie sugeruję, by tak do mnie mówił. Jestem trenerem i doradcą ebiznesowym (robię także inne rzeczy, o czym za chwilę). I tyle. Robię swoje najlepiej, jak potrafię. A jeśli ktoś czasem nazwie mnie „guru”, to nawet zwracam często mu uwagę, że nie lubię tego określenia. Rzeczywiście, to słowo ostatnio jest zbyt często używane – i często niezasadnie.
Pyta Pan o moje doświadczenie, które (z Pana słów to wynika) ewentualnie uprawniałoby mnie do robienia tego, co robię. Zatem napiszę w skrócie:
1) Od kilku lat tworzę serwisy internetowe – własne (np. ten blog) i moich Klientów (np. http://naukaitradycje.agh.edu.pl ).
2) Opracowuję w ramach doradztwa / konsultacji strategie e-biznesowe, które moi Klienci z sukcesami wdrażają. Na przykład Dorota Madejska: http://www.dorotamadejska.pl/
3) Doradzam także większym firmom w zakresie m.in. usability, funkcjonalności i interfejsów oprogramowania dla e-commerce (np. tradoro.pl).
4) Z Piotrem Kaszą opracowaliśmy prawdopodobnie najbardziej rozbudowany funkcjonalnie i równocześnie najbardziej intuicyjny system reklam typu popup – http://popadpro.pl/ (w chwili obecnej pracujemy nad kolejnym systemem tego typu).
5) Współtworzę w 3-osobowym zespole system do e-mail marketingu (dość rozbudowana aplikacja) – będzie to nowa odsłona programu FUMP
6) Wspieram biznesowo, doradczo różne projekty, np. MiastoSzkolen.pl.
7) Wykładam w szkole biznesu Kamila Cebulskiego (wykładają tam niemal wyłącznie przedsiębiorcy, w tym Ci z pierwszym stron czasopism branżowych) – http://www.asbiro.pl/wykladowcy/pawel-krzyworaczka/ (w wolnym czasie można poczytać komentarze na podanej stronie).
8 ) Współpracuję z wieloma wybitnymi trenerami, coachami i przedsiębiorcami, np. Maciejem Dutko, Piotrem Kochankiem czy Robertem Ważyńskim.
9) Od kilku lat prowadzę szkolenia z zakresu prowadzenia biznesu w Internecie – opinie Czytelników darmowych kursów oraz Klientów płatnych szkoleń stopniowo (mam ich kilkaset) umieszczam tutaj: http://ebiznesy.pl/opinie
10) Opracowuję domeny internetowe, pomagam zwiększać konwersję na sklepach internetowych, ratuję upadające e-biznesy, napisałem z bratem, Piotrem, książkę o planowaniu biznesu w Internecie (http://ebiznesplanowanie.zlotemysli.pl/), pomagam wyjść na prostą, teraz otwieram własne sklepy internetowe. W każdym tygodniu mam jakieś konsultacje.
Czy to wszystko (oczywiście starałem się wymienić większość rzeczy, choć bez wątpienia na szybko o wielu zapomniałem), co robiłem i robię + opinie moich Czytelników i Klientów nie uprawniają mnie do robienia tego, co robię, czyli szkolenia, wykładania, pomagania i doradzania w e-biznesie?
Pisze Pan, że szybko zacząłem prowadzić szkolenia. To prawda, nie mam zamiaru zaprzeczać. To prawda, wtedy mnóstwo mojej wiedzy pochodziło z książek, Internetu, szkoleń innych osób (zresztą teraz oczywiście też czerpię wiedzę od innych – nie jestem w stanie przeprowadzić samodzielnie setek tysięcy testów, zdiagnozować tysięcy biznesów itd.). Sam przyznaję (z perspektywy czasu), że wtedy byłem na zupełnie innym poziomie, niż teraz. A jednak proszę sobie wyobrazić, że na moim pierwszym szkoleniu stacjonarnym (Tajemnice Ebiznesu, wersja jeszcze wtedy 1-dniowa) przez około 8 godzin zajęć nikt nie zmrużył nawet oka. Pełne skupienie 20-kilu osób (a może 30 – nie pamiętam dokładnie). Jak to możliwe, że miałem wtedy w głowie więcej teorii niż praktyki, a jednak tak zainteresowałem Uczestników, przykułem ich uwagę? (dodam, że później doradzałem im, prowadziłem dla kilku osób zlecenia) Jak to się stało, że wszyscy byli zadowoleni? jak to się stało, że dzięki temu szkoleniu poprawili swoje biznesy, poprawili strategie, wpadli na nowe pomysły, lub z niektórych zrezygnowali? Odpowiedź jest dość prosta. Otóż:
1) Po pierwsze, na szkoleniach bardziej liczy się forma i jakość przekazu, niż praktyka prowadzącego. To dlatego wtedy udało mi się tak przeprowadzić moje pierwsze szkolenie.
2) Po drugie, przecież większość naszej wiedzy to teoria. Zawsze tak było, jest i będzie (nie liczę zamierzchłych czasów). Nie jesteśmy w stanie w praktyce stosować wszystkich rozwiązań, o jakich czytamy czy dowiadujemy się z nagrań video. Zatem zawsze nasza wiedza jest kombinacją teorii i praktyki. Zgodzę się oczywiście, że zupełnie bez praktyki nie powinno się prowadzić szkoleń i doradztwa. Muszę przyznać, że wtedy (na moim pierwszym szkoleniu) miałem na tyle mało praktyki, że zapewne głównie dzięki mojemu 10-letniemu doświadczeniu dydaktycznemu udało mi się tak dobrze przeprowadzić tamto szkolenie.
A teraz jestem w zupełnie innym miejscu.
Nawiasem wspomnę: jeśli byłbym teoretykiem, to proszę mi powiedzieć, jak to możliwe, że na szkoleniu Ceneo, na którym kilkanaście dni temu byłem zwykłym uczestnikiem, po tym, jak zadałem w czasie wykładów kilka pytań (wyrażając przy tym swoje opinie i uwagi), dwie osoby mnie zapamiętały na tyle (miałem koszulkę z napisem krzywy.pl – marketing zawsze chodzi ze mną
Panie Mariuszu, nie obrażam się w żadnym razie na Pana. Dodam, że też jestem poirytowany sytuacją, gdzie 20-paro latkowie (czasami nawet młodsze osoby) piszą o sobie „guru”, gdy za nimi nic nie stoi – poza marzeniami i paroma lekturami.
Kilka lat temu jeszcze pracowałem na Uczelni (AGH w Krakowie). Zajmowałem się materiałami wybuchowymi i likwidacją obiektów budowlanych z użyciem MW. Robiłem to z pasją (np. http://www.youtube.com/watch?v=N8J2z_F1484&feature=related robił nasz zespół). Od kilku lat z pasją zajmuję się e-marketingiem. Jak się coś robi całym sobą, to w kilka lat można dojść do poziomu, do którego inni przez całe życie nie dochodzą.
Być może kiedyś się spotkamy, być może czeka nas wspólny projekt – kto wie, Panie Mariuszu.
Tymczasem pozdrawiam Pana z nadzieją, że moje słowa Pana usatysfakcjonują.
Paweł Krzyworączka
Witam Panie Mariuszu, witam Pawle !
Gratuluję Panom obu wpisów.
Pan Mariusz poruszył kluczową kwestię, jaką jest trafny wybór specjalisty / eksperta, którego wiedza i doświadczenie ma wspomóc realizację naszych celów życiowych – w tym wypadku rozwój naszego e/biznesu.
W pełni zgadzam się z Panem Mariuszem i Pawłem, co do ogólnego wniosku, jaki wyciągam z Panów wypowiedzi. Wniosek ten kwituję tak: W dzisiejszych czasach przyrost GURU-Misiów – jak ich nazywam – postępuje w tempie geometrycznym. Może to budzić frustrację, śmiech, oburzenie a nawet gniew. Zwłaszcza gdy na GURU-Misia trafia specjalista, który zna się na danej sprawie lepiej.
GURU-Miś to osoba, która w bardzo krótkim czasie, za pomocą cytatów z książek, blogów, filmów itp., chce wykreować siebie na eksperta.
Dodatkowo, ze względu na fakt, że w dzisiejszych czasach dostęp do mediów internetowych jest tak łatwy, nadawać może niemal KAŻDY EKSPERT. To stąd Panie Mariuszu wzięła się (być może) pokusa, by wrzucić Pana Pawła do jednego worka z GURU-Misiami.
Jak słusznie Pan zauważył, na miano eksperta należy sobie zapracować wiedzą i doświadczeniem oraz odpowiednim „opakowaniem” siebie na rynku.
Często spotykamy się ze świetnym „opakowaniem”, które okazuje się puste. W przypadku Pana Pawła problem istnieje w drugą stronę. Opakowanie jest o wiele uboższe wobec zawartości i formy z jaką potrafi przekazywać zdobytą wiedzę, którą stosuje w praktyce. Dlatego pragnę się z Panem podzielić, że wrzucanie Pana Pawła do jednego koszyka z GURU-Misiami jest, moim zdaniem, krzywdzące. Wielokrotnie byłem świadkiem (nie ukrywam, że znamy się z Pawłem i współpracujemy), kiedy Paweł odmawiał współpracy / promocji osobom, co do „eksperckości” których miał wątpliwości. Pokusa finansowa wielka, ale spokój moralny bezcenny.
Dodam jeszcze, że nigdy nie odniosłem wrażenia, by Paweł w jakikolwiek sposób manipulował odbiorcami, by odbierali go jako eksperta. Wiem też, że obrał najlepszą znaną mi drogę do zostania ekspertem, którą idzie 6 dni w tygodniu przez 14-16 godzin dziennie. To droga Edukacji > Kreacji nowych rozwiązań lub implementacji > Testów > Wniosków > Korekt > Sukcesu > Dzielenia się.
Na każdym z tych etapów jest gotów dzielić się za darmo wiedzą, doświadczeniami i spostrzeżeniami. Podając najczęściej (tu wyjątek z branży emarketingowej) źródła swojej wiedzy.
Pozostaje mi na koniec podzielić się z wszystkimi anegdotą, która pozwoliła mi nabrać dystansu do tego co się dzieje w branży wydawniczej, coachingowej, trenerskiej i konsultacyjnej w jakich działam. Gdzie jak grzyby po deszczu wyrastają GURU-Misie.
Otóż. Kilka lat temu odwiedziłem Pachnącą Księgarnię w Gliwicach. Mają dużo ciekawych książek i niezwykły klimat. Właścicielka, z którą zawsze sobie ucinam pogawędkę, zapytała dlaczego wyglądam na takiego strutego. – Odpowiedziałem, że „szlag mnie trafia” kiedy widzę ogłoszenia osób, które skończyły „Kurs Feng Shui w Weekend” i promując się na ekspertów, próbują naciągnąć firmy i osoby na bardzo drogie konsultacje.
Właścicielka księgarni roześmiała się i odpowiedziała, że tak naprawdę TO NIE MÓJ PROBLEM.
Powiedziała też, że zna kobietę, która studiowała na dalekim wschodzie 20 lat Feng Shui, wróciła do Polski, przyszła do księgarni, mówiąc, że jest bezrobotna, bo przyzwoitość jej nie pozwala na świadczenie usług w dziedzinie sztuki Feng Shui, bo ona przecież tylko „liznęła” ten temat przez 20 lat.
Zapytałem wtedy, jaki z tego morał?
Jej odpowiedź noszę w sobie do dzisiaj i przypominam sobie tę sytuację, gdy oglądam nowych GURU-Misiów.
Puenta właścicielki księgarni brzmiała tak:
Piotr! Jeden człowiek trafi do mojej przyjaciółki, która po 20 latach doświadczeń zainkasuje 500 zł. A drugi trafi do człowieka po weekendowym szkoleniu, który też weźmie 500 zł.
Prawda jest taka, że każdy ma takiego eksperta feng shui na jakiego sobie w danym momencie zasłużył.
Post scriptum po kilku latach: To wyłącznie na mnie spoczywa odpowiedzialność nad weryfikacją, jaki guru puka do moich drzwi.
Pozdrawiam Panów serdecznie
Piotr Kochanek
skuteczny nie-ekspert
Pomysł z tymi poleceniami to strzał w 10!
Korzystam z jednego kontaktu – z reszta o tym wiesz
I jest tu jeszcze kilka osób do których się na pewno odezwę.
P.S. Na jednym z poprzednich filmików gwizdałeś. A tu chyba Cię złapaliśmy w czasie… modłów (?)
Kiedy zaczynalam zajmowac sie e-biznesem, potrzebowalam kogos, kto zaprogramowalby dla mnie zaawansowany serwis internetowy. Wowczas marzylo mi sie, zeby bylo takie miesce, gdzie mozna by znalezc profesjonalne firmy, godne zaufania. Poniewaz nie bylo wowczas takiej strony jak etyczna.pl, zdecydowalam sie na firme z ogloszenia. Firma ta nie wykonala serwisu tak, jak bylo to zaplanowane. Na zmiany bylo juz za pozno. Kontakt z firma byl uciazliwy.
Zgadzam sie komentarzem, ze glownie brak jest wlasciwej obslugi klienta a nie fachowej wiedzy. Jest to dla mnie obecnie kryterium podczas zlecania uslug.
Dzis zdecydowalabym sie najpierw na firme polecana przez etyczna.pl Dobry wydaje mi sie pomysl pozytywnych komentarzy dla firm. To w przyszlosci ulatwiloby jeszcze wybor.
Wiem Grażyno o czym mówisz niestety…
Wydałem już na autorskie oprogramowanie ponad 100tys. zł. i ani kasy ani działającego oprogramowania. Dałem Sobie z tym spokój, bo co gorsze pieniądze przepadły bez zwrotnie. Polskie prawo nie nadąża za internetem…
Dlatego sporo nieuczciwych firm to wykorzystuje.
Pozdrawiam
Robert
Cześć Paweł!
Podobnie jak inni czytelnicy Twojego bloga, ciekaw jestem kto wchodził do Twojego studia pod koniec nagrania
Niezamierzony, prawdopodobnie, efekt z otwieranymi drzwiami wypadł rewelacyjnie! Az się prosiło o jakiś drobny komentarz w tej sytuacji
Żona zapraszająca na obiad („Paweł, kończ już zupa stygnie”, zaciekawione dziecko („co robisz tatusiu?”) a może klient???
pozdrawiam serdecznie
Robert
Dziękuję Panie Pawle za kolejną ważną radę. Sam wiem jak trudno znaleźć ludzi do współpracy. Polecenie i rekomendacja to chyba najbardziej efektywny sposób znalezienia fachowca – takiego nie”usterkowego”
Etycznego fachowca znaleźć jeszcze trudniej… Dobrym wydaje mi się ten pomysł. To swego rodzaju TopLista – albo bardziej po polsku: ranking.
Dla kogo 1 miejsce? Nie napiszę, bo znowu byłoby słodzenie…
Takiej listy osób właśnie brakowało, większość z nich jest bardzo dobrze rozpoznawana w sieci, lecz powiem tu na swoim przykładzie, że nie wiedziałem o tym, że można z nimi podjąć współpracę. Dobra robota;)
Muszę przyznać, że bardzo ciekawy projekt. Szkoda, że nie powstał wcześniej
Jakiś czas temu szukałem firmy, aby wykonała dla mnie bloga. Nie było łatwym zadaniem znalezienie tej właściwej. Miałem kilka podejść, zanim się udało. Nie straciłem co prawda bezpośrednio pieniędzy, ale straciłem mnóstwo czasu. Dziś wiem, że wolę zapłacić dwa razy więcej za projekt, który wykonają profesjonaliści.
I o ile jestem w stanie zrozumieć opóźnienie w realizacji zlecenia, to nie mogę zrozumieć braku informacji zwrotnej czy obietnic bez pokrycia.
Niestety bycie dobrym grafikiem czy programistą nie oznacza bycia dobrym biznesmenem a z tego co doświadczyłem, problem nie leży w słabej jakości usług tylko w kiepskiej obsłudze klienta.
Nie zgadzam się tylko co do jednego, uważam, że wiek nie jest tu regułą. Znam wielu odpowiedzialnych młodych ludzi, tak samo jak wielu nieodpowiedzialnych 40-50 latków.
Pozdrawiam,
Jacek Pietrasiuk
http://www.jacekpietrasiuk.pl
Tak jak poprzednicy, również uważam, że ten projekt to świetna robota. Szczerze mówiąc, nie spotkałem się wcześniej z takim przekazem, gdzie w jednym miejscu mam dostęp do ludzi, którzy kompleksowo, od A do Z w razie potrzeby pomogą mi w moim ebiznesie. A do tego polecanych przez samego „ebiznesowego guru”.
PS Z usług jednego z polecanych przez Pawła już korzystałem. Był to Daniel Nakoneczka z firmy Dan-net. Wzorowe wywiązanie się ze zleceń, przy naprawdę bardzo atrakcyjnej cenie. Pełen profesjonalizm.
Gorąco polecam!
Z pozdrowieniami
Marcin Rogala
Dzięki Marcinie za wspomnienie o Danielu. Tak, to super facet. Poznaliśmy się dzięki Forum.ebiznesy.pl. Teraz mamy nieustający barter. Można powiedzieć, że uwielbiamy się wzajemnie (bez skojarzeń! hehe). Daniel bierze udział w moich projektach. Cały czas go poganiam, że ma powiększać biznes. Oby więcej takich osób w naszej branży!
Bardzo fajny pomysł. Co prawda dzięki aktywnemu uczestniczeniu w życiu forum większość postaci z listy nie jest dla mnie tajemnicą, ale to dobrze, że taka lista powstała. Takich informacji nigdy zbyt wiele
Jestem studentem, jestem z tej „magicznej” kategorii ludzi „młodych”
Widzę co się dzieje dookoła i jak najbardziej potwierdzam, że z większością moich kolegów i koleżanek współpracować bym po prostu nie chciał! Szczerze powiem, że w niektórych momentach nie wiem, czy sam sobie bym zaufał, bo z mobilizacją do pracy bywa ciężko i „naginanie” terminów i mi nie jest obce
Kamilu,
) i jakąś książkę. Zatem wykorzystuję ten czas efektywnie, nie gapiąc się po ścianach w lokalu.
Ja też mam kłopoty z dotrzymywaniem terminów. Ostatnio po prostu staram się nie brać niemal w ogóle nic nowego na głowę, żeby nie zawalać zleceń od tej strony. Większość projektów jest zależna nie tylko ode mnie – i to też często jest problemem.
Podobnie jest ze spóźnianiem się na spotkania. Uważam to za jedną z największych swoich wad. Po prostu mam zwyczaj obliczania czasu potrzebnego na dojście lub dojazd bez uwzględniania czynników losowych. A takowe baaardzo często występują. Efekt? Częste spóźnienia, których nienawidzę. Sposób? Wychodzić / wyjeżdżać na tyle wcześnie, żeby najczęściej być nawet 15 minut przed czasem. Co robić z tymi 15 minutami? Ja biorę ze sobą nieodłączny organizer (terminarz A4 o wadze dokładnie 1 kilograma
Ze zleceniami musimy robić podobnie: zostawiać sobie bufor czasowy. Czyli oceniasz, że zrobisz projekt w 10 dni, ale mówisz, że zajmie to 20 dni. I jeśli się wyrobisz w 10, to super. Ale jeśli będzie poślizg, to tylko Ty o nim wiesz – zleceniodawca już nie. Oczywiście także przy takim planowaniu zleceń potrzebna jest cholerna samodyscyplina, nad którą cały czas pracuję u siebie.
I powiem szczerze, że właśnie z tą samodyscypliną mam spory problem
Jeszcze póki faktycznie nic i nikt mnie nie rozprasza – jest ok. Coś robię i faktycznie widać tego efekty. Gorzej, kiedy coś się dzieje „w tle” (a tak jest najczęściej) – wtedy jest mi bardzo ciężko się skupić na konkretnej, jednej rzeczy, którą mam do zrobienia.
Powiem Ci, Pawle, że jeżeli miałbym wskazać swój najważniejszy projekt, nad którym aktualnie pracuję, to bez wahania wskażę organizację czasu. Niby miałem tego świadomość, ale uderzyło to we mnie dopiero, kiedy zacząłem faktycznie (nie sama teoria, ale też praktyka) działać „w sieci”.
Co mam na myśli? To, że własny biznes to nie praca. To styl życia. Póki nie zacząłem działać aktywnie, nie miałem nawet połowy tej świadomości, którą mam teraz (a przecież jeszcze nic nie zarobiłem!)
Dopiero w tym momencie zdałem sobie sprawę z myśli pokroju „jak zacznę biegać codziennie wieczorem, to moja wydajność wzrośnie!” – przecież ja nienawidzę biegać! Tylko, że to nie ma znaczenia w obliczu słowa „Biznes”. A także organizacji czasu, by „nie stać w miejscu”.
Dziękuję za udzielone powyżej rady – są bardzo przydatne
Jeżeli jeszcze miałbyś coś do dodania, to na pewno się za to nie obrażę
Pozdrawiam!
Paweł!
Świetnie że stworzyłeś ten projekt. Jestem przekonany że w najbliższym czasie sam skorzystam z usług osób które poleciłeś.
Część z nich już znam i również mogę polecić. Może dlatego warto się zastanowić nad możliwością wystawiania tym osobą dodatkowych referencji przez czytelników etyczna.pl ?
Ty Pawle jesteś autorytetem i Twoja podpowiedź z pewnością będzie odbierana za trafną. Jednak nawet zwykła możliwość dodawania „plusów” lub „Lubię To” przy osobach – podniosła by ich wartość.
To takie luźne przemyślenie.
Pozdrawiam Serdecznie
Marcin Pawelec
StuGO.pl
cześć Marcin,
Masz oczywiście rację. Myślę nad rozwiązaniem tej kwestii.
W tej chwili etyczna.pl jest zwykłą stroną w htmlu. Planuję wrzucić całość do WordPressa i oczywiście umożliwić komentowanie, dawanie referencji i lajki. Każda osoba będzie miała najpewniej osobną podstronę. No i przybędzie osób, które polecam. Zatem warto się o to postarać
Projekt etyczna.pl jest bardzo dobrym pomysłem. Wiele razy w życiu, a firmę prowadzę kilka lat dłużej, miałem do czynienia z WIELCE nieodpowiedzialnym zachowaniem. Oczywiście nie powiem, że ja jestem Święty, bo chyba nie ma takich ludzi. Ale wiem jedno i popieram to co napisałeś – że jednym z najciekawszych i najbardziej skutecznych sposobów na dobieranie partnerów jest polecanie.
Dlatego chętnie zajrzę od czasu do czasu na Twoją stronę. A w stosunku do Ciebie Paweł wiem jedno, że jeżeli kiedykolwiek stworzę taką listę lub stronę, to Ty będziesz na pierwszym miejscu u mnie jako najbardziej dokładna i perfekcyjna osoba w branży. Lekko posłodziłem, ale to FAKT.
Pozdrawiam serdecznie. Tomasz Damian http://ListaAdresowa.pl
Tomku,
Dzięki za komentarz. Wazelina miodzio
Zresztą znamy się od kilku lat, więc możemy sobie pozwalać na takie rzeczy, hehe.
Być może etyczna.pl stanie się wzorem dla innych, kto wie. Niektórzy mają zakładkę na stronie firmowej, blogu, czy sklepie typu „Partnerzy” (lub podobnie), gdzie polecają osoby / firmy, z którymi współpracują. Gorzej, jeśli te firmy np. są sponsorem bloga, bo ciężko wtedy o obiektywizm.
Mój pomysł na etyczna.pl wiązał się z tym, że nie zarabiam bezpośrednio na tym polecaniu. Nie jest to podpięte pod żaden system poleceń, czy program partnerski. Nic nie sprawdzam, nie oczekuję prowizji. Po prostu szczerze ich polecam. Dzięki temu mogę tylko zyskać. Moi Czytelnicy i Klienci mają pod ręką świetnych i sprawdzonych specjalistów. A ja pomagam moim Partnerom biznesowym zdobywać nowych klientów, dzięki czemu są mi wdzięczni. I zapewne mnie polecają innym.
Musimy się wspierać. Marzy mi się sytuacja, że dosłownie wszystkie zadania, jakie muszę zlecić, będą wykonały TYLKO osoby, które lubię, szanuję i polecam. I tak ma być